Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lewica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lewica. Pokaż wszystkie posty

28 kwietnia 2010

FYM i fenomen wścieklizny

FYM napisał dzisiaj  m.in.: "Psychologowie społeczni i socjologowie, gdy nastaną już w Polsce normalne czasy, tj. takie, w których naukowcy nie będą przedstawicielami agentury, powinni zbadać to szczególne zjawisko, jakim jest jednoczenie się ludzi we wściekliźnie."

FYM-ie, poco Ci opinia jakiegoś psychologa społecznego, czy socjologa, jak możesz uzyskać już teraz odpowiedź, przynajmniej częściową od psychoanalityków "blogowych":) Pragnę przypomnieć, że cała psychologia społeczna i socjologia wyłoniły się z psychoanalizy. Obecnie wszystkie te trzy działy nauki wzajemnie się uzupełniają i rozbudowują swoje koncepcje teoretyczne na bazie doświadczeń i odkryć pozostałych dwóch. Tak to w tej chwili wygląda. A największe jednak doświadczenie mają psychoanalitycy (psychoanaliza ma już ponad 100 lat i ciągle ewoluuje).

Jednak ja już wielokrotnie pisałam na swoich blogach, skąd takie zachowania. Ci wściekający i ujadający ludzie reagują paranoidalnie; w ich reakcjach ma miejsce tzw. identyfikacja projekcyjna; grupy społeczne potrafią reagować psychotycznie; często reagują z pozycji schizo - paranoidalnej, w której cechą charakterystyczną jest postrzeganie obiektu zewnętrznego jako prześladowcy; ujadając próbują przejąć kontrolę nad prześladowcą, który może w każdej chwili ich unicestwić. Cechą właściwą dla tego zjawiska jest konfrontacyjność zachowania, a brak dialogu. Jest atak, ponieważ obawiają się ataku. To jest atak na urojony atak. Inaczej mówiąc, pierwotne mechanizmy obronne na pierwotny lęk przed unicestwieniem. Reagując tak, tak naprawdę rzutują na zewnątrz, na zewnętrzne obiekty (np. na Kaczyńskich) własne części prześladowcze, a następnie z nimi się identyfikują (z tymi częściami prześladowczymi) i reagują jak prześladowcy. Na tej zasadzie np. polega zjawisko identyfikacji z katem - ofiara w pewnym momencie zaczyna zachowywać się jak kat. To zjawisko chce m.in. przypisać Reykowski także prawicy, która walczyła z lewicą i cały czas do niej jest nastawiona konfrontacyjnie. O ile kiedyś obóz Solidarnościowy był w tzw.pozycji ofiary w stosunku do totalitarystów i katów - lewicy - to teraz prawica chce przejąć pałeczkę "kata", a z lewicy uczynić ofiarę.

Hanna Segal pisała, że gdyby nie grupy, to pojedyncze jednostki tak reagujące uznano by za schizofreniczne, czy cierpiące na paranoję.

Jeśli chodzi o Reykowskiego, w ogóle nie jest on dla mnie wiarygodny, choćby z tego względu, że sam od 1949 roku identyfikował się z totalitarystami; więc jak opowiada społeczeństwu, że Kaczyńscy to ludzie autorytarni i totalitaryści,że reagują z pozycji schizo - paranoidalnej, to z czym mamy do czynienia? Oczywiście z jego identyfikacją projekcyjną; tym b-j prawdopodobną, że on nigdy (w odróżnieniu od psychoanalityka) nie przeszedł własnej terapii szkoleniowej; nie ma więc wglądu we własne odszczepione części (np. prześladowcze) i nie zdaje sobie nawet sprawy, że wystawiając swoje diagnozy psychologiczno - polityczne, tak naprawdę projektuje na przeciwników politycznych swoje paranoje - swoich wewnętrznych prześladowców, odszczepione części swojego "ja".

On próbuje nawiązywać w swych diagnozach do koncepcji psychoanalitycznych, ale jednocześnie nie ma żadnego wglądu w siebie samego (jest tylko teoretykiem). Jest więc niewiarygodny. W jego diagnozach jest wiele tzw. zmiennych zakłócających, tj. jego własnych projekcji. Jak może być wiarygodny psycholog, który od 1949 roku mocno identyfikował się z państwem totalitarnym (jakim był ZSRR), a jednocześnie te same cechy teraz gwałtownie odrzuca i przypisuje Kaczyńskim? Zaprzeczenie, to także mechanizm obronny,właściwy dla pozycji schizo - paranoidalnej.

PS.
Właśnie przeczytałam najnowszy wpis Kataryny, w którym zauważa, że Jarosław Kaczyński jeszcze po katastrofie publicznie nie zabrał głosu, a już w mediach pojawiają się głosy, że Kaczyński ZNÓW DZIELI naród. No i z czym mamy tu do czynienia? Z typową identyfikacją projekcyjną (mechanizmem obronnym z pozycji schizo - paranoidalnej) LIBERAŁÓW i LEWICY, którzy przypisują Kaczyńskiemu własne rozszczepienie i paranoje.

09 stycznia 2008

Kto rządzi Polską czyli rozważania etyczno - psychologiczne

Z coraz to większym trudem znoszę coraz to nowsze doniesienia z pracy władz, które zafundowała sobie część polskich wyborców. Kiedy patrzy się, jak ludzie odpowiedzialni za śmierć ks. Popiełuszki i wielu innych Polaków, walczących o Wolność, Dobro i Prawdę dla naszego kraju, próbują nam wciskać do głów normy etyczne, uważają się za bardziej etycznych od samego Boga, to skręcają się we mnie wszystkie wnętrzności.

