06 czerwca 2007

Powtórka z rozrywki, czyli rzecz o "strukturze" i emocjonalności jazzu

Dzisiaj postanowiłam nieco odbiec od tematów "czysto polityczno - społecznych" i poświęcić nieco więcej uwagi samej muzyce. Do podjęcia niniejszego wątku zainspirowały mnie dwie osoby: Piotruś - muzyk, a dokładnie śpiewak - amator, który wciąż szkoli głos pod okiem profesjonalistów oraz Dorota Szwarcman, prowadząca bloga na stronach "Polityki". Autorka, z wykształcenia jest kompozytorką, a ostatnio z tego co mi wiadomo zajmuje się krytyką muzyczną. Większość swoich wpisów poświęca muzyce: pisze m.in. o korzyściach, płynących z jej obcowaniem, czy to w formie percypowania, czy muzykowania.

http://szwarcman.blog.polityka.pl/

Chwała jej za to, że popularyzuje drogą wirtualną tę dziedzinę sztuki. Ale muszę tu wtrącić i swoje przysłowiowe "trzy grosze".

Ostatnio w swych notatkach nawiązała do JAZZU. Odnoszę także wrażenie, że przyznaje mu tę samą wartość i znaczenie, co muzyce artystycznej. I tu zapaliło mi się CZERWONE ŚWIATEŁKO. Dlaczego? Żeby przedstawić własne stanowisko (które notabene nie jest wyłącznie moim), pozwolę sobie wkleić swoją dawną notatkę z Salonu24. Dotyczyła ona bezsensowności włączania muzyki rozrywkowej do tzw. wychowania patriotycznego

A oto ona:

"Ojczyznę kochać trzeba i szanować, ale mądrze, czyli rzecz o jazzie i innej muzyce rozrywkowej i patriotycznym wychowaniu


W dzisiejszym nr. "Dziennika" dowiadujemy się,że w najbliższym czasie, a właściwie to juz od dziś Narodowe Centrum Kultury rozpoczyna promocję akcji "Patriotyzm Jutra", czyli rozpoczyna naukę kochania Ojczyzny. W związku z tym już dziś na billboardach polskich miast zawisną odpowiednie plakaty. W ramach promocji przewidziane są także różnego rodzaju koncerty młodzieżowe, np. hip - hopowe.

Jak podaje Krzysztof Noworytko z Narodowego Centrum Kultury, koordynator projektu: "Twarz nowoczesnego patriotyzmu stworzą ludzie, my im dajemy możliwości, wskazujemy cel, a oni sami wybiorą drogę, jaka ich do tego celu poprowadzi (...). Ideą przewodnią było połączenie tradycji z nowoczesnością, bohaterowie na billboardach mają więc wymiar symboliczny".

Twórcy programu twierdzą, iż do młodych ludzi chcą dotrzeć "nie na lekcji historii, ale np. na hip-hopowym koncercie. Muzyka jest jednym z najbardziej skutecznych sposobów opowiadania o tragicznych kartach polskiej historii. Innym sposobem na dotarcie do młodych ludzi może być komiks."

Niniejszemu pomysłowi przyklaskuje prof. Jadwiga Staniszkis,kolejny dyżurny autorytet - socjolog.Wg niej: "Wykorzystanie kultury masowej jako środka do przekazania głębszych treści może przynieść sukces. Takie metody budzą emocje, a te emocje w pozytywny sposób przeniosą się na symbole narodowe".

A ja jestem odmiennego zdania i twierdzę: "nie tędy droga". A dlaczego? Już wyjaśniam.

Swego czasu wdałam się w podobną dyskusję z Filipem Łobodzińskim, który dzielił się swoimi wrażeniami z udziału w koncercie jazzowym, zorganizowanym przez Muzeum Historii Polski z okazji Święta Niepodległości.Nie byłam na tym koncercie, nie znałam nawet jego programu, ale jeśli w całości składał się z różnego rodzaju kompozycji jazzowych, to mówię,że nie był to dobry pomysł. Chodzi tu o jakość doboru muzyki oraz rodzaju przekazywanych "informacji muzycznych". Czułam tu dysonans, gdyż moim zdaniem dobór "treści muzycznych" i ich znaczenie oraz wpływ na odbiorcę nie był adekwatny.

