14 czerwca 2007

ZASADA INDYWIDUALIZACJI, czyli o rzekomej niesubordynacji pacjenta/Ministra Zdrowia- prof. Religi

Nie minęło kilka dni od momentu, gdy prof. Religa przeszedł ciężką operację i poznał ostateczne rozpoznanie własnej choroby (RAK), 'koledzy' - lekarze znów przypuścili ATAK na profesora. Nie dają mu spokoju, nie mogą przepuścić żadnej okazji, żeby go znów NIE KRYTYKOWAĆ, żeby go dalej DRĘCZYĆ, żeby znów go 'dziobać'. Najpierw przyłożyli swoją rękę do tego,że Minister zachorował na raka (TAK, TAK, bo b. dobrze wiadomo, iż do chorób onkologicznych, ale nie tylko, dochodzi wówczas, gdy następuje osłabienie systemu immunologicznego; a ten traci swoją siłę, gdy człowiek doświadcza SILNYCH STRESÓW; pomijam aspekt palenia papierosów, bo znane mi są przypadki ludzi w sędziwym wieku, którzy palili przez całe życie, a mimo to nie zapadli na choroby onkologiczne płuc; organizowanie ciągłych strajków, próby obalenia Ministra ze stanowiska, nie przyjmowanie do wiadomości, że żądania strajkujących są niemożliwe do NATYCHMIASTOWEGO zrealizowania, traktowanie go PRZEZ KOLEGÓW jak jakiegoś OSZUSTA i KłAMCY musi być chyba dla lekarza z MISJĄ jednym z największych CIOSÓW, największych STRESÓW, jednym z najboleśniejszych doświadczeń w życiu), teraz go DRĘCZĄ, zarzucając mu, że nie chce się leczyć, że zły daje przykład dla innych pacjentów onkologicznych!

"Religa nie powinien zwlekać z leczeni
"Życie Warszawy": Minister zdrowia Zbigniew Religa nie powinien zwlekać z chemioterapią, bo w ten sposób nie zachęca Polaków do podejmowania leczenia - uważają specjaliści.
- Zbigniew Religa, jako minister zdrowia i profesor kardiologii, powinien dać dobry przykład i promować odpowiedzialny tryb życia - uważa dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii.

Minister zapowiedział, że w ciągu kilku tygodni podejmie decyzję o podjęciu chemioterapii. Dodał, że jej efekty tylko nieznacznie zwiększają szanse wyleczenia. Badanie wyciętego z płuca guza wykazało, że minister ma nowotwór złośliwy, ale wszystkie komórki rakowe zostały usunięte. Specjaliści uważają, że minister nie powinien zbyt długo zwlekać z podjęciem leczenia. - Jeżeli chemioterapia ma przynieść skutek, to musi być podjęta w miarę szybko - uważa dr Jerzy Bernatowicz, onkolog. A dr Janusz Meder dodaje, że zwlekanie z podjęciem leczenia jest nieodpowiedzialne. - Trzy tygodnie to maksymalny czas, z jakim można czekać po zabiegu operacyjnym na nowotworze złośliwym na podjęcie chemioterapii - podkreśla onkolog dr Grzegorz Nawrocki.

Zarówno lekarze, jak i psycholodzy są zgodni, że decyzja Religi o zwlekaniu z podjęciem leczenia może niekorzystnie wpłynąć na pacjentów, dla których minister zdrowia jest autorytetem w swojej dziedzinie. - Jego postępowanie jest traktowane przez wielu Polaków jako wzór postępowania. Profesor jest autorytetem i tak powinien się zachowywać. Musi mieć świadomość, że jego słowa i decyzje odbierają miliony ludzi - uważa dr Janusz Meder.

http://wiadomosci.onet.pl/1553166,11,item.html

Niech ci wieczni krytykanci - dręczyciele psychiczni - 'koledzy' Religi dadzą mu święty spokój. On teraz jest w innej roli! TU i TERAZ jest PACJENTEM i ma pełne prawo do wyrażania swoich odczuć i obaw. Wszystko jest źle, każdy ruch, każde słowo,każde posunięcie Religi jest BE! Panie Ministrze, niech Pan słucha siebie, a nie tego, co inni mówią!

Tak, tak, mnie też uczono, że TERAPEUTA/LEKARZ powinien być wzorem, przykładem dla chorego. Dobry lekarz/terapeuta, powinien mieć kontrolę nad swoim życiem, powinien chodzić "jak zegarek" i tego samego powinien wymagać od chorego. Lekarz/terapeuta ma być WZOREM do naśladowania, bo swoim przykładem motywuje pacjenta do aktywnej współpracy w procesie leczenia.

POWINIEN, POWINIEN, POWINIEN!