Jakiś czas temu postawiłam diagnozę ludziom wybranych opcji politycznych (głównie PO i LiD -u) i widzę, że byłam bliska rzeczywistości:

"Po stronie lewicy można zaobserwować przewagę jednostek psychopatycznych oraz osobowości zależnych, o nieukształtowanym poczuciu tożsamości płciowej, zatarciu granic psychologicznych".
Osobom mniej zorientowanym w terminologii psychologicznej, pragnę przypomnieć, iż jednym z przejawów zatarcia granic psychologicznych jest zacieranie granic pomiędzy tym, co rzeczywiste, a tym co fantastyczne. Ludzie o niewłaściwie uformowanej osobowości, czy cierpiący na różne postaci psychozy, mają w mniejszym bądź większym stopniu, trudności we właściwym ocenianiu zaistniałych zdarzeń i przyznawaniu im oceny DOBREJ, bądź ZŁEJ. Zwykle mają spore problemy z internalizacją norm etycznych, a w konsekwencji z nazywaniem i rozróżnianiem tego, czym DOBRO, a czym ZŁO jest.
Zjawisko to ma oczywiście swoje korzenie we wczesnym dzieciństwie, kiedy to za formowanie się struktury osobowości dziecka odpowiedzialność biorą rodzice, jako główni nauczyciele wszelkich norm, powszechnie przyjętych i obowiązujących w społeczeństwach cywilizowanych. Zwykle rodzice dzieci zaburzonych albo w ogóle nie stanowią żadnego wzorca dla młodego człowieka, ponieważ w ogóle lub słabo się nim interesują, albo przekazują mu sprzeczne sygnały odnośnie tej samej normy: często czynią tak, że w jednym przypadku za to samo zachowanie nagradzają, innym zaś - karzą; w rezultacie dziecko nie potrafi zakomodować właściwie przytoczonych tu pojęć (dobro - zło); jest zdezorientowane i ogłupiałe.
Problemy z rozumieniem pojęć etycznych mają także osoby, które wychowały się w tzw. rodzinach, stosujących liberalny styl wychowania, które dają dziecku na życie następujący przekaz: "bierz co chcesz, rób co chcesz, wolno ci robić to na co masz ochotę, daję ci prawdziwą wolność". Oczywiście nie trzeba tu zbytnio wyjaśniać, że typ rodzica liberalnego, to żaden rodzic, bo w ogóle nie interesuje się swoim podopiecznym, a wymyśloną przez siebie metodę wychowawczą stosuje jako wybieg, zwalniający go od trudu wychowywania dziecka. Ostatecznie człowiek, wychodzący w świat z tak liberalnej rodziny, nosi w sobie wyobrażenie, iż DOBREM jest tylko to, co zaspokaja wszystkie jego zachcianki, natomiast ZŁEM - to, co godzi w jego egoistyczne interesy.
W końcu są rodziny, w których rodzice, sami posiadający problemy z rozróżnianiem zła od dobra, uznają się za jedynie słuszne autorytety w zakresie zasad etyki i jednocześnie uznają się za autorów jedynie słusznych norm- zbiorów zasad moralnych. Stawiają się wyżej od samego Boga, a tworząc własny kodeks etyczny, czynią straszliwy młyn w głowach nieukształtowanego dziecka. Z takim przykładem spotkałam się na wspomnianych już przeze mnie szkoleniach PTP. Była tam kursantka, której ojciec - ateista i aktywny członek PZPR-u - nakłaniał żonę (a matkę kursantki) do robienia skrobanek w ramach tzw. antykoncepcji (w ówczesnych czasach tzw. pigułki nie były w powszechnym użyciu), a gdy ta przestała być w jego rozumieniu kobietą (w wieku 40 lat zachorowała na raka narządów rodnych, a później zaczęła chorować psychicznie; do dziś jest pod stałą opieką psychiatrów) zaczął dobierać się do swojej córki. Nie trzeba więc chyba dużego wysiłku umysłowego, by stwierdzić, iż u tego pana wyraźnie pozacierały się granice psychologiczne...
Z dzisiejszych wiadomości dowiadujemy się, iż szef Komisji Etyki Poselskiej - Sławomir Rybicki (PO) na wniosek Napieralskiego (SLD - przypominam środowisko ateistów) wykluczył Beatę Kempę ze składu Komisji Etyki, za nieetyczne zachowanie, bo nazwała ZŁEM postawy posłów SLD i PO domagających się wyjaśnienia śmierci Barbary Blidy, podczas gdy ci pierwsi są odpowiedzialni za ZŁO, jakim było odebranie sobie życia przez Barbarę Blidę! Posłanka uświadomiła im ich własną hipokryzję i zacieranie granic między tym, co naprawdę jest ZŁEM, a co DOBREM. Do mechanizmu "odwracania kota ogonem", czyli zacierania granic pomiędzy tymi pojęciami, dołączył się sam przewodniczący Komisji Etyki!!!
Oto, co dowiadujemy się z ostatnich doniesień:
Kempa wykluczona z komisji etyki

Komisja Etyki Poselskiej zdecydowała o "zwróceniu uwagi" posłance PiS Beacie Kempie w związku z jej wypowiedziami podczas sejmowej debaty nad wnioskiem o powołanie komisji śledczej ws. okoliczności śmierci Barbary Blidy - poinformował szef komisji Sławomir Rybicki (PO).Rybicki dodał, że zwrócenie uwagi Kempie skutkuje jednocześnie wykluczeniem jej ze składu Komisji Etyki. - Może się od tej decyzji odwołać do Prezydium Sejmu. Ma na to dwa tygodnie - dodał szef komisji.Skargę na posłankę PiS do Komisji Etyki złożył sekretarz generalny SLD Grzegorz Napieralski. Ma ona związek z wypowiedzią Kempy, że "środowisko SLD jest moralnie odpowiedzialne" za śmierć Barbary Blidy.
- Wobec bulwersującej wypowiedzi w trakcie sejmowej debaty (6 listopada) nad wnioskiem LiD o powołanie komisji śledczej w sprawie okoliczności tragicznej śmierci byłej posłanki Barbary Blidy, w której posłanka Beata Kempa dokonała oceny, że "środowisko SLD jest moralnie odpowiedzialne za tę tragedię, bo dopuszczało do takich kontaktów, do takiego procederu" - nie można pozostać obojętnym - napisał w skardze Napieralski.W jego ocenie, zachowanie Kempy godzi w dobre imię Sejmu i narusza art. 6 Zasad Etyki Poselskiej - artykuł ten mówi, że poseł powinien unikać zachowań, które mogą godzić w dobre imię Sejmu i powinien szanować godność innych osób.
Kiedy na to wszystko patrzę, ogarnia mnie przerażenie! Struktura osobowości polityków PO jest bliska strukturze osobowości polityków SLD, a Polską rządzi kto? Liczę na Twą inteligencję Czytelniku Drogi...