Od razu wyjaśniam, lubię od czasu do czasu posłuchać jazzu, dobrej muzyki rozrywkowej, ale dobrze jest znać jej "głębsze znaczenie" oraz jaki ona ma wpływ na słuchacza (...).

Oczywiście, wielu z Was, na pewno spotkało się z twierdzeniem,że muzyka wpływa na emocje, uczucia, a i na reakcje fizjologiczne odbiorcy. Często w terapii muzyką, a zwłaszcza w pierwszym jej etapie zaleca się tzw. metodę ISO, czyli tak jak homeopatii, oddziaływanie "podobnym na podobne". W muzykoterapii ma to służyć nawiązaniu kontaktu z klientem, jego otwarciu, nakłonieniu do głębszej rozmowy. Jednym słowem terapeuta ma posługiwać się podobnym językiem do języka swego podopiecznego.Ale czy w związku z tym ma posługiwać się wulgaryzmami, czy wrzeszczeć: "Róbta co chceta!"? Owszem, kiedyś takie stanowisko było bardzo popularne, ale najnowsze obserwacje przeczą tym zasadom, więc stanowisko zmodyfikowano. Widać,że jeszcze jest ono mało znane szerszym rzeszom obywateli, stąd niektórzy z nich zamiast mądrze i roztropnie podchodzić do oddziaływania "sztuką", nieświadomie wpływają na pogłębianie się istniejącej już "boleści" (pojęcie zaczerpnięte od Cejrowskiego).

Zgadzam się, że jazz stanowił swoisty symbol "wolności" także dla Polaków, lecz znając jego głębsze znaczenie,może okazać się, że nie pasuje ten gatunek muzyczny do wspomnianego rodzaju imprez, czy akcji. Jestem w stanie zaakceptować ew. jakieś jego elementy z odpowiednio przetworzonymi motywami innych znanych kompozycji o charakterze patriotycznym, czy polskiej muzyki ludowej np. na zakończenie koncertu.

Zgodnie z tym, co podają muzykolodzy,
muzyka jazzowa zaliczana jest do gat. muzyki rozrywkowej, a nie artystycznej. Nawet najlepsza, najwyższych lotów, nie zawiera w sobie takiego bogactwa treści, informacji semantycznych, jak artystyczna.Wg psychologów muzyki, ta druga odwołuje się do uczuciowości wyższej i do tej grupy uczuć zaliczany jest także patriotyzm. Muzyka rozrywkowa zaś dociera do niższych sfer osobowości, głównie do sfery popędowości, więc ze względu na jej strukturę informacyjną i oddziaływanie nie powinna mieć miejsca (przynajmniej w nadmiarze) w zbiorowych imprezach o charakterze patriotycznym.

Na podstawie wielu lat obserwacji i badań, prowadzonych w czołowych polskich placówkach naukowo - leczniczych specjaliści doszli do WNIOSKÓW,iż muzyka jazzowa nie jest zdrową muzyką, nie ma pozytywnego wpływu na odbiorcę, a w każdym razie, docierając do głębszych struktur jego osobowości, na dłuższą metę , będzie działać na nią dezintegrująco, a nie konstruktywnie . To rozumienie wywodzi się z myślenia psychoanalitycznego - jazz tworzony i wykonywany był głównie w środowiskach, które powszechnie w psychologii i psychiatrii nie uznaje się za zdrowe, czyli w środowiskach, gdzie dużo jest uzależnień, a więc nie ma autentycznej wolności. W środowiskach, które znane są z zadymionych dymem nikotynowym lokali, gdzie często sięga się po alkohol,a może i inne używki. Jak więc może być zdrową muzyka, która pochodzi od człowieka, który ma umysł uzależniony?

