Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wychowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wychowanie. Pokaż wszystkie posty

16 stycznia 2008

Polityczny savoir-vivre a zdrowie emocjonalne polityków polskich

Czym jest savoir-vivre i jakie są jego związki z inteligencją emocjonalną i społeczną polityka, to główny motyw przewodni dzisiejszego posta.
Zacznijmy od definicji savoir-vivr'u.
Z polskiego wydania encyklopedii internetowej, tj. Wikipedii dowiadujemy się:
"Savoir-vivre czyli ogłada, dobre maniery, bon-ton, konwenans towarzyski, kindersztuba; znajomość obowiązujących zwyczajów, form towarzyskich i reguł grzeczności obowiązujących w danej grupie.

Wyrażenie Savoir-vivre pochodzi z języka francuskiego i jest złożeniem dwóch czasowników w formie bezokolicznika. Savoir znaczy wiedzieć, za to vivre znaczy po prostu żyć. Stąd savoir-vivre przetłumaczyć można jako sztuka życia. Wzięte razem, tworzą popularny splot słów, który można rozumieć jako: 1 – znajomość obyczajów i form towarzyskich, reguł grzeczności; 2 – umiejętność postępowania w życiu i radzenia sobie w różnych trudnych sytuacjach. Najogólniej, zasady savoir-vivre'u to:
  • Zasady savoir-vivre'u dotyczą przede wszystkim kilku głównych dziedzin życia:
  • nakrywania, podawania do stołu i jedzenia,
  • wyglądu, prezencji (np. postawy, higieny) i właściwego ubioru,
  • form towarzyskich (np. w miejscu pracy, w rodzinie, na przyjęciach),
  • komunikacji (także telefonicznej i internetowej),
  • zachowania się w szczególnych sytuacjach..

Anglicy zawarli złote zasady dobrego zachowania w przewrotnym akronimie "IMPACT" (wstrząs), utworzonym od wyrazów:

  • Integrity – prawość,
  • Manners – maniery,
  • Personality – osobowość,
  • Appearance – wygląd zewnętrzny,
  • Consideration – wzgląd na innych,
  • Tact – takt."
Z kolei z tej samej encyklopedii wynika, iż Inteligencja Emocjonalna, inaczej EQ [ang.] Emotional Quotient , to "kompetencje osobiste człowieka w rozumieniu zdolności rozpoznawania stanów emocjonalnych własnych oraz innych osób, jak też zdolności używania własnych emocji i radzenia sobie ze stanami emocjonalnymi innych osób.

Kompetencje zaliczane do inteligencji emocjonalnej, to zdolności komplementarne w stosunku do inteligencji racjonalnej, rozumianej jako umiejętności czysto intelektualne, analityczne i abstrakcyjne, mierzone ilorazem inteligencji, i wyrażane wskaźnikiem IQ [ang.] Intelligence Quotient.

Do inteligencji emocjonalnej zalicza się trzy główne grupy kompetencji:

KOMPETENCJE PSYCHOLOGICZNE (relacje z samym sobą)

Samoświadomość: umiejętność rozpoznawania własnych stanów emocjonalnych, wiedza o własnych uczuciach, wartościach, preferencjach, możliwościach i ocenach intuicyjnych, czyli świadomość emocjonalna.

Samoocena: poczucie własnej wartości, wiara we własne siły, świadomość swoich możliwości, umiejętności oraz swoich ograniczeń; umiejętność doświadczania własnej osoby niezależnie od sądów innych ludzi.

Samokontrola: zdolność świadomego reagowania na bodźce zewnętrzne; umiejętność radzenia sobie ze stresem i kształtowania własnych emocji w zgodzie z samym sobą, z własnymi normami, zasadami oraz wyznawanymi wartościami.

KOMPETENCJE SPOŁECZNE (relacje z innymi)

Empatia: umiejętność doświadczania stanów emocjonalnych innych, uświadamianie sobie uczuć, potrzeb i wartości wyznawanych przez innych, czyli rozumienie innych, wrażliwość na odczucia innych; postawa nastawiona na pomaganie i wspieranie innych osób; zdolność odczuwania i rozumienia relacji społecznych.

Asertywność: posiadanie i wyrażanie własnego zdania oraz bezpośrednie, otwarte wyrażanie emocji, postaw oraz wyznawanych wartości w granicach nie naruszających praw i psychicznego terytorium innych osób; zdolność obrony własnych praw w sytuacjach społecznych bez naruszania praw innych osób do ich obrony.

Perswazja: umiejętność wzbudzania u innych pożądanych zachowań i reakcji, czyli wpływania na innych; umiejętność pozyskiwania innych na rzecz porozumienia, zdolność łagodzenia konfliktów.

Przywództwo: zdolność tworzenia wizji i pobudzania ludzkiej motywacji do jej realizacji; zdolność zjednywania sobie zwolenników.

Współpraca: zdolność tworzenia więzi i współdziałania z innymi, umiejętność pracy w grupie na rzecz osiągania wspólnych celów, umiejętność zespołowego wykonywania zadań i wspólnego rozwiązywania problemów.

KOMPETENCJE PRAKSEOLOGICZNE (inaczej kompetencje działania - nasz stosunek do zadań, wyzwań i działań)

Motywacja: własne zaangażowanie, skłonności emocjonalne, które prowadzą do nowych celów lub ułatwiają ich osiągnięcie, czyli dążenie do osiągnięć, inicjatywa i optymizm.

Zdolności adaptacyjne: umiejętność panowania nad swoimi stanami wewnętrznymi; zdolność radzenia sobie w zmieniającym się środowisku, elastyczność w dostosowywaniu się do zmian w otoczeniu, zdolność działania i podejmowania decyzji pod wpływem stresu.

Sumienność: zdolność przyjmowania odpowiedzialności za zadania i wykonywanie zadań; umiejętność czerpania zadowolenia z wykonywanych obowiązków; konsekwencja w działaniu, w zgodzie z przyjętymi przez siebie standardami."
Nierozerwalnie z Inteligencją Emocjonalną związana jest Inteligencja Społeczna. W dużym skrócie można ją określić, jako "zdolność społecznego przystosowania i wywierania wpływu na środowisko, sztuka nawiązywania pozytywnych, obustronnie satysfakcjonujących relacji interpersonalnych w codziennych kontaktach".