08 sierpnia 2007

Sztuczki nie tylko słowne

Do napisania tego tekstu natchnął mnie Bronisław Wildstein, który w najnowszym felietonie "Sztuczki słowne" odnósł się do języka współczesnych debat, czyli inaczej mówiąc, współczesnych manipulacji językowych środowisk opiniotwórczych, kształtujących świadomość milionów Polaków:

Sztuczki słowne

Przedostatni numer miesięcznika „Znak” nosi tytuł: „Szkoła przymusu czy szkoła dialogu?”. Oczywiście zdali sobie państwo sprawę, że ten znak zapytania jest zupełnie niepotrzebny. Odpowiedź na tak postawione pytanie może być tylko jedna. Kto wybierałby bezmyślny przymus, jeśli alternatywą byłby z natury rzeczy rozumny dialog?

Gdyby jednak alternatywa brzmiała: szkoła dyscypliny czy szkoła wolności? – nad odpowiedzią można byłoby się zastanawiać. Chociaż chyba niedługo. Wprawdzie pojęcie „dyscyplina” tradycyjnie miało charakter pozytywny, ale wiąże się z przymusem (choć świadomym) i wyrzeczeniem, czyli zjawiskami wrogimi współczesnej kulturze, dla której kult wolności jest dogmatem.

Gdyby jednak pytanie brzmiało: szkoła kształcenia czy szkoła dowolności? – statystyczny czytelnik najprawdopodobniej wybierałby kształcenie. A przecież wszystkie te trzy możliwości sytuują się bardzo blisko siebie.

Kształcenie musi mieć jakiś określony cel, jest przecież nadawaniem określonego kształtu. Musi się wiązać z dyscypliną, a więc i przymusem. Dialog w szkole może mieć charakter raczej ograniczony, gdyż uczeń musi być w jakimś sensie podporządkowany nauczycielowi. W punkcie wyjścia autorytet nauczyciela jest rodzajem kulturowego i instytucjonalnego przymusu. To dopiero potem nauczyciel powinien wypracowywać sobie świadomą akceptację u ucznia, ale element dyscypliny nie może w żadnym momencie w relacjach między nimi zaniknąć.

Piszę o tym wszystkim po to, aby pokazać, jak język współczesnej debaty od razu narzuca określone rozwiązania i deformuje rzeczywistość. Zjawisko to w sposób skrajny widzimy w podejściu do kary śmierci. We współczesnej kulturze europejskiej bezrefleksyjnie odrzuca się ją jako przejaw barbarzyństwa. Filozof krakowski Piotr Bartula w wydanej właśnie książce „Kara śmierci” pokazuje, jak głęboko intelektualnie i empirycznie uzasadnione są argumenty jej zwolenników.

Ale jej przeciwnicy książki nie przeczytają. Żyją w kulturze, w której ich opinia jest oczywistością.

http://blog.rp.pl/wildstein/2007/08/06/sztuczki-slowne/#comment-1788

Nie ulega wątpliwości, że istnieje ścisły związek pomiędzy stanem kultury, jakością języka a “strukturą osobowości” współczesnej cywilizacji. Jaki poziom zdrowia psychicznego społeczeństw, taki język; zatarcie granic psychologicznych - zatarcie znaczenia pojęć.

Ciekawie pisał na podobny temat Bogdan Suchodolski w “Zdrowiu psychicznym” pod red. Kazimierza Dąbrowskiego. W rozdziale “Osobowość i alternatywy cywilizacji” (p. “Kultura a osobowość”, s. 89) napisał jakże znamienne słowa:

Nie ulega też wątpliwości, iż program spontanicznej twórczości i ekspresji, nie zmąconej kulturalną wiedzą, stwarza także poważne niebezpieczeństwa. Są to niebezpieczeństwa swoistego “barbarzyństwa”, które oddzielając jednostkę od dorobku i doświadczeń wieków, prowadzi do egocentrycznego zamknięcia się w sobie aż do granic narcyzmu”.

Jakże prorocze i prawdziwe słowa! Zawsze twierdziłam (nie tylko ja), że lewica, która skupia umysły najbardziej nieprawidłowo ukształtowane, będzie prowadzić cywilizację i kulturę do nieuchronnej DEGRADACJI i ZNISZCZENIA…Dlaczego twierdzę, że lewica? No bo to środowiska lewicowe, nie tylko polskie zresztą, już od dawna (o czym wspominał we wcześniejszej części rozdziału Suchodolski), odpowiedzialne były i są za tzw. współczesne metody wychowawcze, w tym wychowanie bezstresowe, propagowanie fałszywie pojętej wolności, spontaniczności i kreatywności, a tak naprawdę, niosącej chorobliwe rozregulowanie i na poziomie stadium bazgrot, czy schizofrenicznych ekspresji, wytwory człowieka zregresowanego, czyli chorego, niedojrzałego.

Niestety, obawiam się, że nie będzie lepiej, a wręcz JESZCZE GORZEJ (!), skoro środowiska, instytucje, odpowiedzialne za propagowanie kultury, wiedzy m.in. wśród młodych czytelników, zacierają granice swojej dotychczasowej roli i GWAŁCĄ świadomość/ psychikę odbiorców, nie tylko spaczonym i zmanipulowanym językiem werbalnym, ale i językiem prewerbalnym. Językiem, który nie odwołuje się DO ROZUMU, lecz do emocji i podświadomości, a dokładnie do sfery popędowości, czyli najniższych, podkorowych, zwierzęcych struktur mózgowych.

Pytam się, jaki CEL przyświecał księgarni “Empik”, gdy w związku ze zbliżającym się nowym rokiem szkolnym zaczęła rozprowadzać okładki, teczki, kalendarzyki, notesiki, piórniki i inne materiały piśmiennicze dla dzieci i młodzieży z króliczkami i napisami Playboya???!!! Kto za to odpowiada? Komu przyszło do głowy, żeby na siłę wciskać SEKS do głów niedojrzałych jeszcze psychicznie i intelektualnie dzieci, czyli nachalnie stymulować sferę biologiczną/zwierzęcą, a nie intelektualną UCZNIA? To jak to będzie wyglądać na co dzień rzeczywistość szkolna? Uczniowie w mundurkach szkolnych i z teczkami PLAYBOYA pod pachą? Współczuję nauczycielom, współczuję ludziom inteligentnym, którym przyjdzie pracować z rozbudzonymi seksualnie ZWIERZĘTAMI, BUHAJAMI, a nie z rozwijającymi się intelektualnie subtelnymi jednostkami?

