Przewodniczący Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej dr Pobocha twierdzi, że diagnozę Jarosławowi Kaczyńskiemu można postawić m.in. na podstawie wywiadu środowiskowego, czyli opinii osób, które znają prezesa. A ja się pytam: czyjej opinii? Opinii innych "wariatów"? Tych, którzy zioną nienawiścią i wściekłością wobec Prezesa? Niesiołowskiego? Palikota? Kamińskiego? Joanny Kluzik - Rostkowskiej, która w odwecie za niezaspokojone potrzeby narcystyczne, mści się na Kaczyńskim prawie w każdym wywiadzie? A kto przebada zdrowie psychiczne wytypowanych przez sąd świadków?
Wiadomo np. że przy zaburzeniach osobowości (nie tylko w psychozie), a nawet w nerwicach, istnieje zawsze w mniejszym lub większym stopniu, zniekształcenie procesów percepcji rzeczywistości. Mnie np. uczono, że do plotkowania (np. powielania negatywnych opinii nt. innej osoby) mają skłonności osobowości zaburzone - zależne, z problemami tożsamości; takie osoby gorzej słyszą (czytają) percypowane komunikaty, a następnie mają problemy z prawidłowym ich przetwarzaniem; klasycznym przykładem tego, jak przebiega zjawisko "plotki" jest tzw. "zabawa w głuchy telefon".
I jeszcze jedna zmienna zakłócająca przy tego typu badaniach: psychiatrzy często przeprowadzają wywiad z członkami rodziny chorych, ale z wielu badań wynika jednocześnie, że na ogół cała struktura rodzinna jest zaburzona; pacjent jest tylko najsłabszym ogniwem, swoistym delegatem intrapsychicznych problemów pozostałych osób z najbliższego otocznia. Tak naprawdę to solidnego i długotrwałego leczenia wymagają ci właśnie świadkowie - rodzina osoby, która znalazła się w szpitalu.