Inteligencja społeczna polega na stosownym doborze zachowania i sposobu komunikacji, co w sytuacjach związanych z negatywnymi emocjami bywa trudne. Stosowność w tym wypadku to nie tylko osiągnięcie celu, do jakiego komunikacja jest środkiem, ale przede wszystkim stopień, w jakim odbiorca komunikatu nie zniekształca intencji jego nadawcy. Inteligencja interpersonalna jest więc także umiejętnością radzenia sobie z konfliktami interpersonalnymi i łatwością współdziałania z innymi.
Inteligencja społeczna wiąże się z inteligencją emocjonalną, na którą, oprócz umiejętności społecznych, składają się zdolność samokontroli, samokreacji i wglądu we własne emocje."
Po zapoznaniu się z powyższymi definicjami nietrudno zauważyć, iż sztuka życia, jaką jest savoir -vivre, czyli znajomość obyczajów i form towarzyskich, reguł grzeczności umiejętność postępowania w życiu i radzenia sobie w różnych trudnych sytuacjach to znajomość i rozumienie reguł społecznych, które są warunkiem inteligencji społecznej. Z kolei takie cnoty, jak: uśmiech, uprzejmość, życzliwość, dyskrecja, czy grzeczność, to komponenty Inteligencji Emocjonalnej, i są wyrazem takich zdolności, jak: empatia, czy asertywność. Punktualność zaś, jako kolejna zmienna określająca cechy człowieka dobrze wychowanego, w świetle wiedzy klinicznej, rozumiana jest jako przejaw zdrowia emocjonalnego. Człowiek zdrowy "chodzi jak zegarek", jest dobrze zorganizowany, uporządkowany, zdyscyplinowany, w pełni panuje nad swą aktywnością, czyli sprawnie kontroluje i kieruje własnym życiem
Jak wszystkie te cechy mają się do naszych polskich polityków, zwłaszcza tych, o których ostatnio głośno jest w mediach, tych którzy pełnią istotne i znaczące role w codziennych realiach politycznych? Nie ukrywam, iż od pewnego czasu uważam, że w polskim życiu publicznym dzieje się bardzo źle, a zasady dobrych manier i obyczajów wśród znanych nam postaci widoczne są w stanie szczątkowym. Czy pozostaje to bez związku ze stanem emocjonalnym, a dokładnie Inteligencją Emocjonalną i Inteligencją Społeczną? Spróbujcie ocenić Państwo sami.
Od kiedy zaczęłam systematycznie śledzić i analizować różne wydarzenia polityczno - społeczne w naszym kraju, nie mogę się wręcz opędzić od refleksji, a przy okazji przytaknąć Jackowi Santorskiemu (temu oczywiście z lat 90-tych), że Polacy, w tym politycy stanowią naród rozregulowany. Nie przeczę, że gdy czytałam doniesienia, iż w latach 90-tych 90% społeczeństwa naszego znajdowało się na pograniczu nerwic i cięższych zaburzeń, to liczyłam, że do czasów nam współczesnych będzie już inaczej. Może być tylko lepiej. Nastąpi stabilizacja, Polacy, zwłaszcza ci z budżetówki, będą b-j zadowoleni, ugruntowani, wewnętrznie ustabilizowani, lepiej będą się do siebie odnosić, a politycy różnych opcji politycznych zaczną wreszcie dobrze ze sobą koegzystować. Jednym słowem zapanuje harmonia, spokój, względne zadowolenie, a wśród Polaków znacznie podskoczą wskaźniki ilorazu IE (EQ) oraz IS, czyli inaczej wzrośnie poziom kultury osobistej.
Niestety, konfrontacja rzeczywistości z opisanymi wyżej IDEAŁAMI wnosi ze sobą bardzo przygnębiające wyniki i wszystko wskazuje, że wraz z dojściem do władz Tuska i jego ludzi, nastąpił regres, że historia zatoczyła krąg i cofnęliśmy się do początków lat 90-tych. Widać to nie tylko na podstawie składu rządu oraz stylu uprawianej polityki, przypominającej do złudzenia czasy, kiedy to obalono rząd Olszewskiego, ale także po tym, jak wygląda język życia publicznego, forma przekazów medialnych, zachowania i postawy polityków.
Przykładów na niski poziom kompetencji społecznych znanych nam postaci publicznych, często oficjalnie uznawanych za "autorytety", można by mnożyć, choćby cytując ostatnie wypowiedzi "autorytetu" - profesora/ nie profesora -Bartoszewskiego -, czy naszego drogiego "mędrca" - Lecha Wałęsy.
Kolejnym i jakże niezwykle wyrazistym przykładem wątpliwej kultury tzw. ludzi ze świecznika jest poseł PO - Janusz Palikot. Wszyscy dobrze znamy tego człowieka z jego dziwacznych i ekscentrycznych zachowań: z afiszowania się z koszulką z napisem: "Jestem gejem, jestem z SLD", albo z organizowania konferencji, na której wymachuje na oczach milionów widzów sztucznym penisem, czy nawołuje środowiska kościelne do zniszczenia o. Rydzyka i środowiska "Radia Maryja", tylko dlatego, żeby politycy PO mogli sobie spokojnie porządzić . Czy zachowanie takie oraz równie dziwaczny sposób ubierania się posła, harmonizuje z ogólnie przyjętym wizerunkiem polityka, dyplomaty - z krótko przyciętymi włosami (jak przystało na prawdziwego mężczyznę), schludnym i dobrze skrojonym garniturem, opanowanym zachowaniem i składnym i kulturalnym językiem wypowiedzi? Z całą pewnością nie. Jak już zdążyliśmy zauważyć, poseł Palikot już wielokrotnie wypadał ze swojej roli, i wszystko wskazuje, że zachowania swe będzie dalej utrwalać.
Szczytem dotychczasowych "wystąpień" Palikota był jeden z jego ostatnich wpisów blogowych, w którym napisał: "Muszę postawić te pytania. I wolę zrobić to publicznie, a nie w formie plotek na politycznych korytarzach. Sprawa dotyczy przecież głowy państwa, zaś informacje powielane w dziesiątkach rozmów ? z udziałem najważniejszych polskich polityków ? brzmią bardzo poważnie i niepokojąco. Czy prezydent Lech Kaczyński nadużywa alkoholu? Czy prawdą jest, że jego pobyty w szpitalach mają związek z terapią antyalkoholową? Czy ucieczki do Juraty i czerwone wino to nie środki terapeutyczne, stosowane przezeń w reakcji na problemy w relacjach rodzinnych z bratem i matką? Czy w takiej sytuacji, w takim kontekście, prezydent nie traktuje prowadzonej przez siebie polityki jako formy reagowania na osobiste urazy?". Po czym stwierdza obłudnie, jakby udając, że to co robi, to nie jest zwykła plotka, która jest elementem zakulisowej nieczystej gry politycznej, tylko pytaniem w słusznej sprawie zatroskanego obywatela o stan głowy Prezydenta: "Stawiam te pytania, gdyż w nieformalnych rozmowach stawia je duża część środowiska politycznego, mniej lub bardziej złośliwie, z mniejszym lub większym niepokojem przyglądając się prezydenturze Kaczyńskiego. Ale czym innym jest używanie tych pytań do zakulisowej walki politycznej, w której plotka jest silnym narzędziem, czymś innym zaś publiczne ich postawienie ? w oczekiwaniu na jednoznaczne, formalne stanowisko Kancelarii Prezydenta i opinię lekarzy dbających o zdrowie głowy państwa. Czy doczekamy wyjaśnień?".

W świetle ogólnodostępnej wiedzy psychologicznej, można by tu pokusić się o trzy hipotezy nt. postaw p. Palikota:

1.że mamy do czynienia z człowiekiem, który stracił kontrolę nad sobą i utracił samokrytycyzm, i w związku z tym nie zdaje sobie sprawy z tego co mówi i jakie niesie konsekwencje jego zachowanie; nie zna zasad dobrych manier, zachowuje się, jak człowiek, który wykazuje jakieś zakłócenia na poziomie emocjonalnym (przepraszam za to określenie, ale tak to wygląda z punktu widzenia obserwatora i nie da się tego inaczej określić; zdolność do zachowania się z powszechnie przyjętymi normami społecznymi znajduje się w ścisłej korelacji ze zdrowiem emocjonalnym)

2. że mamy do czynienia z człowiekiem co najmniej zepsutym, zmanierowanym, który stosuje różne nieczyste chwyty PR-wskie w bezwzględnej walce politycznej
3. obie hipotezy są prawdziwe i obie postawy Palikota mają miejsce w rzeczywistości.


Za trafnością hipotezy nr 2 mogą przemawiać najświeższe, czyli dzisiejsze doniesienia:


"Dz": autorem wybryków Palikota jest firma PR


"Dziennik": Jak mówi jeden z członków władz klubu PO, Platforma podejrzewa, że Janusz Palikot od dawna korzysta z usług firmy PR, która wymyśla jego niektóre wybryki. Partia ma sprawdzić ten wątek. Jeśli okażcie, że wpis o prezydencie na blogu był elementem strategii PR, Palikot może zostać wykluczony z klubu Platformy. Zdaniem specjalisty od marketingu politycznego Eryka Mistewicza, Palikot chciał, poprzez kontrowersyjny wpis na blogu, przykryć publikację o sensacjach jego żony.
Palikot o początku swej kariery korzysta z usług doradców od wizerunku. – Byłem przy rozmowie, w której chwalił się, że wynajmuje firmę PR, która doradza mu, jak zwrócić na siebie uwagę – mówi Ireneusz Bryzek, do niedawna poseł PO w Lublinie. – Mówił też, że mottem jego działań jest: nieważne, jak piszą, ważne by nazwiska nie przekręcali – dodaje
."



