Od pewnego czasu nie daje mi spokoju propaganda czyniona przez opozycję, która do złudzenia przypomina metody UB -cko SB - ckie, stosowane w czasach najgorszego stalinizmu, zarówno w Polsce, jak i ZSRR. Każdemu, kto sprzeciwiał się ówczesnym władzom komunistycznym, przyklejano łatkę "niezrównoważonego", czy "chorego psychicznie", by podważyć jego kompetencje intelektualne, bądź wręcz posłać go prosto do tzw. psychuszki. Ta ostatnia forma niszczenia psychicznego przeciwnika ówczesnych władz miała miejsce w ZSRR. W Polsce podobno zjawisko to miało znacznie mniejsze nasilenie, a to za sprawą wielu lekarzy - psychiatrów, którzy zręcznie stawiali opór rządom PRL-wskim, usiłującym narzucić podobne, jak u wschodnich sąsiadów, formy niszczenia człowieka.
Okazuje się, że i dziś nie jesteśmy wolni od tego rodzaju oddziaływań, a wręcz odnosi się wrażenie, że odkąd doszli do władzy bracia Kaczyńscy, zjawisko to uległo znacznemu nasileniu. Co ciekawe, nie wychodzi ono od rządzących, lecz ze strony opozycji, od tzw. elit intelektualnych - humanistów - "wielkich" obrońców demokracji i godności człowieka. Z jednej strony broni się homoseksualistów przed nazywaniem ich chorymi, a z drugiej - na masową skalę odbywa się przyklejanie łatek "chorego psychicznie", czy "zaburzonego emocjonalnie" premierowi i prezydentowi.
Jak okazuje się, to etykietyzowanie ma swoje epicentrum w organie prasowym dawnych władz PRL - wskich - tygodniku "NIE" - redagowanego od wielu lat przez, a jakże kogo by innego, jak samego Jerzego Urbana.
"Medyczna diagnoza wyniku wyborów
Za komuny bracia Kaczyńscy byli inwigilowani przez bezpiekę. W III RP tajna policja próbowała ich skompromitować (choćby podsuwając „NIE” fałszywą lojalkę). Wałęsa zapraszał do siebie Lecha z żoną i Jarosława z mężem, niedwuznacznie sugerując, że jest on homoseksualistą. Niewykluczone więc, że w pewnym momencie zdrowa reakcja bliźniaków na przeciwności przerodziła się w dążenie do rozliczeń i węszenie spisków.
Politycy – neurotycy
Według amerykańskiej psycholożki Karen Horney neurotyczna skłonność do dominacji i poniżania innych to jeden ze sposobów ucieczki przed lękiem, bezradnością i upokorzeniem. Neurotycy łakną władzy i prestiżu, które chronią przed poczuciem, że nic się nie znaczy. Dochodzi do tego duma: neurotyk uważa, że słabość jest nie tylko niebezpieczeństwem, ale i hańbą*. Z tego względu dzieli świat na silnych i słabych; pierwszych podziwia, drugimi gardzi. Jeżeli ktoś widzi tu analogię do wiernopoddańczej miłości liderów PiS do Stanów Zjednoczonych, to czyni to na własną odpowiedzialność.
Neurotyk kocha kontrolowanie siebie i otoczenia. Dlatego na pewno poprze sztandarowe pomysły bliźniaków – Komisję Prawdy i Sprawiedliwości i Urząd Antykorupcyjny. Komisja byłaby permanentną komisją śledczą o dużo większych niż dziś uprawnieniach.
(...) za fałszywe zeznania przed komisją – ciężkie kary więzienia i ciężkie kary finansowe. Kłamiesz – to idziesz siedzieć, nie na pół roku, tylko na lata, bez żadnych zawieszeń. Kłamiesz – dostajesz taką karę finansową, która w istocie jest konfiskatą mienia. To jest rozwiązanie idealne** – marzy Jarosław K. Reklamuje on też urząd jako niewielką służbę specjalną – pierwszą, która nie wywodziłaby się ze służb PRL.
W projektowanym rządzie z Platformą PiS chciało mieć pełnię kontroli nad wszystkim, co jest związane z bezpieczeństwem – od policji, przez prokuraturę, po służby specjalne.
Zdaniem Horney neurotyk ma silnie rozwiniętą potrzebę wywierania na innych wrażenia, zdobywania podziwu i szacunku, lubi imponować swymi nadzwyczajnymi osiągnięciami.