Jak z takimi PODKOROWCAMI będzie można prowadzić zajęcia i lekcje z wychowania? Jak docierać do ich intelektu i uczuciowości wyższej? Jak motywować ich do pracy umysłowej i rozwijać Inteligencję Społeczną, czyli m.in. szacunek do drugiej osoby, w tym nauczyciela, rodzica, lekarza, terapeuty i otwierać na debaty civility?

Takie oddziaływania prewerbalne jeszcze bardziej będą zamykać umysły przyszłych inteligentów na komunikację intelektualną, a jedynie otwierać “kanały” tylko tam, gdy będzie mowa o seksie. Będą prowadzone na masową skalę "debaty" w stylu prof. Sadurski, Magdalena Środa i Jerzy Urban, a każdy kto spróbuje się sprzeciwiać, będzie wyzywany od PRYMITYWA i KOŁTUNA! Nawet psycholog, nawet pedagog, czy prawy i ZDROWY publicysta...

Poco więc debatować nt. kary śmierci, skoro ludzie i tak już sami na sobie wymierzają “KARY” ŚMIERCI, choćby na poziomie lokalnym? Najlepszym przykładem jest los 11 - letniej Magdy z Kielc, która Bóg wie za co, została “ukarana” - porwana sprzed domu (dzień przed wyjazdem na kolonie), wywieziona gdzieś hen za miasto i bestialsko zamordowana, los uczennicy z Gdańska, która popełniła samobójstwo, bo molestowali ją na oczach całej klasy, a następnie nagrywali na komórki koledzy z klasy, los nauczycieli, na których napadają ze scyzorykami, czy siekierami, a nawet bronią palną uczniowie?

Najlepiej napuścić “ludzi przeciwko ludziom”, odwołując się do wszelkich atawizmów, pisać i tworzyć w stylu barbarosso, a problem “kary śmierci” zostanie rozwiązany na Amen…

Słuchajcie i bierzcie przykład z Magdaleny Środy, Kingi Dunin, wielce oświeconego prof. Sadurskiego i Jerzego Urbana. Słuchajcie i naśladujcie. Gdzie tam czytać i dyskutować civility z jakimiś “kołtunami” - redaktorami: Rybińskim, Bronisławem Wildsteinem, czy psychoterapeutami z Laboratorium Psychoedukacji , np. Milską - Wrzosińską*…?

Jednym słowem: zatarcie granic, regres, niedojrzałość, infantylizm, choroba i destrukcja nieuchronnie i wielkimi krokami zmierzają do naszych dzieci ...Niczem kostucha do człowieka na łożu śmierci...Po co więc kłótnie na temat karania śmiercią...?


*P. Milska - Wrzosińska została ponoć posądzona przez Kingę Dunin o utajony homoseksualizm, bo sprzeciwia się adoptowaniu dzieci przez pary homoseksualne…


17 lipca 2007

Jak działa propaganda, czyli współczesna psychuszka

Od pewnego czasu nie daje mi spokoju propaganda czyniona przez opozycję, która do złudzenia przypomina metody UB -cko SB - ckie, stosowane w czasach najgorszego stalinizmu, zarówno w Polsce, jak i ZSRR. Każdemu, kto sprzeciwiał się ówczesnym władzom komunistycznym, przyklejano łatkę "niezrównoważonego", czy "chorego psychicznie", by podważyć jego kompetencje intelektualne, bądź wręcz posłać go prosto do tzw. psychuszki. Ta ostatnia forma niszczenia psychicznego przeciwnika ówczesnych władz miała miejsce w ZSRR. W Polsce podobno zjawisko to miało znacznie mniejsze nasilenie, a to za sprawą wielu lekarzy - psychiatrów, którzy zręcznie stawiali opór rządom PRL-wskim, usiłującym narzucić podobne, jak u wschodnich sąsiadów, formy niszczenia człowieka.

Okazuje się, że i dziś nie jesteśmy wolni od tego rodzaju oddziaływań, a wręcz odnosi się wrażenie, że odkąd doszli do władzy bracia Kaczyńscy, zjawisko to uległo znacznemu nasileniu. Co ciekawe, nie wychodzi ono od rządzących, lecz ze strony opozycji, od tzw. elit intelektualnych - humanistów - "wielkich" obrońców demokracji i godności człowieka. Z jednej strony broni się homoseksualistów przed nazywaniem ich chorymi, a z drugiej - na masową skalę odbywa się przyklejanie łatek "chorego psychicznie", czy "zaburzonego emocjonalnie" premierowi i prezydentowi.

Jak okazuje się, to etykietyzowanie ma swoje epicentrum w organie prasowym dawnych władz PRL - wskich - tygodniku "NIE" - redagowanego od wielu lat przez, a jakże kogo by innego, jak samego Jerzego Urbana.

"Medyczna diagnoza wyniku wyborów

Za komuny bracia Kaczyńscy byli inwigilowani przez bezpiekę. W III RP tajna policja próbowała ich skompromitować (choćby podsuwając „NIE” fałszywą lojalkę). Wałęsa zapraszał do siebie Lecha z żoną i Jarosława z mężem, niedwuznacznie sugerując, że jest on homoseksualistą. Niewykluczone więc, że w pewnym momencie zdrowa reakcja bliźniaków na przeciwności przerodziła się w dążenie do rozliczeń i węszenie spisków.

Politycy – neurotycy

Według amerykańskiej psycholożki Karen Horney neurotyczna skłonność do dominacji i poniżania innych to jeden ze sposobów ucieczki przed lękiem, bezradnością i upokorzeniem. Neurotycy łakną władzy i prestiżu, które chronią przed poczuciem, że nic się nie znaczy. Dochodzi do tego duma: neurotyk uważa, że słabość jest nie tylko niebezpieczeństwem, ale i hańbą*. Z tego względu dzieli świat na silnych i słabych; pierwszych podziwia, drugimi gardzi. Jeżeli ktoś widzi tu analogię do wiernopoddańczej miłości liderów PiS do Stanów Zjednoczonych, to czyni to na własną odpowiedzialność.

Neurotyk kocha kontrolowanie siebie i otoczenia. Dlatego na pewno poprze sztandarowe pomysły bliźniaków – Komisję Prawdy i Sprawiedliwości i Urząd Antykorupcyjny. Komisja byłaby permanentną komisją śledczą o dużo większych niż dziś uprawnieniach.

