To hasło powinno być mottem przewodnim wszystkich felietonistów wszystkich gazet polskich i nie tylko polskich.
Niedojrzałe społeczeństwo polskie od pewnego czasu, można rzec - czasów III RP, jest karmione systematycznie antybajkami. Prawdziwe bajki coraz częściej wypierane są w kinach, telewizji, wypożyczalniach video, internecie, komputerach przez tzw. antybajki, które kodują podświadomość młodych odbiorców fałszywymi skryptami. Młodzi Polacy, o nieukształtowanych umysłach, bezkrytycznie nasiąkają niczem gąbki, niezroumiałymi dla nich desygnatami, które niosą ze sobą zło, brzydotę, destrukcję i autodstrukcję. Desygnaty te, niczem miecze, brutalnie docierają do popędowości człeka. Nie dziwi więc, że coraz więcej w szkołach przemocy i agresji, depresji i zabijania. Nie dziwi więc, że na dziennikarzy wyrastają jednostki ułomne, okaleczone i ograbione, które swymi skryptami przemocy bombardują pokolenia dalsze. Nie dziwi więc, że bliźsi młodym ludziom są politycy PO, którzy nie potrafią nawiązać komunikacji z tą częścią świata, która hołduje tradycyjnym wartościom w tradycyjnych bajkach. Wolą patrzeć na "ładnie" opakowane ZŁO, identyfikować się z więźniami, wypuszczanymi pomimo ciężkich przewinień na wolność, łączyć zło z pięknem, być kuszonym destrukcją i autodestrukcją "pięknej" pani i pana z nożem, sztyletem i krwią na ciele, niż dziewczynką z zapałkami, która może nie jest medialna, ale niesie NADZIEJĘ, NADZIEJĘ dla każdego Polaka. Bez wyjątku...
Antybajki nie integrują człowieka od wewnątrz, ani z światem przeżyć zewnętrznych. Antybajki nie łączą ze sobą ludzi, lecz dzielą. Więc włóżmy między bajki, "bajki" Tuska i Barbaro,a dokarmiajmy człeka bajką Andersena.
Bajki prawdziwe, bajki szlachetne, to balsam na duszę zregresowanego Polaka. Leczmy więc bajką, a nie antybajką, a demokracja zajrzy pod strzechy nasze. Happy and w stylu amerykańskim, to nie antybajka, to rzeczywistość -rzeczywistość w świecie demokratycznym...
W trakcie dzisiejszego kongresu PiS, prezes Jarosław Kaczyński zapowiedział m.in.:
"PiS będzie walczył o demokrację i wolność słowa - Musimy po pierwsze utrzymać te osoby, które nam zawierzyły, a to jest wielka liczba ludzi - stwierdził Kaczyński odnosząc się do zadań dla partii na najbliższy czas. - Ale musimy również zabiegać o tych, którzy nie głosowali na nas. Poza tym PiS musi walczyć o demokrację i w Polsce i o wolność słowa, która jest zagrożona - dodał były premier. Prezes PiS dodał również, że partia zwróci się ku ludziom młodym, więcej uwagi poświęcać na działanie w internecie i nowych mediach, poza tym zwróci się do inteligencji, która wbrew ogólnemu stereotypowi, w znacznej części już popiera Prawo i Sprawiedliwość."
I oto właśnie chodzi! Partia Kaczyńskiego powinna wyjść z czymś atrakcyjnym do ludzi młodych. Tym czymś może być m.in. OTWARCIE się na komunikację w internecie. Mam tylko cichą nadzieję, że PO nie wprowadzi do internetu cenzury, by pokrzyżować plany Kaczyńskim. Ostatnie wypowiedzi żony Tuska brzmiały zbyt niepokojąco, gdy twierdziła, że: "- Jest mnóstwo agresji skierowanej przeciwko mnie i mojej rodzinie. Ta agresja brzmi jak pogróżki - mówi Małgorzata Tusk, żona premiera.". Raczej mi wyglądało, jakby to z jej strony były pogróżki...
Co do tego, że PiS znalazło jeszcze większe poparcie wśród inteligencji nie mam najmniejszych wątpliwości, znając dotychczasowe preferencje polityczne osób z mojego kręgu...