Proszę zwrócić uwagę, ile śledztw, w tym i przeciwko Gudzowatemu czy innym potęgom, zostało wszczętych przeze mnie przez ponad rok w istocie bardzo skromnego, pozbawionego zaplecza piastowania funkcji ministra sprawiedliwości – nie może wyjść z podziwu nad sobą prezydent Kaczyński.
Niezdrowa nieufność
Dwaj amerykańscy autorzy, Robert S. Robins i Jerrold M. Post (psychiatra i politolog), w „Paranoi politycznej” piszą, że paranoicy Bez przerwy żywią nieuzasadnione wątpliwości co do lojalności przyjaciół lub współpracowników, są przekonani, że nie można im ufać oraz nie wybaczają zniewag ani lekceważenia***.
Na paranoję składa się kilka elementów, w tym wspomniana już podejrzliwość. Inne to ksobność (przekonanie o centralności własnej osoby), mania wielkości i arogancja, wrogie nastawienie do świata, lęk przed utratą niezależności, przenoszenie na innych własnych uczuć (projekcja) i urojenia, czyli fałszywe przekonania, podtrzymywane wbrew oczywistym faktom. Według Robinsa i Posta paranoik z upodobaniem kolekcjonuje fakty, ale tylko te, które pasują do skonstruowanego przezeń logicznego systemu.
W Polsce istniał i sądzę, że cały czas istnieje, prawdziwy front obrony niemieckich interesów. Ten front to (...) aktywa niemieckich służb specjalnych, to bardzo duża grupa ludzi, która żyje za niemieckie pieniądze i która udaje niezależnych uczonych i niezależnych publicystów – głosił Jarosław Kaczyński. Albo mówi, że polityka Kwaśniewskiego wobec Rosji bierze się z tego, że w Moskwie mają teczkę na Kwacha.

Atakując urzędującego jeszcze prezydenta Kwaśniewskiego szef PiS mniemał zapewne, że daje świadectwo wielkiej odwagi, gdyż – jego zdaniem – Gołym okiem widać, że sfera wpływów Aleksandra Kwaśniewskiego jest niezwykle potężna. A przecież przez lata urzędowania organizował potężny nieformalny układ powiązań gospodarczych. Takie spiski mogą odkryć jedynie dwaj samotni szeryfowie, mali wzrostem, ale wielcy duchem. Nikogo się nie boją, nawet po 60 latach potrafią Niemcom wystawić opiewający na ponad 45 mld dolarów rachunek za zniszczenie stolicy.
Oczywiście osoba mająca skłonności paranoiczne nigdy nie przyzna się do swych uczuć. Po zwycięskiej kampanii prezydenckiej Lech Kaczyński mówił o zgodzie i zasypywaniu podziałów. W wywiadach obu braci znalazłam powtarzane jak mantra słowa, że nie chcą oni żadnych konfliktów.
Niestety, jedynym balsamem na zranioną dumę są kolejne ataki, po których przychodzi czas na jeszcze ostrzejszą reakcję. Ta zabawa się nigdy nie kończy. Szukanie wroga jest lepsze od przyznania się do upokorzenia czy bezradności, stanowiąc wygodne ominięcie realnych problemów.
Czarny scenariusz
Bracia K. zderzą się z realiami polityki. Z bólem stwierdzą, że nie wszystko, co zadekretują, staje się faktem. Nawet gdyby udało im się – w co szczerze wątpię – poprawić byt Polaków, niewiele im to pomoże. Ludzie mają naturalną skłonność do przypisywania swego powodzenia własnym staraniom, przyczyn klęski szukają zaś w działaniach innych, choćby „tych złodziejów z rządu”. I wtedy pojawi się pokusa, żeby znaleźć wroga i kozła ofiarnego, bo nic tak nie jednoczy, jak wspólna nienawiść.
Idealnym kandydatem na wroga jest Unia Europejska (zwłaszcza Niemcy!) skąpiąca nam grosza i niszcząca nasze wartości. Albo komuniści rządzący Polską przed 1989 r. Nie bez
powodu jeden z podrozdziałów „Paranoi politycznej” nosi tytuł „Szukanie nowych wrogów, ożywanie starych nienawiści”.
Paranoja towarzyszy zwłaszcza okresom gwałtownych przemian. Kozłem ofiarnym zostaną pewnie wredni liberałowie, blokujący ambitne projekty PiS. Będzie to początek jazdy bez trzymanki, która może się skończyć na przystanku z napisem V Rzeczpospolita.