Chodzi tu także o samą strukturę kompozycji jazzowych, gdzie "granice" formy muzycznej są pozacierane, tak jak granice psychologiczne u osobowości zależnej, bądź neurotycznej o cechach zależności. Wśród psychologów muzyki uważa się,że w knajpach jazzowych gromadzą się głównie osoby o skłonnościach do zapadania na depresje (przyp. ze są różne postaci depresji), nerwice, skłonne do uzależnień. Tak więc eksponiowanie takiej muzyki w ramach wychowania patriotycznego jest niczym innym, jak programowaniem umysłów na szeroko rozumianą ZALEŻNOŚĆ, na depresje, nałogi, czy różnego typu zaburzenia osobowości, a w każdym razie zaburzenia zachowania. Muszę się przyznać,że zaskoczyły mnie te informacje i teraz na słowo jazz zaczyna mi się zapalać czerwone światełko :))

A jeszcze gorzej jest z tymi, co uwielbiaja muzykę operetkową -tzw. muzykę opisującą półświatek :) Ciekawa jestem, co na to Bogusław Kaczyński ?


Podobnie należy rozumieć znaczenie i oddziaływanie muzyki hip - hopowej, która jak wiemy, tworzona jest przez tzw. środowiska z marginesu społecznego, gdzie największe patologie właśnie tam można spotkać.


Apeluję więc do wszystkich twórców imprez, czy programów wychowania patriotycznego - NIE ODWOŁUJCIE SIĘ DO DYŻURNYCH PSEUDOEKSPERTÓW - socjologów, typu Jadwiga Staniszkis, lecz do warszawskich muzykologów/muzykoterapeutów, do których po nauki przyjeżdżają nawet ludzie z zagranicy i wiedzą dobrze, co "w trawie piszczy"!

MIŁEJ LEKTURY:))

P.S.1

Ach, zapomniałabym dodać,że jestem przeciwna również używania tego rodzaju muzyki w przyciąganiu młodzieży polskiej przez środowiska kościelne! TO NIC DOBREGO NIE WRÓŻY!

P.S.2

A'propos muzyki jazzowej. Proponuję przeprowadzić wśród znajomych, taki miniteścik - "Powiedz, jakiej słuchasz muzyki, a powiem ci kim jesteś"; który z nich jest namiętnym słuchaczem jazzu i jednocześnie namiętnie sięga po używki, np. po papierosy:))

P.S.3

Propozycja do samodzielnej diagnozy:

skoro wg psychoanalityków muzyka jazzowa, ale i inne gatunki muzyki rozrywkowej kojarzone są z nałogami, np. nikotynowymi i uruchamianiem niskiej popędowości płciowej, a dodatkowo papieros - ze względu na jego kształty - utożsamiany jest męskim "fallusem",to jakich efektów wychowania patriotycznego można w przyszłości spodziewać się wśród młodziezy polskiej 'programowanej' muzyką hip-hopową, li jazzową?"


TWARZ NOWOCZESNEGO PATRIOTYZMU...




6 komentarzy:

Geralt pisze...

Upijam się przy Milesie Davisie i jestem palaczem ;) Uwielbiam Jazz za jego dekadencki nastrój i w pełni zgadzam się z Twoja tezą.

Venissa pisze...

No widzisz; trza coś z tym zrobić, bo to uzależnienie może oznaczać także uzależnienie od netu, polityki, czy ludzi; musimy coś z tym zrobić :)))
Pozdr

Geralt pisze...

jestem uzależniony od netu polityki i ludzi, co zrobic?

Anonimowy pisze...

Jeśli czujesz się uzależniony od czegoś lub kogoś, to trzeba z tym uzależnieniem zerwać:))Bo to szkodzi zdrowiu...

A jak jest głębiej zakorzenione, to trzeba poddać się psychoterapii :) Ale czytając Twoje komentarze polityczne odnoszę wrażenie,że przeważa w Tobie ZDROWIE:)

Venissa

Actonik pisze...

zapisałem się na psychoanalizę w salonie24 i nic! Mam czekać?

maria pisze...

To prawda! Jazz,hip-hop i im podobne muzyczne substytuty, odwołujące się do Id są jak heroina żrąca umysł i ciało. Prawie 5 lat trwała moja psychoterapia zanim wyzwoliłam się ze stanów depresyjnych i uzależnienia od papierosów i chorobliwego słuchania jazzu. Pomysleć, że w tym wszystkim tkwił nierozwiązany kompleks Edypa. Swoją drogą, jestem ciekawa czy kobiety często przeżywają brak penisa jako doznaną szkodę? Czy wiele kobiet (tak jak ja) usiłują jej zaprzeczyć, skompensować ją lub jakoś naprawić?