Wszystko dobrze, gdy ten występuje w roli "leczącego", ale w tej chwili jest na miejscu chorego, a choremu daje się przyzwolenie na wyrażanie swoich lęków, obaw, niepokojów, złości, gniewu, czy wyrażanie oporu. Jednym z charakterystycznych objawów każdego chorego, a zwłaszcza przewlekle, czy śmiertelnie chorego, jest depresja, opór, a często agresja. Za agresją często kryje się CIERPIENIE i POCZUCIE WINY.

Religa jest teraz pacjentem i to onkologicznym, a nie lekarzem, czy ministrem. Potrzebuje teraz spokoju, odpoczynku, wsparcia, poczucia bezpieczeństwa, ciepłych emocji, otuchy, a nie karcenia "ROZGNIEWANEGO OJCA". Religa nie jest nieposłusznym dzieciakiem! Zasługuje na należyty szacunek i właściwe traktowanie. Gdzie tu jest poszanowanie GODNOŚCI chorego?

Opisani tu lekarze i psycholodzy zachowują się dokładnie tak, jak swego czasu potraktował moją 78-letnią matkę inny lekarz. Na jednej z wizyt kontrolnych powiedział jej, że to JEJ WINA, że zachorowała, że prowadziła zły tryb życia i sama doprowadziła się do ciężkiej choroby!!!! Ten bufon - mądrala nie wiedział, że mama nigdy nie paliła papierosów, właściwie się odżywiała (owoce i warzywa z własnego ogródka, niepryskane; dużo czytała opracowań medycznych nt. zasad właściwego odżywiania), nawet nie używała chemicznych płynów do zmywania naczyń, systematycznie jeździła do sanatoriów i na wczasy profilaktyczno - rehabilitacyjne. ONA NIE JEST WINNA temu, że zachorowała! ONA NIE JEST WINNA, ŻE NIE SŁUCHA WSZYSTKIEGO CO MÓWIĄ DO NIEJ LEKARZE, A ZWŁASZCZA TEN, O KTÓRYM TU WSPOMNIAŁAM, CZY CI WYMĄDRZAJĄCY SIĘ i NAPOMINAJĄCY prof. RELIGĘ MEDYCY I PSYCHOLODZY!

Nie jest teraz łatwą pacjentką, podobnie jak prof. Religa, ale to nie jest WADĄ, tylko ZALETĄ. Oboje nie należą do tzw. BIERNYCH pacjentów, tylko MYŚLĄCYCH i walczących o siebie.

Lekarze, pielęgniarki chcieliby, żeby pacjent był takim cichym, milczącym, bezwolnym przedmiotem, biernym i bezwzględnie podporządkowującym się poleceniom AUTOKRATYCZNYCH lekarzy.

A tak wcale nie musi być! Kto czytał wspaniałą książkę Berni S. Siegela: "Miłość, medycyna i cuda", wie co mam na myśli. Autor, lekarz od wielu lat propagujący metodę Simontonów w leczeniu chorych onkologicznie powtarza, że największe szanse na wyleczenie mają tzw. niepokorni pacjenci, stawiający najwyższe wymagania lekarzom, zadający pytania, wymagający należytego traktowania i należytej opieki, traktowania chorego, jak partnera, a nie jak zregresowane, głupiutkie dziecko. To właśnie ci 'niepokorni' pacjenci znajdują się w grupie, którzy pokonują RAKA!

Pacjenci ci to także ludzie bardzo wrażliwi, stąd wymagają należytego podejścia ze strony lekarza. Dr M Wirga - lekarz i psychoterapeuta, stosujący od lat met. Simontonów w Centrum Onkologicznym w Bydgoszczy, wymienia następujące ZASADY leczenia i podejścia psychologicznego do pacjenta:

1. Psychoterapia w onkologii ma być łagodna i świadoma wrażliwości osoby chorej na raka.

2. Celem terapii ma być to, co jest z pacjentem w porządku, a nie to, co jest z nim nie w porządku. Oznacza to wzmacnianie sposobów radzenia sobie z chorobą, które dotychczas były skuteczne, a nie skupienie się na problemach z przeszłości.

3.Skuteczne rozwiązywanie dystresu emocjonalnego - szczególnie poczucia winy, porażki i samooskarżania się.

4. Terapia ma rozwijać umiejętności wzajemnej komunikacji i zdrowego wspierania zarówno u osób bliskich, jak i samego pacjenta*.

Jak widać na przykładzie tych kilku zasad (oczywiście nie podałam wszystkich), pacjenta należy przede wszystkim WSPIERAĆ, być dla niego przyjacielem, dojrzałym partnerem, a nie SUROWYM, MORALIZUJĄCYM, KARCĄCYM, BESZTAJĄCYM ZA WSZYSTKO RODZICEM. LEKARZ NIE POWINIEN ZAŁATWIAĆ SWOICH PSYCHOLOGICZNYCH PROBLEMÓW Z SAMYM SOBĄ, KOSZTEM ZDROWIA I SAMOPOCZUCIA PACJENTA! A tacy są moim zdaniem lekarze i psycholodzy, którzy teraz pouczają przed kamerami prof. Religę.