Już od dawna towarzyszy mi przeświadczenie (po przestudiowaniu wielu definicji zdrowia WHO), że zdrowie nosi w sobie cechy prawicowości. Dlaczego? Bo zdrowy człowiek ma poczucie własnej tożsamości, a ta z kolei uwarunkowana jest świadomością swej przeszłości. Prawdziwie zdrowy, czy zbliżający się ku zdrowiu człowiek, nie odcina się od swej historii, akceptuje ją, nie uważa jej za anachroniczną, lecz sięga po nią, zmierza się z nią, jak z najwyższym DOBREM, by czerpać z niej źródeł samoświadomości TERAZ. Prawdziwie zdrowy człowiek nie boi się zanurzać w oceanie swej podświadomości, czyli przeszłości. Nie szuka “gwałtownie (…) uchwytów pozwalających utrzymać się na powierzchni chaosu zjawisk”, lecz nurkuje czasem do niej, by lepiej zrozumieć co ma miejsce dzisiaj.
Sztuka “harmonijnej syntezy interesów partykularnych” będzie możliwa wówczas, gdy nie będziemy odcinać się od własnych potrzeb,własnych korzeni, lecz zdobędziemy świadomość, że “JA, to JA, a Ty to Ty” i że prawdziwie kochać, to kochać jak samego siebie, czyli mieć na uwadze także i potrzeby własne.
Och, żona Tuska i Pitera czują się zagrożone, bo pewnie wstrętni, niebezpieczni, pełni nienawiści wyborcy PiS-u wypełzną spod komputerów i targną się na kobiet życie.
"Super Express": - Jest mnóstwo agresji skierowanej przeciwko mnie i mojej rodzinie. Ta agresja brzmi jak pogróżki - mówi Małgorzata Tusk, żona premiera. Nie poprosiła jednak o dodatkową ochronę.
Małgorzata Tusk cały czas mieszka w Sopocie. Ostatnie dni nie są dla niej łatwe. Mówiąc o swoim strachu wspomina zaznacza, że już ją straszono - pisze "Super Express".
- W internecie jest mnóstwo agresji skierowanej przeciw nam: mnie i mojej rodzinie. Ta agresja brzmi jak pogróżki.
Eksperci, rozważając trop podpalacza-szaleńca uważają , że może on w ten sposób rozładowywać agresję. Widząc dobre auto, postanawia ukarać właściciela, bo ten jest zamożny. Dziennik przypomina, że w sprawie auta minister Pitery pod uwagę brany jest także wątek zemsty za działalność antykorupcyjną. Jak dowiedziało się "Życie Warszawy", śledczy rozmawiają także z osobami związanymi z półświatkiem, by dowiedzieć, kto mógł dostać ewentualne zlecenie na podpalenie samochodu minister.
"Cud mniemany czyli Krakowiacy i górale", to tytuł opery komicznej, z librettem Wojciecha Bogusławskiego, opisującym historię miłości krakowiaka Stacha i Basi, córki młynarza. Ojciec "młynarzówny" obiecał jej rękę góralowi Bryndasowi. Gdy miało dojść do bitwy w lesie między żądnymi zemsty, przybyłymi na krypach góralami, a krakowiakami chcącymi odbić zagarnięte bydło, do akcji wkroczył student Bardos. Sprawił on "cud", rażąc górali prądem i doprowadził zwaśnione strony do zgody.
Stał się cud, chciałoby się rzec po przeczytaniu i skonfrontowaniu się z opiniami dwóch psychologów, reprezentujących biegunowe preferencje polityczne: z opinią nieciszącego się moją zbytnią sympatią psychologa społecznego - eksperta od "diagnozy społecznej" - prof. Janusza Czapińskiego oraz opinią Heli z kurnej chaty, psycholożki i jednocześnie prawicowej blogerki, prowadzącej zapiski w Salonie24. Oto, co się okazuje: cała trójka (czyli łącznie ze mną) przewiduje czarny scenariusz dla rządów Tuska.