Nie znaczy to jednak, że pierwsze hipoteza także nie jest słuszna, za czym przemawiałyby kolejne doniesienia o Palikocie:

"Palikot sms-em odwołał posiedzenie komisji


Janusz Palikot niespodziewanie odwołał pierwsze, robocze posiedzenie komisji "Przyjazne Państwo"dowiedział się RMF FM. Oficjalne powody tej decyzji nie są znane. Zdaniem członków komisji, Palikot chce w ten sposób wyciszyć sprawę wpisu na blogu i pytań do prezydenta.Poseł Palikot nie podał powodu odwołania posiedzenia nawet pracownikom Kancelarii Sejmu. Posłom komisji wysłał tylko SMS, że zebrania nie ma. Posłowie z komisji nie mają wątpliwości, że przewodniczący komisji chce wyciszyć sprawę swojego kontrowersyjnego wpisu na blogu. Palikot uniknął także wniosku o swoje odwołanie. - Wniosek o odwołanie przewodniczącego komisji musiałby paść na początku posiedzenia - mówi Paweł Poncyliusz. Poseł PiS jest zdziwiony rejteradą Palikota, który sam niszczy swój ambitny plan – 100 komisji w 100 dni. - Z tych 100 komisji zrobi się tylko 90 - zaznacza Poncyliusz.
Dziś komisja miała odbyć aż trzy ważne spotkania – z przedstawicielami Banku Światowego, Narodowego Banku Polskiego i przedsiębiorcami.Pierwsze posiedzenie „Przyjaznego Państwa”, które ma likwidować absurdalne przepisy, odbędzie się najwcześniej za tydzień. Janusz Palikot nie potwierdził jednak tej daty w sejmowej kancelarii."
Czy wyobrażacie sobie Państwo, że stać by Was było na takie posunięcie, do jakiego uciekł się poseł Palikot? Czy uczynilibyście to u siebie w pracy? Czy wyobrażacie siebie w sytuacji, że jesteście inicjatorami jakiejś akcji, jakiegoś projektu, programu, poruszacie w związku z tym "niebo i ziemię", zawracacie głowę swojemu szefowi, angażujecie do planu całą batalię ludzi, w końcu ustalacie termin spotkania/konferencji/zebrania z ważnymi i znaczącymi osobami, po czym nie stawiacie się w wyznaczonym terminie, a swoich szefów/zakład pracy informujecie zaledwie krótkim, lakonicznym SMS-em: "Zebrania nie ma", nie podając przy tym powodu swej nieobecności?
Dziwna jest ta komisja "Przyjazne Państwo", autorstwa posła Palikota, która dziwnym trafem jakoś mało przyjaźnie odniosła się dzisiaj do przedstawicieli Banku Światowego, Narodowego Banku Polskiego i przedsiębiorców:) A co z drogocennym czasem, energią i przeformułowanymi planami zaproszonych gości, którzy zapewne daremnie nastawili się, przygotowali, a może i specjalnie przybyli do Warszawy na zebranie, organizowane przez tak "poważnego" polityka?
Nieautentyczną personą jest dla mnie także poseł Zbigniew Chlebowski, który w swoim videoblogu w równie przedziwny sposób broni Palikota, atakując przy tym samego pokrzywdzonego - Prezydenta Polskiej Rzeczpospolitej. Zrzuca on WINĘ na Prezydenta za brak pomysłów w zakresie reformy służby zdrowia (bo samemu jest się MIERNYM, NIEZBYT BYSTRYM i MAŁOKREATYWNYM?), po czym dziwi się niebywale, czemu Prezydent jest taki obrażalski, skoro Palikot przeprosił w końcu głowę państwa; gdy tymczasem po przeprosinach, poseł dalej uporczywie Go obraża, ponownie pytając się: czy Lech Kaczyńskich jest alkoholikiem?
Że mamy tu do czynienia z typowym odwracaniem "kota ogonem", czyli odwracaniem uwagi opinii społecznej od oceny działań polityków PO, chyba zdrowo myślący człowiek nie ma wątpliwości. Przy takiej wypowiedzi, można się pokusić o przypuszczenie, że albo Chlebowski sam jest kimś pokroju Palikota, albo najzwyczajniej zachowuje się nieetycznie, czyli manipuluje, daje Polakom do zrozumienia, że ma do czynienia z CIEMNYM LUDEM, który nic nie rozumie, nie potrafi właściwie oceniać faktów, bądź ludem, który nie jest zorientowanym, w bieżących wydarzeniach polityczno - społecznych. O pewnym podobieństwie Chlebowskiego do Palikota mogą świadczyć cytowane już przeze mnie jego słowa: "prezes PiS Jarosław Kaczyński nie wyleczył się z "traumy powyborczej" i wciąż ma "problemy emocjonalne".
Patrząc na te i inne wybryki polskich polityków, zwłaszcza PO, którzy wydawałoby się powinni świecić wzorem dyplomaty europejskiego, zachowywać się zgodnie ze swoją rolą - a więc dbać o wizerunek człowieka poważnego, inteligentnego, dojrzałego, zrównoważonego, odpowiedzialnego, wiarygodnego i kulturalnego - nasuwają się następujące WNIOSKI:
  • albo kandydatów do sejmu, senatu i rządu należałoby uprzednio poddawać jakimś testom psychologicznym,
  • albo jak najszybciej odsuwać od czynnego życia politycznego w kraju wszystkich tych polityków, które w ewidentny sposób nagminnie łamią powszechnie przyjęte zasady dobrego współżycia społecznego.

Tak nie może być, by miliony Polaków, a zwłaszcza tysiące młodych ludzi przypatrywało się aspołecznym zachowaniom ludzi na świeczniku, a następnie wychodziło w świat z następującym przekonaniem: "Wolno mi kłamać, manipulować, być chamskim, agresywnym, a nawet zachowywać się jak człowiek niepoczytalny, bo to jest najlepsza, a zarazem najkrótsza droga do tego, by zrobić karierę, wspiąć się na wyżyny społeczne. Skoro tak robią znani i "dorośli" politycy, to czemu ja nie miałbym tak samo postępować?".

Tak wygląda sposób na szybką karierę w Polsce XXI wieku. W czasach PRL-u młodych uczono, że do szybkich sukcesów dochodzi się, wstępując do PZPR-u, a w czasach nam współczesnych - stosując nieczystą grę i łamiąc ogólnie przyjęte normy i ZDROWE obyczaje. "Przykład idzie z góry!" , tak powiadają psychologowie, psychiatrzy, czy pedagodzy. Nie dziwi więc, że wszystkie formy zachowania ludzi ze świecznika, przekazywane drogą medialną, przenoszone są na niższe szczeble struktury polskiej społeczności, a język polityków udziela się ich wyborcom, czego nagminne przykłady można zaobserwować na różnych forach internetowych, choćby polityczni.pl, onet.pl, czy Salon24.
Czy wszystko to służy zdrowiu Polaków? Czy savoir - vivre w wydaniu polskich polityków i młodzieży polskiej, identyfikującej się z Donaldem Tuskiem, Zbigniewem Chlebowskim, Januszem Palikotem, Stefanem Niesiołowskim, profesorem Bartoszewskim oraz Lechem Wałęsą to wzory, a zarazem wyraz wybitnej kultury osobistej, Inteligencji Społecznej i Emocjonalnej, czy może czegoś przeciwnego? Na te pytania odpowiedzcie sobie Państwo sami...