Osobowość paranoiczna
Paranoiczny typ osobowości cechuje się nadmierną podejrzliwością, brakiem tolerancji na krytykę, zawziętością, skłonnością do interpretowania neutralnych lub przyjaznych zachowań otoczenia jako wrogich, obraźliwych. Opaczna interpretacja danych i odnoszenie rozmaitych wydarzeń do siebie łączy się z zaburzeniem oceny rzeczywistości. Często spostrzega się nadmierne poczucie własnej wartości i nieustępliwość w obronie własnych praw, bezwzględność w realizowaniu swoich celów. Osoby takie są zazwyczaj skryte, egocentryczne, zazdrosne, nietolerancyjne, fanatyczne i skłonne do pieniactwa. (za: Jerzy W. Aleksandrowicz, „Psychopatologia zaburzeń nerwicowych i osobowości”, Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2002).
http://www.nie.com.pl/main.php?dzial=akt&id=6531
Autor : Zuzanna Jurczyńska"
Co gorsza, do etykietyzowania w wydaniu tego najgorszego brukowca dołączyli się także niektórzy psychologowie. Pierwsze tego rodzaju objawy miałam możliwość zaobserwować w popualarno - naukowym piśmie psychologicznym, przeznaczonym dla młodzieży - "CHARAKTERY", tuż po ogłoszeniu wyników wyborów w 2005 r. Niestety, nie jestem w stanie teraz przytoczyć większych fragm. wspomnianych tu materiałów, bo musiałabym "przekopać" wszystkie numery, które posiadam w swoich "archiwach". Może kiedyś odnajdę wspomniane artykuły i zacytuję obszerniejsze fragmenty.
Całkiem niedawno podobnego typu "diagnozy" można było przeczytać w "Newsweeku", w którym do psychiki rządzących "dobierał się" dr Murawiec - psychiatra, psychoterapeuta z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Nt. postawy etycznej tego pana nie będę się tutaj rozwodzić, bo każdy inteligentny i wrażliwy człowiek nie będzie miał żadnych trudności w ocenie morale tego pana. Gdy streszczałam u siebie w domu wypowiedź wspomnianego terapeuty, moi domownicy podsumowali go krótko: "Czy on aby nie jest czerwony i sam boi się lustracji? Może on sam ma coś na sumieniu?"
Również "wielka humanistka", filozof, etyk, dyżurny "autorytet" - dr hab. Magdalena Środa - przyłączyła się to etykietyzującego "chórku", która w obszernym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" - "Kaczyńscy w roli Kmiciców" - wypowiedziała się nt. obecnie rządzących, następująco:
(...) obawiam się, że taktyka polityczna pana premiera zarówno ta antyeuropejska, jak i wewnętrzna wynika z jakichś kompleksów i lęków, a nie z przemyślanej agendy politycznych strategii. To pierwszy rząd, którego postępowanie najlepiej interpretują psycholodzy, a nie analitycy polityczni.
Psycholodzy? Analizę polityczną chce pani zastąpić analizą psychologiczną?
Obserwując scenę polityczną, nie mogę się po prostu powstrzymać od diagnoz psychologicznych czy fenomenologicznych. Do interpretacji działań premiera pasuje na przykład idealnie Schelerowska kategoria resentymentu. Resentyment to rodzaj uczucia, które rodzi się na skutek jakiegoś silnego urazu i działa jako samozatruwający duszę proces. Człowiek resentymentu to ktoś, kto nie tylko ustawicznie szuka winnych swojej przypadłości, ale i kto odbiera wartość wszelkim działaniom czy opiniom innym niż jego własne. Tak zwana polityka historyczna, obsesja lustracji to jakby leczenie prywatnego urazu. Może pan premier nie był doceniany wtedy, kiedy na to zasługiwał, może skrzywdził go Wałęsa, a może jeszcze ktoś inny. Nie ulega wątpliwości, że krzywda ta tkwi w nim głęboko i że jego polityka z uczuciem tej krzywdy jest związana. Zamiast konstruktywnej polityki są bez przerwy teczki, lustracje, donosy, przecieki i afery. I kompleksy.
I twierdzi pani, że wyłącznie politycy PiS są obciążeni kompleksami? Że to przypadłość tylko tej jednej partii?
Tak uważam.
A Marek Belka, w którego rządzie pani pracowała, czy Aleksander Kwaśniewski - nie mieli żadnych kompleksów?