Prof. Czapiński: "Przewiduję dla PO dość czarny scenariusz. Kryzys zacznie się od służby zdrowia", Hela z kurnej chaty: "Cud jest zjawiskiem nadprzyrodzonym, możliwym tylko wtedy, gdy ludzie się modlą. Zaufanie zaś można budować wyłącznie na prawdzie i w bliskich życzliwych relacjach.Warto postawić obecnemu Szefowi Rządu pytanie, które dwa tysiące lat temu zadała Maryja Aniołowi Gabrielowi podczas Zwiastowania: jak to się stanie?", a ja pisałam: "Dojście do władzy Tuska uważam za katastrofalne dla naszego kraju, czarno widzę przyszłość Polski i wielu uczciwych Polaków, którzy liczyli, że we własnej ojczyźnie zaznają wreszcie spokoju, poczują się BEZPIECZNIEJ, zaczną żyć na wyższym poziomie, niż to miało miejsce za czasów PRL-u, czy skorumpowanej III RP." W swojej diagnozie, "Pozytywne emocje Donalda Tuska", napisanej dla "Rzeczpospolitej" J. Czapiński stwierdził: "Optymistyczne hasła Donalda Tuska o rządach miłości, o wzajemnym zaufaniu, radości, cudzie, uwalnianiu energii Polaków i ogólnym optymizmie narodowym doskonale sprawdziły się w kampanii wyborczej, i być może będą się sprawdzać jeszcze przez kilka miesięcy. Ale do czasu. A ściślej rzecz ujmując – do momentu, gdy zderzą się z odmienną rzeczywistością.Jeśli Polacy – mam na myśli duże grupy społeczne, głównie pracowników budżetówki – którzy otrzymali obietnicę emocjonalnego wzlotu, nie doczekają się jej spełnienia, to wtedy wszystkie te miłe i sympatyczne hasła staną się dla nich puste."
Dalej profesor stara się ustalić przyczynę tego, dlaczego tak wielu Polaków dało sie nabrać na chwytliwe słodkie słówka Tuska w kampanii wyborczej: "Można się oczywiście zastanawiać, dlaczego Polacy z taką łatwością uwierzyli w nieco banalne obietnice Donalda Tuska. Odpowiedź wydaje się jednak prosta. Hasła te świetnie wpasowały się w aktualny stan ducha Polaków i stały się dowodem na to, że ten rząd jest blisko ludzi. Porusza bowiem kwestie bliskie przeciętnemu Polakowi. Wartości tym hasłom dodała końcówka rządów Prawa i Sprawiedliwości, która charakteryzowała się pomnikową wręcz podniosłością. Nieustanne odwoływanie się do takiego trochę męczeńskiego rodzaju patriotyzmu, zbyt mało poczucia humoru i brak elementów życzliwości wobec innych znużyły wyborców. Kiedy zatem do władzy doszedł Donald Tusk, który już na wejściu obiecał likwidację nazbyt patetycznej atmosfery i zapowiedział, że odtąd wszyscy będziemy życzliwi i pozytywnie nastawieni do świata, to znacznej części społeczeństwa – tej, która, jak wynika z badań „Diagnozy społecznej 2007”, czuje się zadowolona z życia – taka zmiana wydała się czymś pożądanym."
Z powyższego tekstu wyraźnie widać, że autor dostrzegł już wcześniej, na jakiej zasadzie odbywała się dotychczasowa kampania przeważającej części mediów przed zbliżającymi sie wyborami - zasadzie kontrastu. Zresztą chyba autor sam jest wyćwiczony w tego typu technikach manipulacyjnych, skoro napisał w tonie zbliżonym do PO-wskiej kampanii: "Wartości tym hasłom dodała końcówka rządów Prawa i Sprawiedliwości, która charakteryzowała się pomnikową wręcz podniosłością. Nieustanne odwoływanie się do takiego trochę męczeńskiego rodzaju patriotyzmu, zbyt mało poczucia humoru i brak elementów życzliwości wobec innych znużyły wyborców."
Ja oczywiście z tą ostatnią częścią tekstu nie zgadzam się, gdyż jak już pisałam u Heli z kurnej chaty, uważam, iż PR, stosowany przez partię Tuska oraz będące na jego usługach media, opierał sie na zasadzie kontrastu, polegającej na tym, iż: "Tusk z de Barbaro cały czas pracowali nad tym, żeby sztucznie wywoływać podział w społeczeństwie i go utrwalać, oraz pracowali nad tym, żeby grać na lękach społeczeństwa, roztaczając wokół Kaczyńskiego obraz POTWORA. Później ni stąd, ni zowąd zaczął mówić o DOBRU, MIłOŚCI, POKOJU I CUDACH. A ostatnio słowami Chlebowskiego mówi, iż: prezes PiS Jarosław Kaczyński wciąż ma "problemy emocjonalne". To jest język miłości? A ostatnie zagrywki Tuska wobec prezydenta, to nastawienie na komunikację, współpracę i realizację wspólnych celów? To wciąż socjotechniczne podkreślanie różnić przez odwołanie się do kontrastu : Tusk jest super, Kaczyński - POTWOREM, TYRANEM."