09 stycznia 2008

Kto rządzi Polską czyli rozważania etyczno - psychologiczne

Z coraz to większym trudem znoszę coraz to nowsze doniesienia z pracy władz, które zafundowała sobie część polskich wyborców. Kiedy patrzy się, jak ludzie odpowiedzialni za śmierć ks. Popiełuszki i wielu innych Polaków, walczących o Wolność, Dobro i Prawdę dla naszego kraju, próbują nam wciskać do głów normy etyczne, uważają się za bardziej etycznych od samego Boga, to skręcają się we mnie wszystkie wnętrzności.

Jakiś czas temu postawiłam diagnozę ludziom wybranych opcji politycznych (głównie PO i LiD -u) i widzę, że byłam bliska rzeczywistości:

"Po stronie lewicy można zaobserwować przewagę jednostek psychopatycznych oraz osobowości zależnych, o nieukształtowanym poczuciu tożsamości płciowej, zatarciu granic psychologicznych".
Osobom mniej zorientowanym w terminologii psychologicznej, pragnę przypomnieć, iż jednym z przejawów zatarcia granic psychologicznych jest zacieranie granic pomiędzy tym, co rzeczywiste, a tym co fantastyczne. Ludzie o niewłaściwie uformowanej osobowości, czy cierpiący na różne postaci psychozy, mają w mniejszym bądź większym stopniu, trudności we właściwym ocenianiu zaistniałych zdarzeń i przyznawaniu im oceny DOBREJ, bądź ZŁEJ. Zwykle mają spore problemy z internalizacją norm etycznych, a w konsekwencji z nazywaniem i rozróżnianiem tego, czym DOBRO, a czym ZŁO jest.
Zjawisko to ma oczywiście swoje korzenie we wczesnym dzieciństwie, kiedy to za formowanie się struktury osobowości dziecka odpowiedzialność biorą rodzice, jako główni nauczyciele wszelkich norm, powszechnie przyjętych i obowiązujących w społeczeństwach cywilizowanych. Zwykle rodzice dzieci zaburzonych albo w ogóle nie stanowią żadnego wzorca dla młodego człowieka, ponieważ w ogóle lub słabo się nim interesują, albo przekazują mu sprzeczne sygnały odnośnie tej samej normy: często czynią tak, że w jednym przypadku za to samo zachowanie nagradzają, innym zaś - karzą; w rezultacie dziecko nie potrafi zakomodować właściwie przytoczonych tu pojęć (dobro - zło); jest zdezorientowane i ogłupiałe.
Problemy z rozumieniem pojęć etycznych mają także osoby, które wychowały się w tzw. rodzinach, stosujących liberalny styl wychowania, które dają dziecku na życie następujący przekaz: "bierz co chcesz, rób co chcesz, wolno ci robić to na co masz ochotę, daję ci prawdziwą wolność". Oczywiście nie trzeba tu zbytnio wyjaśniać, że typ rodzica liberalnego, to żaden rodzic, bo w ogóle nie interesuje się swoim podopiecznym, a wymyśloną przez siebie metodę wychowawczą stosuje jako wybieg, zwalniający go od trudu wychowywania dziecka. Ostatecznie człowiek, wychodzący w świat z tak liberalnej rodziny, nosi w sobie wyobrażenie, iż DOBREM jest tylko to, co zaspokaja wszystkie jego zachcianki, natomiast ZŁEM - to, co godzi w jego egoistyczne interesy.
W końcu są rodziny, w których rodzice, sami posiadający problemy z rozróżnianiem zła od dobra, uznają się za jedynie słuszne autorytety w zakresie zasad etyki i jednocześnie uznają się za autorów jedynie słusznych norm- zbiorów zasad moralnych. Stawiają się wyżej od samego Boga, a tworząc własny kodeks etyczny, czynią straszliwy młyn w głowach nieukształtowanego dziecka. Z takim przykładem spotkałam się na wspomnianych już przeze mnie szkoleniach PTP. Była tam kursantka, której ojciec - ateista i aktywny członek PZPR-u - nakłaniał żonę (a matkę kursantki) do robienia skrobanek w ramach tzw. antykoncepcji (w ówczesnych czasach tzw. pigułki nie były w powszechnym użyciu), a gdy ta przestała być w jego rozumieniu kobietą (w wieku 40 lat zachorowała na raka narządów rodnych, a później zaczęła chorować psychicznie; do dziś jest pod stałą opieką psychiatrów) zaczął dobierać się do swojej córki. Nie trzeba więc chyba dużego wysiłku umysłowego, by stwierdzić, iż u tego pana wyraźnie pozacierały się granice psychologiczne...
Z dzisiejszych wiadomości dowiadujemy się, iż szef Komisji Etyki Poselskiej - Sławomir Rybicki (PO) na wniosek Napieralskiego (SLD - przypominam środowisko ateistów) wykluczył Beatę Kempę ze składu Komisji Etyki, za nieetyczne zachowanie, bo nazwała ZŁEM postawy posłów SLD i PO domagających się wyjaśnienia śmierci Barbary Blidy, podczas gdy ci pierwsi są odpowiedzialni za ZŁO, jakim było odebranie sobie życia przez Barbarę Blidę! Posłanka uświadomiła im ich własną hipokryzję i zacieranie granic między tym, co naprawdę jest ZŁEM, a co DOBREM. Do mechanizmu "odwracania kota ogonem", czyli zacierania granic pomiędzy tymi pojęciami, dołączył się sam przewodniczący Komisji Etyki!!!
Oto, co dowiadujemy się z ostatnich doniesień:
Kempa wykluczona z komisji etyki

Komisja Etyki Poselskiej zdecydowała o "zwróceniu uwagi" posłance PiS Beacie Kempie w związku z jej wypowiedziami podczas sejmowej debaty nad wnioskiem o powołanie komisji śledczej ws. okoliczności śmierci Barbary Blidy - poinformował szef komisji Sławomir Rybicki (PO).Rybicki dodał, że zwrócenie uwagi Kempie skutkuje jednocześnie wykluczeniem jej ze składu Komisji Etyki. - Może się od tej decyzji odwołać do Prezydium Sejmu. Ma na to dwa tygodnie - dodał szef komisji.Skargę na posłankę PiS do Komisji Etyki złożył sekretarz generalny SLD Grzegorz Napieralski. Ma ona związek z wypowiedzią Kempy, że "środowisko SLD jest moralnie odpowiedzialne" za śmierć Barbary Blidy.
- Wobec bulwersującej wypowiedzi w trakcie sejmowej debaty (6 listopada) nad wnioskiem LiD o powołanie komisji śledczej w sprawie okoliczności tragicznej śmierci byłej posłanki Barbary Blidy, w której posłanka Beata Kempa dokonała oceny, że "środowisko SLD jest moralnie odpowiedzialne za tę tragedię, bo dopuszczało do takich kontaktów, do takiego procederu" - nie można pozostać obojętnym - napisał w skardze Napieralski.W jego ocenie, zachowanie Kempy godzi w dobre imię Sejmu i narusza art. 6 Zasad Etyki Poselskiej - artykuł ten mówi, że poseł powinien unikać zachowań, które mogą godzić w dobre imię Sejmu i powinien szanować godność innych osób.
Kiedy na to wszystko patrzę, ogarnia mnie przerażenie! Struktura osobowości polityków PO jest bliska strukturze osobowości polityków SLD, a Polską rządzi kto? Liczę na Twą inteligencję Czytelniku Drogi...

31 grudnia 2007

Baju, baju czyli masowa produkcja bajek dla dorosłych

To hasło powinno być mottem przewodnim wszystkich felietonistów wszystkich gazet polskich i nie tylko polskich.