(...) za fałszywe zeznania przed komisją – ciężkie kary więzienia i ciężkie kary finansowe. Kłamiesz – to idziesz siedzieć, nie na pół roku, tylko na lata, bez żadnych zawieszeń. Kłamiesz – dostajesz taką karę finansową, która w istocie jest konfiskatą mienia. To jest rozwiązanie idealne** – marzy Jarosław K. Reklamuje on też urząd jako niewielką służbę specjalną – pierwszą, która nie wywodziłaby się ze służb PRL.

W projektowanym rządzie z Platformą PiS chciało mieć pełnię kontroli nad wszystkim, co jest związane z bezpieczeństwem – od policji, przez prokuraturę, po służby specjalne.

Zdaniem Horney neurotyk ma silnie rozwiniętą potrzebę wywierania na innych wrażenia, zdobywania podziwu i szacunku, lubi imponować swymi nadzwyczajnymi osiągnięciami.

Proszę zwrócić uwagę, ile śledztw, w tym i przeciwko Gudzowatemu czy innym potęgom, zostało wszczętych przeze mnie przez ponad rok w istocie bardzo skromnego, pozbawionego zaplecza piastowania funkcji ministra sprawiedliwości – nie może wyjść z podziwu nad sobą prezydent Kaczyński.

Niezdrowa nieufność

Dwaj amerykańscy autorzy, Robert S. Robins i Jerrold M. Post (psychiatra i politolog), w „Paranoi politycznej” piszą, że paranoicy Bez przerwy żywią nieuzasadnione wątpliwości co do lojalności przyjaciół lub współpracowników, są przekonani, że nie można im ufać oraz nie wybaczają zniewag ani lekceważenia***.

Na paranoję składa się kilka elementów, w tym wspomniana już podejrzliwość. Inne to ksobność (przekonanie o centralności własnej osoby), mania wielkości i arogancja, wrogie nastawienie do świata, lęk przed utratą niezależności, przenoszenie na innych własnych uczuć (projekcja) i urojenia, czyli fałszywe przekonania, podtrzymywane wbrew oczywistym faktom. Według Robinsa i Posta paranoik z upodobaniem kolekcjonuje fakty, ale tylko te, które pasują do skonstruowanego przezeń logicznego systemu.

W Polsce istniał i sądzę, że cały czas istnieje, prawdziwy front obrony niemieckich interesów. Ten front to (...) aktywa niemieckich służb specjalnych, to bardzo duża grupa ludzi, która żyje za niemieckie pieniądze i która udaje niezależnych uczonych i niezależnych publicystów – głosił Jarosław Kaczyński. Albo mówi, że polityka Kwaśniewskiego wobec Rosji bierze się z tego, że w Moskwie mają teczkę na Kwacha.

Atakując urzędującego jeszcze prezydenta Kwaśniewskiego szef PiS mniemał zapewne, że daje świadectwo wielkiej odwagi, gdyż – jego zdaniem – Gołym okiem widać, że sfera wpływów Aleksandra Kwaśniewskiego jest niezwykle potężna. A przecież przez lata urzędowania organizował potężny nieformalny układ powiązań gospodarczych. Takie spiski mogą odkryć jedynie dwaj samotni szeryfowie, mali wzrostem, ale wielcy duchem. Nikogo się nie boją, nawet po 60 latach potrafią Niemcom wystawić opiewający na ponad 45 mld dolarów rachunek za zniszczenie stolicy.

Oczywiście osoba mająca skłonności paranoiczne nigdy nie przyzna się do swych uczuć. Po zwycięskiej kampanii prezydenckiej Lech Kaczyński mówił o zgodzie i zasypywaniu podziałów. W wywiadach obu braci znalazłam powtarzane jak mantra słowa, że nie chcą oni żadnych konfliktów.

Niestety, jedynym balsamem na zranioną dumę są kolejne ataki, po których przychodzi czas na jeszcze ostrzejszą reakcję. Ta zabawa się nigdy nie kończy. Szukanie wroga jest lepsze od przyznania się do upokorzenia czy bezradności, stanowiąc wygodne ominięcie realnych problemów.

Czarny scenariusz

Bracia K. zderzą się z realiami polityki. Z bólem stwierdzą, że nie wszystko, co zadekretują, staje się faktem. Nawet gdyby udało im się – w co szczerze wątpię – poprawić byt Polaków, niewiele im to pomoże. Ludzie mają naturalną skłonność do przypisywania swego powodzenia własnym staraniom, przyczyn klęski szukają zaś w działaniach innych, choćby „tych złodziejów z rządu”. I wtedy pojawi się pokusa, żeby znaleźć wroga i kozła ofiarnego, bo nic tak nie jednoczy, jak wspólna nienawiść.

Idealnym kandydatem na wroga jest Unia Europejska (zwłaszcza Niemcy!) skąpiąca nam grosza i niszcząca nasze wartości. Albo komuniści rządzący Polską przed 1989 r. Nie bez
powodu jeden z podrozdziałów „Paranoi politycznej” nosi tytuł „Szukanie nowych wrogów, ożywanie starych nienawiści”.

Paranoja towarzyszy zwłaszcza okresom gwałtownych przemian. Kozłem ofiarnym zostaną pewnie wredni liberałowie, blokujący ambitne projekty PiS. Będzie to początek jazdy bez trzymanki, która może się skończyć na przystanku z napisem V Rzeczpospolita.

Osobowość paranoiczna
Paranoiczny typ osobowości cechuje się nadmierną podejrzliwością, brakiem tolerancji na krytykę, zawziętością, skłonnością do interpretowania neutralnych lub przyjaznych zachowań otoczenia jako wrogich, obraźliwych. Opaczna interpretacja danych i odnoszenie rozmaitych wydarzeń do siebie łączy się z zaburzeniem oceny rzeczywistości. Często spostrzega się nadmierne poczucie własnej wartości i nieustępliwość w obronie własnych praw, bezwzględność w realizowaniu swoich celów. Osoby takie są zazwyczaj skryte, egocentryczne, zazdrosne, nietolerancyjne, fanatyczne i skłonne do pieniactwa. (za: Jerzy W. Aleksandrowicz, „Psychopatologia zaburzeń nerwicowych i osobowości”, Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2002).

http://www.nie.com.pl/main.php?dzial=akt&id=6531

Autor : Zuzanna Jurczyńska"


Co gorsza, do etykietyzowania w wydaniu tego najgorszego brukowca dołączyli się także niektórzy psychologowie. Pierwsze tego rodzaju objawy miałam możliwość zaobserwować w popualarno - naukowym piśmie psychologicznym, przeznaczonym dla młodzieży - "CHARAKTERY", tuż po ogłoszeniu wyników wyborów w 2005 r. Niestety, nie jestem w stanie teraz przytoczyć większych fragm. wspomnianych tu materiałów, bo musiałabym "przekopać" wszystkie numery, które posiadam w swoich "archiwach". Może kiedyś odnajdę wspomniane artykuły i zacytuję obszerniejsze fragmenty.