Hela odpowiedziała: "To o czym teraz napisałaś jest określane jako gra skryptami pozytywnymi i negatywnymi. Bardzo ostatnio modna technika w kampaniach wyborczych oraz budowaniu dobrego i złego pijaru różnych polityków.Manipulowaniem zajmują się nie tylko psychologowie społeczni, ale i specjaliści z innych dziedzin. Oczywiście, że jest to działanie nieetyczne. Niestety, obecnie zarzut, że coś jest niemoralne nie spotyka się z należytym zrozumieniem, ale jest przeważnie ośmieszany lub kwalifikowany jako fundamentalistyczny. Jako dobre jest oceniane wyłącznie to, co przynosi spodziewane wyniki."
Dalej Czapiński pisze: "Nawiasem mówiąc, język i hasła używane przez Donalda Tuska pochodzą z repertuaru modnego ostatnio kierunku zwanego psychologią pozytywną, wedle której w dużym uproszczeniu zdrowie to nie tylko brak choroby. Można nie chorować, a być bardziej lub mniej zdrowym, bardziej lub mniej szczęśliwym. Zgodnie z tą teorią rząd Jarosława Kaczyńskiego skupiał się wyłącznie na zwalczaniu słabości i patologii, podczas gdy gabinet Tuska odwołuje się przede wszystkim do pozytywnych emocji, choć nie rezygnuje z walki ze słabościami. To dwie skrajnie odmienne filozofie. Polacy zaś przekroczyli już pewien poziom krzywdy i patologii, czują się coraz lepiej i są coraz bardziej zadowoleni, lecz nadal chcą to poczucie wzmacniać. Obietnica, że nie tylko będziemy zwalczać zło, ale także chcemy inwestować w dobro, jest więc obietnicą, która do tych oczekiwań pasuje."
Hela te chwyty opisała następująco: "Badania z dziedziny marketingu politycznego ujawniają, iż Polacy w trakcie wyborów kierują się bardziej emocjami niż rozsądkiem. Okazuje się, że ciepły wizerunek polityka lub nawet kobiece łzy mają większy wpływ na ostateczny wynik kampanii niż realna koncepcja rządzenia państwem. Mimo nieustannych medialnych debat o polityce, przeciętny obywatel niewiele wie na temat istotnych dla kraju wydarzeń. Winę za ten stan rzeczy ponoszą przede wszystkim politycy. Szczególnie ci, którzy przemawiają w taki sposób, by każdy mógł zinterpretować ich słowa po swojemu. Wolność wypowiedzi łączy się tutaj z wolnością rozumienia czegokolwiek się chce - oto szczyt demokratycznej dyplomacji (...)! Premier, który zapewnia, że jego rząd doprowadzi do nastania czasu miłości, cudu i zaufania, musi mieć świadomość, że jego program dotyczy sfery uczuć i relacji. Te obietnice chwytają za serce i niewątpliwie prowokują do oddania głosu." A co ja na to? Ależ proszę bardzo: "Tajemnica oddziaływania Tuska i jego doradczyni Natalii de Barbaro tkwi w tym, że premier ma przyjmować taki rodzaj ekspresji, który charakterystyczny jest dla impresjonizmu w sztuce, czy technik projekcyjnych z plamami atramentowymi. Wiadomo bowiem, iż słabo zarysowana kreska, zatarcie konturów figury, niejednoznaczny i mglisty komunikat (w tym werbalny), bardzo uruchamia wyobraźnię,która z kolei jest odzwierciedleniem jego osobowości,uczuć, emocji oraz jego potrzeb. Ponadto nadawany desygnat, zawarty w przekazie werbalnym, może być nacechowany emocjami, tak jak sama muzyka jest przekaźnikiem nastrojów, która porusza emocje, zwłaszcza te nieuświadomione. Oczywiście, tak jak jakość poruszonych nastrojów istnieje w ścisłej korelacji z nastrojowością i strukturą muzyki, tak również stopień emocjonalności odbioru jest w ścisłym związku z jakością znaczeń, zawartych w mowie. Słowa, nacechowane uczuciowością i emocjonalnością będą uruchamiać te sfery psychiki odbiorcy, o których mowa powyżej. W przypadku 