Nie zauważyłam, by mieli. Marek Belka, któremu towarzyszyłam w kilku wyjazdach, zawsze jawił się jako osoba otwarta i towarzyska, mówiąca w dwóch albo trzech językach, konkretna, a jednocześnie potrafiąca nawiązać z każdym dobry kontakt. Belkę można krytykować, ale nie dlatego, że miał kompleksy. Był Europejczykiem. Jeśli chodzi o Kwaśniewskiego, podobnie, on z roku na rok był coraz lepszy w swojej roli i prezydenta, i światowca. Trzeba pamiętać, że historia Europy to nie tylko bitwy i powstania, ale również kultura dworska, kultura salonów, rozmów, towarzyskich spotkań. Kaczyńscy niestety nie mogą tego zrozumieć i nie umieją z tego korzystać, bo obecność tłumacza im to uniemożliwia. To też poważne źródło kompleksów.
Źródłem kompleksów ma być nieznajomość języków?
W dzisiejszej Europie - na pewno. Blair wiele osiągnął właśnie dlatego, że był człowiekiem o niesłychanym uroku i otwartości. Sarkozy to również ten typ. Politycy twardo negocjują, ale wiele potrafią załatwić w towarzyskich rozmowach. Kaczyńscy mają z tym ogromny kłopot. Stąd ich agresja. Żyją poza tym w dziwnych zależnościach od matki, można mówić od jakimś "nieodpępowieniu".
Nieodpępowieniu? Nie przesadza pani?
To przypadłość wielu mężczyzn w Polsce. Bracia Kaczyńscy, a zwłaszcza premier Jarosław, mogą być ich patronami. Myślę, że gdyby ktoś chciał coś osiągnąć w sporach z Kaczyńskimi, to powinien zacząć od rozmów z ich mamą. Głęboka zależność od niej jest ukrytym motorem ich polityki.
Ale w polityce europejskiej Kaczyńscy zachowują się twardo, bez kompleksów...
Wręcz odwrotnie! Moim zdaniem w całym tym sporze braciom Kaczyńskim nie chodziło tak naprawdę o żaden pierwiastek, lecz o to, żeby pokazać Europie, że "nie będzie Niemiec pluł nam w twarz". Kaczyńscy ciągle nie mogą darować Europie zaborów, braku państwowości, okupacji i ciągle, w głupi sposób, chcą dowieść, że jesteśmy wielkim sarmackim narodem. Chcą odgrywać rolę Kmiciców, zapominając, że żyjemy w XXI wieku, i że Polska nie musi przekonywać o swojej wartości szablą i bezkompromisowością. Mnie taka walka o "polskość" głęboko nie odpowiada. Czuję się przede wszystkim Europejką i walka o silną tożsamość narodową w kontekście Europy nie jest dla mnie żadnym priorytetem.
(...)
Chyba że PiS nadal będzie rządziło. Słupki sondażowe partii braci Kaczyńskich nie spadają...
Bo też i taki jest w tej jednej dziesiątej ten kraj - bo tylu mniej więcej zwolenników, w liczbach bezwzględnych, ma PiS - zakompleksiony, zawistny, przestraszony, roszczeniowy. I Kaczyńscy robią tym ludziom dobrze.
(...)
http://blog.rp.pl/blog/2007/07/02/magdalena-sroda-kaczynscy-w-roli-kmicicow/
O tym, jak łatwo poddają się tego rodzaju manipulacjom odbiorcy, może choćby świadczyć i fakt, że wątek struktury osobowości braci Kaczyńskich podchwytują także dziennikarze, pisząc nt. temat także w swoich blogach. Niejaki Marek Kęskrawiec - dziennikarz śledczy "Newsweeka", który sam niedawno napisał bardzo ważny artykuł nt.pewnego człowieka, z którego rodzina zrobiła osobę chorą psychicznie, by zawłaszczyć jego majątek (co zresztą nie obyło się bez udziału samych lekarzy - psychiatrów) - umieścił u siebie taki oto tekst:
"29.05.2007 18:27
Wywiad z psychiatrąSzczerze polecam wywiad z aktualnego numeru Newsweeka, przeprowadzony przez Magdalenę Melechowicz z psychiatrą Sławomirem Murawcem. Dawno już zastanawiałem się, czy nie napisać tekstu, który by analizował pod względem psychologicznym naszych polityków. Zwłaszcza w kontekście skłonności do paranoi u aktualnie nam panujących (czyli zbliżenia się do końca skali w tzw. typie czujnym osobowości według klasyfikacji DSM IV). Myślałem tak, myślałem, aż tu nagle przeczytałem cudzy tekst. Szczerze polecam."