Całkiem niedawno podobnego typu "diagnozy" można było przeczytać w "Newsweeku", w którym do psychiki rządzących "dobierał się" dr Murawiec - psychiatra, psychoterapeuta z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Nt. postawy etycznej tego pana nie będę się tutaj rozwodzić, bo każdy inteligentny i wrażliwy człowiek nie będzie miał żadnych trudności w ocenie morale tego pana. Gdy streszczałam u siebie w domu wypowiedź wspomnianego terapeuty, moi domownicy podsumowali go krótko: "Czy on aby nie jest czerwony i sam boi się lustracji? Może on sam ma coś na sumieniu?"


Również "wielka humanistka", filozof, etyk, dyżurny "autorytet" - dr hab. Magdalena Środa - przyłączyła się to etykietyzującego "chórku", która w obszernym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" - "Kaczyńscy w roli Kmiciców" - wypowiedziała się nt. obecnie rządzących, następująco:

(...) obawiam się, że taktyka polityczna pana premiera zarówno ta antyeuropejska, jak i wewnętrzna wynika z jakichś kompleksów i lęków, a nie z przemyślanej agendy politycznych strategii. To pierwszy rząd, którego postępowanie najlepiej interpretują psycholodzy, a nie analitycy polityczni.

Psycholodzy? Analizę polityczną chce pani zastąpić analizą psychologiczną?

Obserwując scenę polityczną, nie mogę się po prostu powstrzymać od diagnoz psychologicznych czy fenomenologicznych. Do interpretacji działań premiera pasuje na przykład idealnie Schelerowska kategoria resentymentu. Resentyment to rodzaj uczucia, które rodzi się na skutek jakiegoś silnego urazu i działa jako samozatruwający duszę proces. Człowiek resentymentu to ktoś, kto nie tylko ustawicznie szuka winnych swojej przypadłości, ale i kto odbiera wartość wszelkim działaniom czy opiniom innym niż jego własne. Tak zwana polityka historyczna, obsesja lustracji to jakby leczenie prywatnego urazu. Może pan premier nie był doceniany wtedy, kiedy na to zasługiwał, może skrzywdził go Wałęsa, a może jeszcze ktoś inny. Nie ulega wątpliwości, że krzywda ta tkwi w nim głęboko i że jego polityka z uczuciem tej krzywdy jest związana. Zamiast konstruktywnej polityki są bez przerwy teczki, lustracje, donosy, przecieki i afery. I kompleksy.


I twierdzi pani, że wyłącznie politycy PiS są obciążeni kompleksami? Że to przypadłość tylko tej jednej partii?

Tak uważam.

A Marek Belka, w którego rządzie pani pracowała, czy Aleksander Kwaśniewski - nie mieli żadnych kompleksów?

Nie zauważyłam, by mieli. Marek Belka, któremu towarzyszyłam w kilku wyjazdach, zawsze jawił się jako osoba otwarta i towarzyska, mówiąca w dwóch albo trzech językach, konkretna, a jednocześnie potrafiąca nawiązać z każdym dobry kontakt. Belkę można krytykować, ale nie dlatego, że miał kompleksy. Był Europejczykiem. Jeśli chodzi o Kwaśniewskiego, podobnie, on z roku na rok był coraz lepszy w swojej roli i prezydenta, i światowca. Trzeba pamiętać, że historia Europy to nie tylko bitwy i powstania, ale również kultura dworska, kultura salonów, rozmów, towarzyskich spotkań. Kaczyńscy niestety nie mogą tego zrozumieć i nie umieją z tego korzystać, bo obecność tłumacza im to uniemożliwia. To też poważne źródło kompleksów.

Źródłem kompleksów ma być nieznajomość języków?

W dzisiejszej Europie - na pewno. Blair wiele osiągnął właśnie dlatego, że był człowiekiem o niesłychanym uroku i otwartości. Sarkozy to również ten typ. Politycy twardo negocjują, ale wiele potrafią załatwić w towarzyskich rozmowach. Kaczyńscy mają z tym ogromny kłopot. Stąd ich agresja. Żyją poza tym w dziwnych zależnościach od matki, można mówić od jakimś "nieodpępowieniu".

Nieodpępowieniu? Nie przesadza pani?

To przypadłość wielu mężczyzn w Polsce. Bracia Kaczyńscy, a zwłaszcza premier Jarosław, mogą być ich patronami. Myślę, że gdyby ktoś chciał coś osiągnąć w sporach z Kaczyńskimi, to powinien zacząć od rozmów z ich mamą. Głęboka zależność od niej jest ukrytym motorem ich polityki.

Ale w polityce europejskiej Kaczyńscy zachowują się twardo, bez kompleksów...

Wręcz odwrotnie! Moim zdaniem w całym tym sporze braciom Kaczyńskim nie chodziło tak naprawdę o żaden pierwiastek, lecz o to, żeby pokazać Europie, że "nie będzie Niemiec pluł nam w twarz". Kaczyńscy ciągle nie mogą darować Europie zaborów, braku państwowości, okupacji i ciągle, w głupi sposób, chcą dowieść, że jesteśmy wielkim sarmackim narodem. Chcą odgrywać rolę Kmiciców, zapominając, że żyjemy w XXI wieku, i że Polska nie musi przekonywać o swojej wartości szablą i bezkompromisowością. Mnie taka walka o "polskość" głęboko nie odpowiada. Czuję się przede wszystkim Europejką i walka o silną tożsamość narodową w kontekście Europy nie jest dla mnie żadnym priorytetem.

(...)

Chyba że PiS nadal będzie rządziło. Słupki sondażowe partii braci Kaczyńskich nie spadają...