3 - godzinnej przemowy Tuska,ale i wcześniejszych mów w czasie kampanii przedwyborczych, mamy do czynienia z taką ogromną i nieregularną plamą atramentową, w której brak jest konkretów, czyli wyraźnej kreski w postaci programu, natomiast mnóstwo znaczeń o zabarwieniu emocjonalnym. Czego więc można spodziewać się u odbiorcy? Uruchomienia samych uczuć, emocji i niezaspokojonych potrzeb. Stąd też decyzje wyborców nie były podyktowane precyzyjną analizą, syntezą i uogólnianiem, tylko właśnie silnym impulsem emocjonalnym. Warto jednak zwrócić uwagę, że jak każdy wytwór człowieka jest nacechowany projekcją wnętrza i potrzeb jego wykonawcy, tak i słowa Tuska wiele mówią o nim samym. Częste odwoływanie się do uczuć, miłości, cudów itd. itp. może sugerować, że sam Tusk nosi w sobie niezaspokojoną w dzieciństwie potrzebę miłości, rwie się do władzy, niczem do piersi karmiącej matki. Niedokarmiony i niedożywiony w dzieciństwie, wygłodniały i z niskim poczuciem wartości, szuka jej potwierdzenia w walce o tekę premiera i w walce o prezydenturę. Człowiek dokarmiony właściwie za młodu potrafi się nasycić od razu tym co ma, Tuskowi natomiast wciąż mało i jeszcze mało. Wyborcy o podobnej strukturze osobowości do Tuska, będą więc wyjątkowo wrażliwi i podatni na jego przekaz. Zawiera on bowiem te same "desygnaty", które sami w sobie noszą. Jednym słowem, Tusk mówi językiem podświadomości własnej i podświadomości mu podobnych."
Ciekawie to dopełniła Hela :): "Do Twoich psychologicznych analiz dodałabym jeszcze tą, że zwykle wszelcy "cudotwórcy" i "szamani" podporządkowują sobie ludzi poprzez odwoływanie się do sił i mocy, nad którymi zwykły człowiek nie panuje. Oni zaś z racji swojej wyjątkowości mają do tych tajemnic dostęp."
No i cóż z tą obietnicą Tuska cudnego? Prof.Czapiński, podobnie jak Hela pyta się: "Pytanie tylko: czy zostanie spełniona?". Po czym dodaje: "W tej kwestii jestem jednak pesymistą. Przewiduję dla Platformy dość czarny scenariusz, który zacznie się realizować w najbliższym półroczu. A im dalej, tym będzie gorzej. Myślę, że kryzys rozpocznie się od służby zdrowia i strajków lekarzy, czego już zresztą mamy sygnały. Minister zdrowia Ewa Kopacz nawet gdyby była dobrym negocjatorem – a takim nie jest – nie dojdzie do porozumienia z lekarzami, którzy tak wiele razy sparzyli się na pustych obietnicach, że teraz oczekują konkretnych, pisemnych deklaracji. To lekarze zatem mogą być pierwszą barierą na drodze ku powszechnej szczęśliwości obiecanej przez rząd. Za lekarzami pójdą zaś kolejne grupy, w pierwszym rzędzie nauczyciele, ale także kolejarze i górnicy.Prawdą jest, że pozytywny język Donalda Tuska dobrze działa, a być może nadal będzie działać na tych Polaków, którzy dobrze sobie radzą w życiu i niczego od państwa nie potrzebują. To, że tak wielu ludzi, w tym bardzo młodych, głosowało na Platformę, nie wynikało z ich wygórowanych oczekiwań płacowych związanych z rządami PO.Oni chcieli po prostu zmiany atmosfery w kraju. To się stało. Jeden cud już się dopełnił. "
W końcówce, co do motywów poparcia dla PO przez młodzież nie był niestety do końca profesor szczery, bo z moich obserwacji oraz doświadczeń moich znajomych wynika, że: "bardzo dużo jest jeszcze zależności w naszym społeczeństwie (uleganie autorytetom) oraz systematycznie spadający IQ, zwłaszcza wśród młodych ludzi, co kiedyś udowodniła w ramach swojej pracy dr moja znajoma - psycholożka - jakiś czas temu (bad. wyk. już po wprowadzeniu do szkolnictwa reformy Handkego).