Niedojrzałe społeczeństwo polskie od pewnego czasu, można rzec - czasów III RP, jest karmione systematycznie antybajkami. Prawdziwe bajki coraz częściej wypierane są w kinach, telewizji, wypożyczalniach video, internecie, komputerach przez tzw. antybajki, które kodują podświadomość młodych odbiorców fałszywymi skryptami. Młodzi Polacy, o nieukształtowanych umysłach, bezkrytycznie nasiąkają niczem gąbki, niezroumiałymi dla nich desygnatami, które niosą ze sobą zło, brzydotę, destrukcję i autodstrukcję. Desygnaty te, niczem miecze, brutalnie docierają do popędowości człeka. Nie dziwi więc, że coraz więcej w szkołach przemocy i agresji, depresji i zabijania. Nie dziwi więc, że na dziennikarzy wyrastają jednostki ułomne, okaleczone i ograbione, które swymi skryptami przemocy bombardują pokolenia dalsze. Nie dziwi więc, że bliźsi młodym ludziom są politycy PO, którzy nie potrafią nawiązać komunikacji z tą częścią świata, która hołduje tradycyjnym wartościom w tradycyjnych bajkach. Wolą patrzeć na "ładnie" opakowane ZŁO, identyfikować się z więźniami, wypuszczanymi pomimo ciężkich przewinień na wolność, łączyć zło z pięknem, być kuszonym destrukcją i autodestrukcją "pięknej" pani i pana z nożem, sztyletem i krwią na ciele, niż dziewczynką z zapałkami, która może nie jest medialna, ale niesie NADZIEJĘ, NADZIEJĘ dla każdego Polaka. Bez wyjątku...

Antybajki nie integrują człowieka od wewnątrz, ani z światem przeżyć zewnętrznych. Antybajki nie łączą ze sobą ludzi, lecz dzielą. Więc włóżmy między bajki, "bajki" Tuska i Barbaro,a dokarmiajmy człeka bajką Andersena.

Bajki prawdziwe, bajki szlachetne, to balsam na duszę zregresowanego Polaka. Leczmy więc bajką, a nie antybajką, a demokracja zajrzy pod strzechy nasze. Happy and w stylu amerykańskim, to nie antybajka, to rzeczywistość -rzeczywistość w świecie demokratycznym...




30 listopada 2007

O miłości Tuska i Chlebowskiego

Dwie wypowiedzi dwóch osób publicznych skłoniły mnie do napisania nowego posta, a mianowicie: dzisiejsza wypowiedź szefa klubu parlamentarnego PO Zbigniewa Chlebowskiego oraz wpis blogowy Bronisława Wildsteina .

Bronisław Wildstein w swym ostatnim wpisie uczynił m.in. dygresję odnośnie natury miłości, jaką w swej polityce wyraża wraz kolegami Donald Tusk wobec Polaków. Autor zauważył:

“Trudno się dziwić, że Donald Tusk wykorzystuje podniecenie, jakie budzi w dziennikarzach płci obojga. Trudno mieć do niego pretensję, że pławi się w bachanaliach miłości powszechnej. Miłość ta ma jednak w sobie coś perwersyjnego, gdyż w medialnym wydaniu odbywa się na zwłokach IV RP, a każdy jej akt wiąże się z wbijaniem kolejnego kołka w, okazuje się, nie tak martwego nieboszczyka”.

http://blog.rp.pl/wildstein/2007/11/28/pochwala-kontynuacji/#comment-8491

Z kolei z dzisiejszych wiadomości dowiadujemy się, jaki ma zwyczaj wyrażania miłości poseł Chlebowski. Swe uczucie do Jarosława Kaczyńskiego wyraził w następujący sposób: " prezes PiS Jarosław Kaczyński nie wyleczył się z "traumy powyborczej" i wciąż ma "problemy emocjonalne".

http://wiadomosci.onet.pl/1650435,11,1,1,item.html

Co do tego, że Chlebowski swoimi wypowiedziami dostarcza dla specjalistów bogaty materiał diagnostyczny, nie ma najmniejszych wątpliwości. Że mamy tu do czynienia nie tyle z przypadkiem etykietyzowania przez człowieka pozbawionego dobrych manier, co z klasycznym przypadkiem rzutowania własnych, nieuświadomionych emocji polityka na "obiekt", jakim jest Jarosław Kaczyńskich. O prawdzie Chlebowskiego nie może być mowy, bo toż zwykły człowiek, który nic wspólnego z psychologią kliniczną i etyką zawodu psychologa nie ma wspólnego.

Biada jednak politykom, gdy wśród odbiorców ich wypowiedzi rzeczywiście znajdą się specjaliści i potrafią ocenić nie tylko wypowiedź, ale i na jej podstawie strukturę osobowości nadawcy komunikatu. Jeszcze gorzej, gdy i oni dysponują środkami masowego przekazu, a przy ich użyciu dzielą się swoimi uwagami...

Jaki jest więc obraz miłości deklarowanej przez Tuska i jego towarzyszy? Idąc dalej za wątkiem poruszonym przez Bronisława Wildsteina, nasuwa się wniosek, iż perwersja Tuska przejawia się nie tylko w tym, że wbija kołki w nie tak martwego nieboszczyka, lecz przede wszystkim w tym, że jest wynikiem braku ukształtowanej tożsamościu premiera. Ponieważ polityk utożsamia się z obojgiem płci, to podniecenie wywołują u niego zarówno kobiety, jak mężczyźni. Stąd podświadomie prowokuje podniecenie u dziennikarzy - kobiet i dziennikarzy - mężczyzn.

Przedstawiony wyżej fragmentaryczny wycinek* osobowości Tuska jest przyczyną nie tylko takich, a nie innych jego reakcji na dziennikarzy płci obojga i reakcji tychże dziennikarzy na jego reakcje, ale także perwersyjnej formy wyrażania miłości do obywateli polskich w ogóle. Miłość i nienawiść, słodycz i zadawanie bólu widoczne na pierwszym planie w wyrażaniu siebie Tuska może być wyrazem jego neurotycznej walki dwóch obecnych w nim przeciwstawnych tendencji, czyli wyrazem ambiwalencji i ambitendecji. Widoczna tu jest szczególna podwójność, dwoistość, rozdwojenie, a nawet i rozszczepienie: Tusk kocha i nienawidzi zarazem (zwracam uwagę na symboliczną podwójność "obiektu", na który kieruje swoje uczucia polityk - bracia bliźniacy...). Swą miłość wyraża, zadając ból i cierpienie.

Taki człowiek zaspokojenia doznaje dopiero wówczas, gdy pochłonie w całości obiekt swojego pożądania, gdy całkowicie nim zawładnie i podporządkuje sobie. Tylko wtedy poczuje się bezpiecznie w tej perwersyjnej miłości. I pomyśleć, że polityk wszystko to czyni pod wpływem lęku, nierozładowanej agresji, niezaspokojonych potrzeb seksualnych (z obojgiem płci) oraz nieskończonej potrzeby władzy absolutnej.

P.S.

PODSUMOWANIE, czyli przykłady dwoistości w zachowaniach Tuska:

  • utożsamianie się z obojgiem płci
  • wywoływanie zachwytu i pożądania u dziennikarzy obojga płci
  • męskość agresji werbalnej i miękkość kobiety - lalki
  • deklarowanie miłości do obywateli, a zarazem zadawanie im bólu
  • podwójny obiekt miłości - dziennikarze - kobiety i dziennikarze - mężczyźni
  • podwójny obiekt rzutowania nienawiści - bracia bliźniacy
* DLA JASNOŚCI: używając języka klinicysty, jest to zaledwie tzw. diagnoza cząstkowa, która stanowi wycinek diagnozy całościowej, stawianej pacjentowi pod koniec I etapu terapii, tj. przed dokonaniem reparacji struktury JA diagnozowanego

25 października 2007

Swój do swego ciągnie, czyli kto głosował na PO,cz.2


Moi Drodzy, wielu z Was zaprotestowało, gdy zapoznało się z moimi wnioskami, dotyczącymi tego, kto głosował na polityków PO. Padły zarzuty, że zbyt uogólniam, że przytaczam krzywdzące dla zwolenników PO oceny.