http://www.newsweek.pl/blogi/blog.asp?Artykul=16736&Watek=98485&WatekStr=1&DA=290520071827&AutorBloga=m_keskrawiec Szkoda, że Pan Kęskrawiec zapomniał o tym, co pisał w styczniu 2007 roku o losach niejakiego Henryka Onaka. Czyżby miał tak krótką pamięć, czy może miał uwagę wybiórczą? A może sam autor jest sam pełen sprzeczności i niespójności, co by i nie najlepiej świadczyło o jego kondycji:
"24.01.2007 22:59
Uratowany z piekła
W związku z artykułem "Uratowany z piekła" dostałem bardzo ciekawy tekst ukazujący poziom, jaki reprezentują niektórzy lekarze w Polsce, czego konsekwencją jest m.in. los Henryka Onaka, uznawanego przez 15 lat za człowieka chorego na schizofrenię. Ciekawe, ilu jeszcze takich "Onaków" przebywa w polskich szpitalach psychiatrycznych? A oto ten mail (zachowałem pisownię oryginalną): Witam Panie redaktorze chciałem sie z Panem podzielic moja refleksja na temt powyzszego artykułu oraz przedstawic moje przypuszczenie zwiazane z cierpieniami pana Henryka Onaka. W przedstawionym przez Pan artykule czytamy ze Pan Onak miał rozpoznanie -NIedomykalnosc mitralna I/II czesto powyzsze rozpoznanie jest błednie interpretowane prze samych kardiologów w Plosce. W skrócie przedstwie Panu o co w tym chodzi. NIedomykalnosc zastawki mitralnej z fala zwrotna I i II stopnia przy braku zaburzen hemodynamicznych teoretycznie nie wpływa na funkcjonowanie organizmu ale jest jedno ale... czesto wypadaniu płatka zastawki mitralnej towarzyszy zaburzenie neurokardiologiczne o nazwie (Syndroma Barlowi)które daje rozliczne objawy typu. zawroty głowy , skrócenie odechu , ataki lęku napadowego,kołatania serca ,omdlenia,bóle migrenowe głowy ,itp.(całosc zaburzenia obejmuje 32 symptomy) Przyczyna powyzszych objawów jest dysautonomia - zaburzenie funkcjonowania autonomicznego układu nerwowego (nadaktywacja układu wzbudzenia -współczulnego nad układem hamowania-przywspólczulnym) Dlaczego Panu o tym pisze , z prostego powodu -polscy lekarze kardiolodzy i nie tylko lekceważa powyższą chorobę koncentrujac sie na samym sercu a skargi pacjetów czesto lekcewaza i uwazaja ze to jest ich wyobraznia lub chora psychika czesto kierujac delikwenta z zespołem Barlowa do psychiatry i dalej niewiedza lekarzy psychiatrów i pogarszajacy sie stan danego pacjeta prowadzi do pasama cierpien i nieludzkiego traktowania.Czesto pacjeci dotknieci ta chorobą to młodzi ludzie którzy zupełnie nie są rozumiani przez lekarzy ,rodzinę i społeczenstwo. Ponad to w Polsce zupełnie lekcewarzy sie tą poważną chorobe a ilosc dostepnych informacji na jej temat jest znikoma i niekąpletna . Jedynie zródła (http://www.mitralvalveprolapse.com) anglojezyczne sa dosc obszerne i dokładne. Pisze to w imieniu tysiecy młodych osób dotknietych tą choroba zeby Pan upublicznił informacje na temat tego skandalu niewiedzy i niekompetencji polskich lekarzy , kraju który aspiruje do grona cywilizowanych panstw . Z powazaniem. P."
Na jakiej podstawie p. Marek Kęskrawiec twierdzi, że jeden lekarz psychiatra jest zły, a drugi dobry, etyczny, czysty i nie skażony jakimiś deformacjami osobowościowymi? Gdzież on nabył kompetencje, żeby autorytatywnie dokonywać takich rozróżnień, że w przypadku diagnozy Henryka Onaka, lekarze psychiatrzy okazali się partaczami, a w przypadku obecnie rządzących - trafnymi "diagnostami"?
Ot, jak ludzie dają sobą łatwo manipulować, nawet dziennikarze, a co dopiero mówić o potencjalnych wyborcach przyszłych rządów. I pomyśleć, że epicentrum tej pseudo diagnozy - PROPAGANDY - stanowi CZERWONY tygodnik "NIE"...