Bardzo ważne są tu słowa dopowiadające Heli: "Zgadzam się, że J. Kaczyński był programowo przedstawiany jako tyran. To jednak pokazuje jeszcze jedno zjawisko, na którym bazują niemal wszyscy specjaliści od propagandy. Polega ono na tym, że ludzie (wyborcy) nie sprawdzają informacji, które do nich docierają i (lub) nie poddają ich krytycznej analizie. Wynika to najczęściej z: 1) uleganiu autorytetom, 2) uleganiu społecznemu dowodowi słuszności, c) lenistwa poznawczego."
Na zakończenie swojej diagnozy społecznej profesor przewiduje: "Nie zmienia to jednak faktu, że na ich nastroje będzie wpływać ogólny nastrój, a także niezadowolenie innych dużych grup społecznych, na przykład pielęgniarek, lekarzy czy nauczycieli. Bo gdy zostanie zburzony powszechny spokój w Polsce, odbije się to na stanie ducha wszystkich. A wiadomo, że gdy zaczyna iść źle, to człowiek zaczyna popełniać coraz więcej błędów, i wtedy także ten rząd ujawni swoje gorsze oblicze. Zacznie się potykać, pokaże sporą dozę nieumiejętności rządzenia i nieustępliwości.To z kolei wywoła zmianę nastawienia zarówno wewnątrz rządu, jak i wewnątrz Platformy. Wówczas młodzi wyborcy zobaczą swoich bohaterów w bitwie, która zwycięstwa nie rokuje. Przede wszystkim zaś zobaczą inne, niż oczekiwali, zachowania czy decyzje swoich bohaterów. Wtedy dla PiS zacznie się czas odrabiania strat."
I oby się stało!
Do akcji wkroczył "student Bardos" i rażąc nas prądem, czyli dwa krańcowe obozy światka psychologicznego i doń pokrewnego, doprowadził "zwaśnione strony" do zgody .
Cud się wydarzył z nadejściem Tuska Wielkiego! Polacy zamiast Barbaro Natalii, zaczęli słuchać Bogusławskiego...*
*Szczególne znaczenie w twórczości Bogusławskiego odgrywa opera komiczna z muzyką J. Stefaniego pt.Krakowiacy i górale, powstała w latach 1793-1794, ponoć z inicjatywy spisku, poprzedzającego powstanie kościuszkowskie.Sam autor,w roku 1794 należał do sprzysiężenia kościuszkowskiego; wystawienieKrakowiaków i górali1 marca odegrało ważną rolę agitacyjną.
Cerebrologia, to nauka zajmująca się badaniem struktury i funkcji mózgu. To dział nauki, który często nieznany szerokim rzeszom czytelników, może stanowić istotne narzędzie w wyznaczaniu dalszego kierunku rozwoju cywilizacji ludzkiej. Wielu wybitnych myślicieli - różnych dziedzin, m.in. medycyny, psychoanalizy, psychologii eksperymentalnej, estetyki, filozofii - działających i tworzących na przełomie XIX i XX w., ale i w późniejszych czasach, na podstawie obserwacji ówczesnego życia polityczno - społecznego, oraz analizy szeroko pojętych wytworów kultury ludzkiej, przepowiadało, a wręcz przestrzegało ludzkość przed upadkiem kultury i zbliżającą się apokalipsą nie tylko Europy, ale i całego świata. Jeśli różne osobistości, posiadające istotny wpływ na kształtowanie się obrazu życia politycznego, społecznego, gospodarczego, czy kulturalnego własnych krajów nic nie zrobią w kierunku, by zatrzymać postępujący proces upadających norm moralnych swych społeczności, jeśli nic nie uczynią, by powstrzymać narastające w nich tendencje destrukcyjne i autodestrukcyjne, to świat będzie zmierzać do samounicestwienia.