No i na zakończenie. Nie uważam, by prof. Religa reagował błędnie wobec oferowanej mu chemioterapii i SIAŁ ZGORSZENIE wśród innych pacjentów onkologicznych jako Minister Zdrowi. Trudno powiedzieć w tej chwili, czy przeważa w nim teraz: "instynkt śmierci", czy "instynkt życia". Może to być właśnie to drugie. Może właśnie przeczuwa, że w jego przypadku, TU i TERAZ, chemioterapia może mu zaszkodzić, a nie pomóc.

Przypomniał mi się przypadek mojej siostry, która straciła dziecko w dniu planowanego porodu. Dziecko zmarło w łonie matki. Lekarze, pomimo ostrzeżeń na ulotce (!) zmusili ją do przyjmowania potrójnej dawki leku, którego nie powinno podawać się kobietom w ciąży. Chodziło o obniżenie poziomu bilirubiny (hormonu, wydzielanego przez wątrobę), która w podwyższonym stężeniu daje m.in. objawy swędzenia skóry i może stanowić zagrożenie dla życia matki i dziecka. Nie rozumiem jednak, dlaczego dla ratowania dziecka i matki, lekarze podawali jej lek, który sam w sobie stanowi zagrożenie dla życia?! Zarówno ja, mama i ojciec protestowaliśmy przeciwko dawaniu tego leku. Siostra też się bała, ale poddała się woli lekarzy. Dziecko ZMARŁO w dniu przyjęcia matki do szpitala...Inny lekarz, doświadczony ginekolog - położnik, ten który przyjmował mnie i siostrę na świat, twierdził, ze podawanie tego leku nie było konieczne. Podwyższony poziom bilirubiny u kobiet w ciąży, nie należy do rzadkości i są inne sposoby, by zapewnić bezpieczeństwo zarówno dziecku, jak i matce...

Może jednak czasami lepiej zaufać własnej INTUICJI, a nie bezkrytycznie, bezwolnie poddawać się WSZYSTKOWIEDZĄCYM, "PANOM i WŁADCOM" - lekarzom? Może prof. Religa, opierając się chemioterapii, chroni właśnie swoje życie?!

Czy inni zdrowi lekarze, psycholodzy mają prawo do moralizowania, pouczania, wychowywania człowieka, który znajduje się na progu życia i śmierci? Może to właśnie w nich przeważa "instynkt śmierci"? Może to właśnie BUKIEL, i inni strajkujący lekarze oraz ci, co go teraz PUBLICZNIE napiętnują za zły przykład dla chorych są źródłem DESTRUKCJI, a nie życia?

*
Opracowano na podstawie:

1. B.S. Siegel, Miłość, medycyna i cuda, Dom Wydawniczy LIMBUS, Bydgoszcz 1998.
2. D. Krzemionka - Brózda, K. Mariańczyk, L. Świeboda - Toborek (red.), Siły, które pokonują raka. WIARA, NADZIEJA, ZDROWIE, "CHARAKTERY", Kielce 2005.



6 komentarzy:

Agnieszka pisze...

Ponieważ nikt nie chce komentować, zlituję się nad Tobą i coś napiszę: bilirubina nie jest hormonem;)

Geralt pisze...

Agnieszko, myslę że nie ma potrzeby się litować bo blog jest czytany przez wiele osób.

Agnieszka pisze...

Och, ani przez chwilę w to nie wątpiłam - Autorka jest absolutnie wyjątkowa. Mało jest osób umiejących w tak niewymuszony i zabawny sposób parodiować język wszelkich psy-expertów.
Ponieważ Autorka nie stroni od polemik w komentarzach i wydaje mi się, że lubi gdy to co pisze spotyka się z odzewem postanowiłam się merytorycznie wypowiedzieć, a litowanie było oczywiście żartem.

Venissa pisze...

@Geralcie, nie ma co się przejmać. Tę Agnieszkę tu trzymam, jako przykład osobniczki, która nie ma wyczucia granic...Dla zainteresowanych zgłębieniem zagadnienia odsyłam tu:

http://venivenissa.blogspot.com/search/label/psychoanaliza

Venissa pisze...

P.S.
Geralcie, dlaczego nie mogę się u Ciebie wpisywać? Pozdrawiam

Piotruś pisze...

Granice granicami, ale może byś poprawiła błąd? Nazwanie hormonem czegoś, co nim nie jest, podaje w wątpliwość ,,naukowość'' reszty argumentów. Prawda jest prawdą niezależnie od tego, czy podaje ją osoba przyjazna czy wroga.

Pozdrawiam

Piotr

A, z tego co widzę, bilirubinę nazywałaś hormonem już gdzie indziej. Gdzie? Poguglaj ,,bilirubina hormon''.