Bo też i taki jest w tej jednej dziesiątej ten kraj - bo tylu mniej więcej zwolenników, w liczbach bezwzględnych, ma PiS - zakompleksiony, zawistny, przestraszony, roszczeniowy. I Kaczyńscy robią tym ludziom dobrze.

(...)

http://blog.rp.pl/blog/2007/07/02/magdalena-sroda-kaczynscy-w-roli-kmicicow/


O tym, jak łatwo poddają się tego rodzaju manipulacjom odbiorcy, może choćby świadczyć i fakt, że wątek struktury osobowości braci Kaczyńskich podchwytują także dziennikarze, pisząc nt. temat także w swoich blogach. Niejaki Marek Kęskrawiec - dziennikarz śledczy "Newsweeka", który sam niedawno napisał bardzo ważny artykuł nt.pewnego człowieka, z którego rodzina zrobiła osobę chorą psychicznie, by zawłaszczyć jego majątek (co zresztą nie obyło się bez udziału samych lekarzy - psychiatrów) - umieścił u siebie taki oto tekst:


"
29.05.2007 18:27
Wywiad z psychiatrą


Szczerze polecam wywiad z aktualnego numeru Newsweeka, przeprowadzony przez Magdalenę Melechowicz z psychiatrą Sławomirem Murawcem. Dawno już zastanawiałem się, czy nie napisać tekstu, który by analizował pod względem psychologicznym naszych polityków. Zwłaszcza w kontekście skłonności do paranoi u aktualnie nam panujących (czyli zbliżenia się do końca skali w tzw. typie czujnym osobowości według klasyfikacji DSM IV). Myślałem tak, myślałem, aż tu nagle przeczytałem cudzy tekst. Szczerze polecam."

http://www.newsweek.pl/blogi/blog.asp?Artykul=16736&Watek=98485&WatekStr=1&DA=290520071827&AutorBloga=m_kesk
rawiec

Szkoda, że Pan Kęskrawiec zapomniał o tym, co pisał w styczniu 2007 roku o losach niejakiego Henryka Onaka. Czyżby miał tak krótką pamięć, czy może miał uwagę wybiórczą? A może sam autor jest sam pełen sprzeczności i niespójności, co by i nie najlepiej świadczyło o jego kondycji:


"24.01.2007 22:59

Uratowany z piekła

W związku z artykułem "Uratowany z piekła" dostałem bardzo ciekawy tekst ukazujący poziom, jaki reprezentują niektórzy lekarze w Polsce, czego konsekwencją jest m.in. los Henryka Onaka, uznawanego przez 15 lat za człowieka chorego na schizofrenię. Ciekawe, ilu jeszcze takich "Onaków" przebywa w polskich szpitalach psychiatrycznych? A oto ten mail (zachowałem pisownię oryginalną): Witam Panie redaktorze chciałem sie z Panem podzielic moja refleksja na temt powyzszego artykułu oraz przedstawic moje przypuszczenie zwiazane z cierpieniami pana Henryka Onaka. W przedstawionym przez Pan artykule czytamy ze Pan Onak miał rozpoznanie -NIedomykalnosc mitralna I/II czesto powyzsze rozpoznanie jest błednie interpretowane prze samych kardiologów w Plosce. W skrócie przedstwie Panu o co w tym chodzi. NIedomykalnosc zastawki mitralnej z fala zwrotna I i II stopnia przy braku zaburzen hemodynamicznych teoretycznie nie wpływa na funkcjonowanie organizmu ale jest jedno ale... czesto wypadaniu płatka zastawki mitralnej towarzyszy zaburzenie neurokardiologiczne o nazwie (Syndroma Barlowi)które daje rozliczne objawy typu. zawroty głowy , skrócenie odechu , ataki lęku napadowego,kołatania serca ,omdlenia,bóle migrenowe głowy ,itp.(całosc zaburzenia obejmuje 32 symptomy) Przyczyna powyzszych objawów jest dysautonomia - zaburzenie funkcjonowania autonomicznego układu nerwowego (nadaktywacja układu wzbudzenia -współczulnego nad układem hamowania-przywspólczulnym) Dlaczego Panu o tym pisze , z prostego powodu -polscy lekarze kardiolodzy i nie tylko lekceważa powyższą chorobę koncentrujac sie na samym sercu a skargi pacjetów czesto lekcewaza i uwazaja ze to jest ich wyobraznia lub chora psychika czesto kierujac delikwenta z zespołem Barlowa do psychiatry i dalej niewiedza lekarzy psychiatrów i pogarszajacy sie stan danego pacjeta prowadzi do pasama cierpien i nieludzkiego traktowania.Czesto pacjeci dotknieci ta chorobą to młodzi ludzie którzy zupełnie nie są rozumiani przez lekarzy ,rodzinę i społeczenstwo. Ponad to w Polsce zupełnie lekcewarzy sie tą poważną chorobe a ilosc dostepnych informacji na jej temat jest znikoma i niekąpletna . Jedynie zródła (http://www.mitralvalveprolapse.com) anglojezyczne sa dosc obszerne i dokładne. Pisze to w imieniu tysiecy młodych osób dotknietych tą choroba zeby Pan upublicznił informacje na temat tego skandalu niewiedzy i niekompetencji polskich lekarzy , kraju który aspiruje do grona cywilizowanych panstw . Z powazaniem. P."

Na jakiej podstawie p. Marek Kęskrawiec twierdzi, że jeden lekarz psychiatra jest zły, a drugi dobry, etyczny, czysty i nie skażony jakimiś deformacjami osobowościowymi? Gdzież on nabył kompetencje, żeby autorytatywnie dokonywać takich rozróżnień, że w przypadku diagnozy Henryka Onaka, lekarze psychiatrzy okazali się partaczami, a w przypadku obecnie rządzących - trafnymi "diagnostami"?

Ot, jak ludzie dają sobą łatwo manipulować, nawet dziennikarze, a co dopiero mówić o potencjalnych wyborcach przyszłych rządów. I pomyśleć, że epicentrum tej pseudo diagnozy - PROPAGANDY - stanowi CZERWONY tygodnik "NIE"...