Zmarły w 1955 r. hiszpański filozof Ortega y Gasset, znany ze swoich postępowych idei, w swojej pracy pt." Bunt mas" pisał, że "Europa nie wierzy już w żadne moralne normy. Współczesny człowiek przyswaja sobie dopiero co kształtującą się moralność, której istotą jest pragnienie życia bez skrępowania jakimikolwiek więzami. Wszyscy chcą mieć wszelkie prawa bez żadnego obowiązku".
Z kolei Albert Schweitzer w pracy pt. "Z mojego życia i moich rozmyślań" zauważył, że: "kultura upada, jeśli postęp umysłowy i techniczny nie idzie w parze z rozwojem etycznym jednostek i społeczeństwa". W dalszych rozważaniach wysuwał on koncepcję, że "sposób myślenia współczesnego człowieka ulega wypaczeniu, gdyż duch dzisiejszych czasów pragnie na wszelki możliwy sposób zdyskredytować indywidualną myśl. Zorganizowane ugrupowania religijne, ugrupowania społeczne itp. zmierzają ku temu, by jednostka bezkrytycznie przyjmowała gotowe sądy, stępiające zdolność samodzielnego myślenia. Dlatego dzisiejszy człowiek traci zaufanie do własnej myśli. Jest zniewolony naporem intelektualnych opinii. Jego bierność, niedowład umysłowy i powstałą w ten sposób apatię pogłębia jeszcze nacisk ogromu narastającej z każdym dniem wiedzy o świecie, której nie jest w stanie opanować".
Wielu współczesnych psychologów, a zwłaszcza psychoanalityków, którzy swoja wiedzę opierają na bazie nauki, jaką jest cerebrologia, zwraca uwagę na związek pomiędzy aktywnością człowieka, jego myślami, poglądami, reprezentowanym systemem wartości, czynami, decyzjami a strukturą osobowości. Jakie wnętrze "myśliciela", takie postrzeganie świata, rzeczy i zjawisk i takie ich oceny. Pozacierane granice psychologiczne = pozacierane granice w rozróznianiu tego co dobre, a co złe, to tendencje do relatywizacji.
Na korelacje pomiędzy stanem umysłu a działalnością człowieka i historią ludzkości wskazywał wielokrotnie wybitny lekarz prof. Julian Aleksandrowicz. W zbiorowej pracy pod red. K. Dąbrowskiego "Zdrowie psychiczne",w rozdziale "Cerebrologia" autor wielokrotnie zwracał uwagę na aspekt znaczenia stanu zdrowia umysłu jednostki na kształtowanie losów społeczeństw i wyznaczanie standardów etycznych. Z pozycji lekarza, który sam przeżył tragedie II Wojny Swiatowej, starał się drogą naukową wyjaśnić istotę wszelkich wojen i nierówności na świecie, ale i także przewidywać przyszłe losy globu, porzytaczając przy tym własne koncepcje zapobiegania kolejnym, szeroko pojętym tragediom.
J. Aleksandrowicz pisał:
"Sytuacja rodzaju ludzkiego we współczesnej nam epoce, znamienna nieszczęśliwością, jest- jak uważa wielu uczonych- wyzwalana pierwotnie przepaściami ekonomicznymi, a wtórnie chorobami bądź to z głodu materiałów energetycznych, bądź czynników warunkujących homeostazę organizmu (jak np. witaminy i biopierwiastki). Życie jednak dowodzi, że niepowodzenia nasze są wynikiem nieprawidłowości istniejących w kręgu intelektualnym i emocjonalnym, a więc czynności mózgu (...). Wydaje mi się, że ogromna większość trudności politycznych, społecznych i ekonomicznych, a także zdrowotnych ma swoje źródła w zaburzeniach sprawnego myślenia i działania jednostek, jak i grup ludzi, zaburzeniach, które są spowodowane wypaczoną strukturą i funkcją mózgu (...)".
Jako specjalista wykazywał, iż: "od struktury i funkcji mózgu zależy proces myślenia, mówienia i działania, a więc zdrowy rozsądek, rozum, mądrość zarówno jednostki, jak i populacji. Rozum decyduje o zachwianiu funkcjonalnej równowagi, czyli homeostazy, nie tylko jednostki, lecz także społeczności globalnej(...). Każde uszkodzenie struktury mózgu przetwarza prawdę w fałsz, piękno w brzydotę, dobro w zło, a więc czynniki, które wiodą do uszkodzenia osób, tj. ogniw, powodując przerwanie łańcucha filogenetycznego i jego zniszczenie".