Moi Drodzy, ja nie mam żadnych wątpliwości, że na Tuska głosowała większa, bądź mniejsza hołota i chamstwo. Mało tego, jak okazuje się, tę zalewającą nasze społeczeństwo łobuzerię, prostactwo i chamstwo można dostrzec nie tylko wśród więźniów, rzezimieszków, złodziei, przestępców seksualnych, czy morderców, wspierających w trakcie ostatnich wyborach DONALDA TUSKA, ale także wśród tzw. młodej, dobrze wykształconej (?), postępowej, otwartej na świat i na ludzi młodzieży, wśród biznesmenów, dziennikarzy, psychologów, socjologów, lekarzy, prawników i różnego autoramentu „artystów”, profesorków itd. itp. Wszyscy, bez względu na zajmowany status społeczny mają jedną wspólną cechę, a mianowicie podobnie ukształtowaną strukturę osobowości, system norm i wyznawanych wartości. Stopień i natężenie dysfunkcji natury psychologiczno – społecznej może być różny, ale istnieje i uwarunkowany jest niewłaściwymi oddziaływaniami wychowawczymi rodziców, nauczycieli, a potem tzw. autorytetów, choćby takich, jak Bartoszewski, Wałęsa, Tusk, Niesiołowski itp.

Zalewające chamstwo nasze życie publiczne szczególnie było wyraźne wśród polityków dotychczasowej opozycji politycznej oraz wspierających ją dziennikarzy i wszystkich tych, którzy się z nimi IDENTYFIKOWALI SIĘ i na nich głosowali… Bo czyż inteligentny, kulturalny i dobrze wychowany człowiek, pochodzący z dobrego domu będzie głosował na polityków - CHAMÓW? Czy kulturalnym ludziom będzie podobać się zachowanie Tuska wobec Kaczyńskich? Chyba tylko pozbawiony rozumu i krytycyzmu człowiek tego nie dostrzega i dalej nazywa kulturalnym i opanowanym emocjonalnie tegoż polityka. Z takim przykładem można było zapoznać się całkiem niedawno w Rzeczpospolitej, gdzie niezwykle wnikliwe i prawdziwie „obiektywne” portrety psychologiczne Tuska i Kaczyńskiego odmalowała pewna pani dr politologii z Uniwersytetu Warszawskiego (cha, cha, a co politolog ma wspólnego ze specjalnością psychologa? Ta pani nie miała żadnych zahamowań, by bawić się w drugiego Santorskiego; dziwiło mnie tylko bardzo, dlaczego redakcja Rzepy zgodziła się opublikować tak dyletanckie teksty?). O tym, że w samych superlatywach wypowiadała się o Tusku, a w Kaczyńskim upatrywała się samym patologii CUN, chyba nikt nie ma wątpliwości. Jako osoba zbliżona swą profesją do psychologów, pragnę zaznaczyć, że za tak nędznie i tendencyjnie przeprowadzone oceny osobowości obu polityków wystawiłabym tej pani dr DWÓJĘ.

Swój do swego ciągnie i żadne tu tytuły, czy dyplomy nie decydują o tym, czy ktoś jest chamem, czy nim nie jest, czy jest potencjalnym przestępcą, czy nim na razie nie jest, ale nosi w sobie ukryte zalążki zachowań asocjalnych.

Na zakończenie proponuję sobie poczytać wypowiedzi Marka Konrata oraz szarych obserwatorów nt. zalewającej Polskę fali hołoty!

Marek Konrat: znany aktor dla dziennika
2007-10-24 23:41 Aktualizacja: 2007-10-25 10:00
Kondrat: Mam dość wszechobecnego chamstwa

Inteligent ma w życiu krzywo i pod górę. Dziś odczuwam to nieporównanie silniej niż kilkanaście i kilkadziesiąt lat temu. Być może dlatego, że wraz z upływającym czasem moja pogoda ducha jest mniejsza i drażni mnie więcej spraw niż kiedyś. Ale także dlatego, że codziennie muszę zmierzyć się z zalewającą nas falą chamstwa - pisze w DZIENNIKU znany aktor, Marek Kondrat.
Chamstwo, tak jak ja je rozumiem, to brak pewnych ludzkich cech. Chamem jest więc ten, kto jakby nie dostrzega innych wokół siebie; widzi jedynie koniec swojego nosa i swoją doraźną potrzebę. I w dążeniu do jej zaspokojenia nie waha się krzywdzić innych, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Czy można mu czynić z tego zarzut? Wątpię, skoro jego kondycja wynika z niedostatku ludzkiego wychowania. Należy go raczej traktować jako poszkodowanego, któremu odebrano szansę nabycia ogłady i kindersztuby. Czy jednak trzeba go z tej przyczyny promować?Dopóki telewizja nie była tak agresywna jak teraz, ludzie chamscy mieli jakąś świadomość swojej ułomności. Z telewizji dowiadywali się, że są na świecie tacy, którzy zachowują się inaczej, mówią inaczej i o innych sprawach. To mogło budzić szacunek i chęć dorównania wyższym standardom. Dziś jednak telewizja daje szansę zaistnienia ludziom bez wrażliwości, talentu i ogłady. To na nich i dla nich buduje się wszelkiej maści reality show, dając tym samym sygnał: jesteś świetny, taki jaki jesteś; bądź na luzie, nie zważaj na zasady. To się świetnie sprzedaje i utwierdza ludzi w przekonaniu, że wystarczy być byle kim i byle jak, by być sławnym.Oglądalność wzrasta. Chamstwo rośnie w siłę. Jest jak niekontrolowana torpeda, która z hukiem przecina ciche dotąd jezioro, tylko dlatego że jest potężna. Rzeczywistość dała jej prawo postawić własne zachcianki nad potrzebami wszystkich innych. Jest uwolniona. Całe nieszczęście człowieka wrażliwego, który wbrew zniechęceniu w kółko usiłuje dociec swego miejsca na ziemi, polega na bezradności wobec tej torpedy. Jego wrażliwość w konfrontacji z tamtą usłyszy tylko: a chcesz w ryj? Odpowiedzi brak. Brak narzędzi i broni. Z potyczki chamstwa z wrażliwością ta ostatnia wychodzi pokonana.Te potyczki, których nie da się uniknąć, bywają całkiem namacalne. Na co dzień przeżywam fizyczny kontakt z chamstwem, kiedy w miejscu publicznym ktoś mnie przesuwa, dotyka, popycha w dążeniu do swego celu. W „Dniu świra” mój bohater spotyka kobietę, która w sklepie popycha go koszykiem, bo chce coś zobaczyć na ladzie. Adaś Miauczyński jest na jej drodze jedynie przeszkodą, więc "spypopycha" go palcem.Tego chamstwa jest pełno wszędzie i bardzo mnie ono przygnębia. Mam poczucie, że przeważa wokół mnie. To przewaga siły, na którą ja nie mam siły. Sam czuję się człowiekiem, który dostrzega innych ludzi. Mam w sobie gen, który każe mi przebywać wśród bliźnich zgodnie z pewnymi zasadami. Jeśli jednak po drugiej stronie nie widzę wzajemności poszanowania tych zasad, mam dojmujące poczucie obcowania z chamem.Państwa demokratyczne, do których aspirujemy, wykształciły rodzaj demokratycznej hierarchii. Schemat zasad, który powoduje, że każdy mniej więcej zna swoje miejsce. Dojrzałe demokracje potrafią bronić tego schematu, nawet jeśli muszą sięgnąć po przemoc. Od czasu do czasu napotykają kryzys: zdarzają się krwawe rozruchy, zwłaszcza w dzielnicach biedoty czy zamieszkałych przez ludność napływową. Dochodzi do gwałtu na prawach ustanowionych przez właścicieli tej ziemi. Ale są to chwilowe zmarszczki na powierzchni. Demokracja umie się obronić i w głębi pozostaje ta sama, z niezachwianą hierarchią.W Polsce wciąż nie mam poczucia, że jesteśmy demokracją uporządkowaną. Na razie jestem tu świadkiem zupełnie przerażającej siły chamstwa, wobec której czuję się bezbronny. Po raz pierwszy w życiu zupełnie zatraciłem poczucie idei i wspólnoty, do której niegdyś należałem: wspólnoty ludzkich spraw, obywatelskich, społecznych wartości. Po raz pierwszy poszedłem do wyborów z makiawelicznym planem głosowania na "nie", bez nadziei na "tak". Bardzo źle to znoszę. I u podłoża tego zjawiska leży chamstwo właśnie.Jego eskalacją napawa się telewizja, która siedem dni w tygodniu przekazuje nam treści pozbawione treści; słowa pozbawione znaczeń; tym bardziej rozdmuchane, im głośniejsze; tym głośniejsze, im bardziej nadmuchane. Ja rozumiem państwo jako coś, co ma nam przynieść ulgę w istnieniu - tylko tyle. Spowodować, by łatwiej było przejść te 80 lat, które mamy do przeżycia. Jednak kolejni cyniczni gracze chcą nas przekonać, że oni wiedzą jak żyć i powiedzą nam, co robić; bo są dobrzy i uczciwi. A potem jadą na brydża rządową limuzyną i do czwartej rano każą w niej czekać rządowemu kierowcy, jakby nie stać ich było na taksówkę. To też jest chamstwo, okropne chamstwo.Nawet jeślibym chciał się stąd wyrwać i zamieszkać gdzieś, gdzie więcej jest słońca, łagodniejszy klimat i temperatura życia nieco przyjemniejsza, to wiem, że nie zdołam. Mam w sobie skazę tej ziemi. Dziwnej ziemi, w której wciąż jakiś duch skrzydlaty wkłada wszystkim w usta słowa pełne godności, honoru i patriotyzmu. Lecz kiedy ów duch zaśnie zapity pod płotem, do głosu dochodzi ciało: chropawe, niedomyte, z brudem za paznokciami. Nie przestaje powoływać się na ducha. Zaczyna rozprawiać o patriotyzmie i honorze. A ja bardzo nie lubię takich rozmów, poruszają sprawy intymne jak życie seksualne. To nie są tematy do wódki i zakąski. One są podskórne i dosercowe. Nie można ich wypluwać przez usta pełne kiełbasy, bo to jest chamstwo właśnie.