03 maja 2007

Wstęp do analizy, czyli rzecz o politykach, preferencjach i psychologii

Rzecz niebywała! Mój dotychczasowy autorytet psychologiczno - polityczny Jacek Santorski od niedawna prowadzi swojego bloga. Co prawda autor twierdzi, że ze względu na wykonywaną pracę (obecnie siedzi w biznesie) raczej nie będzie wypowiadać się na tematy polityczne, ostatnio jednak uczynił wyjątek i skrobnął pare zdań nt. obecnej sytuacji w Polsce. Trzeba przyznać, że niezbyt pochlebnie wypowiada się nt. polityków PiS-u.

http://santorski.blogbank.pl/2007/04/18/ekstremisci-w-biznesie-i-polityce/#comments

Chyba będę musiała wdać się z nim w polemikę:)

Póki co wklejam mój starszy post, który swego czasu zamieściłam w Salonie24. Ciekawa jestem, czy będzie odzew ze strony p. Santorskiego?

Jeśli ktoś nie czytał, to zapraszam do dyskusji


"Już dawno przymierzam się do napisania czegoś co można by nazwać całościowym ujęciem struktury JA czołowych partii politycznych i "najciekawszych" z punktu widzenia psychoanalizy jej przywódców. Ponieważ wciąż mało mam czasu na tak drobiazgową analizę, przedstawię tu obraz w zarysie tych partii, które paradoksalnie nie cieszą się
moją sympatią,ale za to dużym zainteresowaniem z punktu widzenia "diagnosty".Póki co będzie to swoisty zlepek moich komentarzy, pozostawionych na innych blogach.

ZACZNIJMY OD PO.

Kto wie coś nt. znaczeń i symboliki, przyjętej w psychoanalizie, to wie również doskonale,że nerwica i to silna może przejawiać się w TOTALNYM negowaniu władzy. Jaki ma się stosunek do władzy, taki miało się/ma do RODZONEGO OJCA. Albo, jak układały sę relacje z szefem, takie miało się relacje z ojcem. Teraz, gdy patrzę i obserwuję, jak opluwają politycy PO, ale i dziennikarze PiS, śmieję się w kułak, bo widzę głęboko zakorzenione problemy psychologiczne z własnymi ojcami znanych postaci, w tym również i Salonu24. Niektórzy reagują na Kaczyńskich wręcz histerycznie, co może oznaczać,że nawet byli w dzieciństwie molestowani seksualnie. Bo specjaliści dobrze wiedza,że histeria występuje najczęściej u molestowanych, bulimiczek i anorektyczek.

Ciężką postać nerwicy, a nawet zaburzeń osobowości można obserwować po stronie PO (poważny, nierozwiązany konflikt Tuska, czy Michnika z własnym ojcem), dużo osobowości zależnych, wysoki poziom nierozładowanej, mającej korzenie w trudnym dzieciństwie, agresji, którą zwracają albo przeciwko obecnej władzy, albo przeciwko sobie. Czyż tego nie widać od pewnego czasu? Z mediów dowiadujemy się,że albo atakują po raz n-ty Kaczyńskich, albo walczą ze sobą (p. Tusk - Rokita).

LEWICA

Po stronie lewicy można zaobserwować przewagę jednostek psychopatycznych oraz osobowości zależnych, o nieukształtowanym poczuciu tożsamości płciowej, zatarciu granic psychologicznych.W rodzinach lewicowców często panowała przemoc, najwięcej tam było aktów molestowania i aborcji. Dzieci takich lewicowców cierpią nierzadko na poważne zaburzenia,jeśli nie psychiczne, to osobowościowe.Sami później przenoszą przemoc, która dostali od ojców i matek na otoczenie zewnętrzne. U kobiet może przejawiać się to w utożsamianiu się z mężczyznami i zachowywaniu się jak tzw.babochłopy. Męskie formy zachowań u kobiet można zaobserwować m.in. na podstawie tego, jakiego języka używają - języka ostrego, ciętego,mocno zarysowanego, tzw. wyrazistego. Kobiety te nie wiedzą, nie sa świadomie,że w ten sposób demonstrują fałszywie pojętą siłę.Lubują sie także otaczać przedmiotami o fallicznych kształtach - p. prof. Senyszyn w czerwonym skórzanym (!!!) stroju i pejczem w ręku na PARADZIE GEJÓW. Kobieta, o właściwie ukształtowanej tożsamości płciowej, zachowuje się zgodnie z własną płcią psychologiczną, a więc jest b-j miękka i subtelna itd. itp., empatyczna i rzadko popada w konflikty.

STOSUNEK DO PSYCHOLOGII I PSYCHOANALIZY A POLITYCZNE PREFERENCJE I OBRAZ "JA" ZWOLENNIKÓW OKREŚLONYCH NURTÓW W NAUCE I POLITYCE

Na podstawie preferencji określonych nurtów/działów psychologicznych itp. można z dużym prawdopodobieństwem zdiagnozować zarówno poglądy polityczne, jak i strukturę JA danej osoby. Wiadomo,że zwolennik lewicy będzie namiętnie bronić psychologii społecznej, zwłaszcza w polskim wydaniu, którą propagował prof. Reykowski, namiętny działacz PZPR od 1949 roku oraz mediator przy "okrągłym stole". Wiadomo również,że psychologia społeczna była na usługach władzy ludowej,była wykorzystywana m.in. w mediach i jest NADAL!!! A i przez polityków, zwłaszcza PO (p. Tusk).Kiedy dowiedziałam się w 2005 r. z CHARAKTERÓW,że Tusk korzysta z usług Natalii de Barbaro od razu pomyślałam sobie,że Tuska ciągnie w lewo.No i proszę jakiś czas później dowiadujemy się,że jego partia dąży do koalicji z LiD (dygresja: zauważyliście ten sprytny skrót? pierwsze trzy litery od wyrazu lider).Wiemy również,że za czasów komuny psychoanaliza była tępiona i ośmieszana przez komunistów, bo jest niezastąpiona i rewelacyjna w diagnozowaniu!

Psychoanalizę zwykle potępiają ci, którzy boją się własnych emocji, wejścia w głąb własnego JA,skonfrontowania się ze swoim cieniem i nieuświadomioną agresją, niechęcią do pracy i zmiany.Psychologię społeczną będą popierać ludzie powierzchowni,skłonni do powierzchownych kontaktów, neurotycznej intelektualizacji, którzy nie są zainteresowani pracą nad sobą, lecz MANIPULOWANIEM otoczeniem i sprawowaniem nad nim absolutnej kontroli.

Po nitce do głęboka i poznamy AUTENTYCZNE "JA" największych wrogów głębokich przemian państwa polskiego...Pozdrawiam