Wypowiedź forumowicza:

Chamstwo na górze!Intencje tekstu p. Marka Kondrata nie są tak do końca czytelne, ale w gruncie rzeczy zgadzam się z nim niemal w stu procentach. Nie wiem, czy trafnie odczytuję jego myśli, ale mam wrażenie, chyba podobnie jak on, iż jednym z głównych dzis rozsadników chamstwa są polskie telewizje, zwłaszcza komercyjne. Groźne, bo one różne przejawy chamstwa nobilitują, a ich żurnaliści wręcz domagają się chamstwa od tych, z którymi rozmawiają. Kiedyś chamstwo było domeną ciemniactwa i marginesu, dziś - odnoszę wrażenie - jest domeną wielu osób wykształconych, a zwłaszcza polityków różnej maści, także tych z najwyższej półki. To przecież głównie politycy PO (tak, bardziej niż owi nieudacznicy z Samoobrony) wprowadzili do języka polityki chamstwo i to chamstwo było powszechnie tolerowane, akceptowane, ba - stało się "trendy". Chamstwo - bo adresowane peronalnie, w przeciwieństwie do kompletnie niewłaściwych, ale skierowanych anonimowo: "wykształciuchów" czy "zomo". Sami Państwo odpowiedzcie sobie, czy Niesiołowski ze swoim językiem inwektyw powinien znaleźć miejsce w przyzwoitym salonie, w gronie ludzie, którzy mają pretensje, aby utrzymywać jakis poziom? Przecież to był poziom językowego hultajstwa. Ale Niesiołowski to nie przysłowiowy szewc, ale poseł. Ale czy stanowisko posła do czegoś dzis zobowiązuje? A czy język Tuska, Komorowskiego czy Kutza był (jest) inny? Wcale się, o dziwo, nie zmienił. Dziś słyszę, że "elegancki" Komorowski nie mówi o Fotydze, że nie ma racji, tylko, że plecie dyrdymały. Kutz w TVN 24 (także dziś) po rozmowie Gosiewskiego ze Zdrojewskim mówi (mając na myśli Gosiewskiego) o "bełkotnikach" z PiS. Czy taki ma być oficjalno-telewizyjny język senatora, a teraz posła? (Nota bene Zdrojewski przy swoich wymienionych wyżej kolegach z PO wypada jak hrabia przy lokajach). A więc chamstwo kwitnie na górze, chamstwo od dwóch lat - nade wszystko w wykonaniu polskich, pożal się Boże, polityków - chamstwo, które jest upubliczniane i ma być wykładnikiem wysokiego poziomu i europejskich standardów. Żaden jeszcze dziennikarz telewizyjny nie zwrócił nigdy uwagi politykowi (z jakiejkolwiek opcji), że na wizji zachowuje się niewłaściwie, że obraża innych, że obniża przyjęte standardy. GWARANTUJĘ, ŻE DWIE-TRZY TAKIE UWAGI POD ADRESEM POLITYKÓW WYPOWIEDZIANE NA WIZJI, A WIĘC ZAWSTYDZENIE CHAMÓW NA OCZACH CAŁEJ POLSKI, SKUTKOWAŁOBY WNET ZACHOWANIAMI POPRAWNYMI. DLACZEGO TEGO NIE CZYNICIE, ZURANLIŚCI?! Partie polityczne to firmy, którym z konieczności oddajemy "rząd dusz". Coraz częściej mam wrażenie, że to firmy szewców (mentalnych i językowych), pomimo pozorów ogłady i kompetencji.
~BEK
2007-10-25 14:48:54
http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=209&ShowArticleId=65283

Nic dodać, nic ująć. Przykład idzie z góry i skóra cierpnie na myśl, „co z tą Polską” będzie...

08 sierpnia 2007

Sztuczki nie tylko słowne

Do napisania tego tekstu natchnął mnie Bronisław Wildstein, który w najnowszym felietonie "Sztuczki słowne" odnósł się do języka współczesnych debat, czyli inaczej mówiąc, współczesnych manipulacji językowych środowisk opiniotwórczych, kształtujących świadomość milionów Polaków:

Sztuczki słowne

Przedostatni numer miesięcznika „Znak” nosi tytuł: „Szkoła przymusu czy szkoła dialogu?”. Oczywiście zdali sobie państwo sprawę, że ten znak zapytania jest zupełnie niepotrzebny. Odpowiedź na tak postawione pytanie może być tylko jedna. Kto wybierałby bezmyślny przymus, jeśli alternatywą byłby z natury rzeczy rozumny dialog?

Gdyby jednak alternatywa brzmiała: szkoła dyscypliny czy szkoła wolności? – nad odpowiedzią można byłoby się zastanawiać. Chociaż chyba niedługo. Wprawdzie pojęcie „dyscyplina” tradycyjnie miało charakter pozytywny, ale wiąże się z przymusem (choć świadomym) i wyrzeczeniem, czyli zjawiskami wrogimi współczesnej kulturze, dla której kult wolności jest dogmatem.

Gdyby jednak pytanie brzmiało: szkoła kształcenia czy szkoła dowolności? – statystyczny czytelnik najprawdopodobniej wybierałby kształcenie. A przecież wszystkie te trzy możliwości sytuują się bardzo blisko siebie.

Kształcenie musi mieć jakiś określony cel, jest przecież nadawaniem określonego kształtu. Musi się wiązać z dyscypliną, a więc i przymusem. Dialog w szkole może mieć charakter raczej ograniczony, gdyż uczeń musi być w jakimś sensie podporządkowany nauczycielowi. W punkcie wyjścia autorytet nauczyciela jest rodzajem kulturowego i instytucjonalnego przymusu. To dopiero potem nauczyciel powinien wypracowywać sobie świadomą akceptację u ucznia, ale element dyscypliny nie może w żadnym momencie w relacjach między nimi zaniknąć.

Piszę o tym wszystkim po to, aby pokazać, jak język współczesnej debaty od razu narzuca określone rozwiązania i deformuje rzeczywistość. Zjawisko to w sposób skrajny widzimy w podejściu do kary śmierci. We współczesnej kulturze europejskiej bezrefleksyjnie odrzuca się ją jako przejaw barbarzyństwa. Filozof krakowski Piotr Bartula w wydanej właśnie książce „Kara śmierci” pokazuje, jak głęboko intelektualnie i empirycznie uzasadnione są argumenty jej zwolenników.

Ale jej przeciwnicy książki nie przeczytają. Żyją w kulturze, w której ich opinia jest oczywistością.

http://blog.rp.pl/wildstein/2007/08/06/sztuczki-slowne/#comment-1788

Nie ulega wątpliwości, że istnieje ścisły związek pomiędzy stanem kultury, jakością języka a “strukturą osobowości” współczesnej cywilizacji. Jaki poziom zdrowia psychicznego społeczeństw, taki język; zatarcie granic psychologicznych - zatarcie znaczenia pojęć.

Ciekawie pisał na podobny temat Bogdan Suchodolski w “Zdrowiu psychicznym” pod red. Kazimierza Dąbrowskiego. W rozdziale “Osobowość i alternatywy cywilizacji” (p. “Kultura a osobowość”, s. 89) napisał jakże znamienne słowa:

Nie ulega też wątpliwości, iż program spontanicznej twórczości i ekspresji, nie zmąconej kulturalną wiedzą, stwarza także poważne niebezpieczeństwa. Są to niebezpieczeństwa swoistego “barbarzyństwa”, które oddzielając jednostkę od dorobku i doświadczeń wieków, prowadzi do egocentrycznego zamknięcia się w sobie aż do granic narcyzmu”.

Jakże prorocze i prawdziwe słowa! Zawsze twierdziłam (nie tylko ja), że lewica, która skupia umysły najbardziej nieprawidłowo ukształtowane, będzie prowadzić cywilizację i kulturę do nieuchronnej DEGRADACJI i ZNISZCZENIA…Dlaczego twierdzę, że lewica? No bo to środowiska lewicowe, nie tylko polskie zresztą, już od dawna (o czym wspominał we wcześniejszej części rozdziału Suchodolski), odpowiedzialne były i są za tzw. współczesne metody wychowawcze, w tym wychowanie bezstresowe, propagowanie fałszywie pojętej wolności, spontaniczności i kreatywności, a tak naprawdę, niosącej chorobliwe rozregulowanie i na poziomie stadium bazgrot, czy schizofrenicznych ekspresji, wytwory człowieka zregresowanego, czyli chorego, niedojrzałego.

Niestety, obawiam się, że nie będzie lepiej, a wręcz JESZCZE GORZEJ (!), skoro środowiska, instytucje, odpowiedzialne za propagowanie kultury, wiedzy m.in. wśród młodych czytelników, zacierają granice swojej dotychczasowej roli i GWAŁCĄ świadomość/ psychikę odbiorców, nie tylko spaczonym i zmanipulowanym językiem werbalnym, ale i językiem prewerbalnym. Językiem, który nie odwołuje się DO ROZUMU, lecz do emocji i podświadomości, a dokładnie do sfery popędowości, czyli najniższych, podkorowych, zwierzęcych struktur mózgowych.

Pytam się, jaki CEL przyświecał księgarni “Empik”, gdy w związku ze zbliżającym się nowym rokiem szkolnym zaczęła rozprowadzać okładki, teczki, kalendarzyki, notesiki, piórniki i inne materiały piśmiennicze dla dzieci i młodzieży z króliczkami i napisami Playboya???!!! Kto za to odpowiada? Komu przyszło do głowy, żeby na siłę wciskać SEKS do głów niedojrzałych jeszcze psychicznie i intelektualnie dzieci, czyli nachalnie stymulować sferę biologiczną/zwierzęcą, a nie intelektualną UCZNIA? To jak to będzie wyglądać na co dzień rzeczywistość szkolna? Uczniowie w mundurkach szkolnych i z teczkami PLAYBOYA pod pachą? Współczuję nauczycielom, współczuję ludziom inteligentnym, którym przyjdzie pracować z rozbudzonymi seksualnie ZWIERZĘTAMI, BUHAJAMI, a nie z rozwijającymi się intelektualnie subtelnymi jednostkami?

Jak z takimi PODKOROWCAMI będzie można prowadzić zajęcia i lekcje z wychowania? Jak docierać do ich intelektu i uczuciowości wyższej? Jak motywować ich do pracy umysłowej i rozwijać Inteligencję Społeczną, czyli m.in. szacunek do drugiej osoby, w tym nauczyciela, rodzica, lekarza, terapeuty i otwierać na debaty civility?

Takie oddziaływania prewerbalne jeszcze bardziej będą zamykać umysły przyszłych inteligentów na komunikację intelektualną, a jedynie otwierać “kanały” tylko tam, gdy będzie mowa o seksie. Będą prowadzone na masową skalę "debaty" w stylu prof. Sadurski, Magdalena Środa i Jerzy Urban, a każdy kto spróbuje się sprzeciwiać, będzie wyzywany od PRYMITYWA i KOŁTUNA! Nawet psycholog, nawet pedagog, czy prawy i ZDROWY publicysta...

Poco więc debatować nt. kary śmierci, skoro ludzie i tak już sami na sobie wymierzają “KARY” ŚMIERCI, choćby na poziomie lokalnym? Najlepszym przykładem jest los 11 - letniej Magdy z Kielc, która Bóg wie za co, została “ukarana” - porwana sprzed domu (dzień przed wyjazdem na kolonie), wywieziona gdzieś hen za miasto i bestialsko zamordowana, los uczennicy z Gdańska, która popełniła samobójstwo, bo molestowali ją na oczach całej klasy, a następnie nagrywali na komórki koledzy z klasy, los nauczycieli, na których napadają ze scyzorykami, czy siekierami, a nawet bronią palną uczniowie?

Najlepiej napuścić “ludzi przeciwko ludziom”, odwołując się do wszelkich atawizmów, pisać i tworzyć w stylu barbarosso, a problem “kary śmierci” zostanie rozwiązany na Amen…

Słuchajcie i bierzcie przykład z Magdaleny Środy, Kingi Dunin, wielce oświeconego prof. Sadurskiego i Jerzego Urbana. Słuchajcie i naśladujcie. Gdzie tam czytać i dyskutować civility z jakimiś “kołtunami” - redaktorami: Rybińskim, Bronisławem Wildsteinem, czy psychoterapeutami z Laboratorium Psychoedukacji , np. Milską - Wrzosińską*…?

Jednym słowem: zatarcie granic, regres, niedojrzałość, infantylizm, choroba i destrukcja nieuchronnie i wielkimi krokami zmierzają do naszych dzieci ...Niczem kostucha do człowieka na łożu śmierci...Po co więc kłótnie na temat karania śmiercią...?


*P. Milska - Wrzosińska została ponoć posądzona przez Kingę Dunin o utajony homoseksualizm, bo sprzeciwia się adoptowaniu dzieci przez pary homoseksualne…