Niestety politycy nic nie czynią, aby przeciwdziałać zatruciom środowiska, które niszczy toksynami mózgi swych obywateli, nie zapobiegają dostatecznie temu, by nie przyjmowali oni niszczących i zmieniających strukturę substancji mózgu, trujących używek (p. alkohol,. narkotyki, nikotyna), nie dbają o czystość środowiska psychospołecznego swoich społeczności, nie dbają o ich zdrowie, a więc ich kondycję nie tylko psychosomatyczną, ale i duchową. Jak Aleksandrowicz zauważył: "Dziś odbiegliśmy od definicji zdrowia, którą urzeczywistnić mogli wyłącznie ludzie żyjący w czystym środowisku Morza Egejskiego i Hellady, gdzie idee Platona ujęte w sacrum: "prawda - piękno - dobro" urzeczywistniali u swoich pacjentów najwięksi filozofowie i lekarze epoki: Arystoteles i Hipokrates.Współcześnie żyjemy w świecie antynomii platońskiej, bo w triadzie - "fałsz - brzydota - zło". Aby wybrnąć z tej sytuacji, grożącej ludzkości samounicestwieniem, potrzebna jest filozofia podobna do tej, która panowała w okresie Ojca Medycyny, lecz unowocześniona przez osiągnięcia rewolucji naukowo - technicznej. "
Przyszłość, a zarazem nadzieję Aleksandrowicz widzi w cerebrologii: "Gdy cerebrologia jako interdyscyplinarna specjalność integrująca różne dziedziny nauk biologicznych, lekarskich, humanistyczno - etycznych i estetycznych oraz fizyczno - chemicznych, stanie się oddzielną dyscypliną naukową, której nauczanie będzie obowiązywać wszystkie kierunki uniwersyteckie, wejdziemy prawdopodobnie w nową fazę rozwoju ludzkości. Może zostanie stworzony międzynarodowy system kontrolno - pomiarowy określający stopień deformacji mózgu na skutek zanieczyszczenia środowiska - również i psychospołecznego. Pozwoli to zapewne lepiej niż dotąd monitorować zaburzenia ekologicznej struktury biosfery, by zrodzone z niej ogniwa troficznego łańcucha człowieka zapewniały prawidłową strukturę i funkcję jego mózgu. Wydaje się, że wówczas dopiero powstaną realne możliwości wyprowadzenia ludzkości z kryzysu etycznego, który stanowi oczywistą cerebropatię.
Jej wyrazem są ludobójcze wojny, obozy zagłady, kidnaperstwo i terroryzm oraz przeznaczanie przez ludzi ogromnych sum pieniędzy na maszyny służące masowemu zabijaniu ludzi, sum które by mogły uwolnić globalną społeczność od głodu, chorób i przedwczesnych zgonów.
Doktryną nadającą kierunek rozwoju cerebrologii jest teza, że "największym skarbem narodów świata są mózgi dzieci".
Muszę przyznać, iż prof. Aleksandrowicz już dawno przekonał mnie do nauki, jaką jest cerebrologia. Ślady moich zainteresowań widać prawie w każdym moim poście. Nawiązując więc do słów profesora oraz uwzględniając codzienne obserwacje naszej polskiej rzeczywistości, jak i wydarzeń ulokowanych w pozostałej części Europy, nasuwa się wniosek, iż cerebrologia, mogłaby zajmować nadrzędny szczebel w hierarchii wszystkich nauk. Badając stan umysłów ludzkich, stanowiłaby zarazem swoisty wzorzec z Sèvres, który pozwoliłby ocenić stan zdrowia umysłów całych populacji i określić jednoznacznie, czy ich wytwory są wynikiem prawidłowego przetwarzania danych wejściowych, czy zakłóconego na skutek uszkodzeń, bądź innych dysfunkcji struktury substancji szarej. Pozwoliłaby przewidywać, prognozować w jakim kierunku zmierza cywilizacja, czy promowana przez różne kręgi i środowiska filozofia życia zbliża się, czy oddala od platońskiej koncepcji zdrowia. Czy jednostka zaczyna relatywizować, czy może porządkować i strukturyzować swoje myśli. Czy zaczyna chorować i niszczyć zdrowie i szczęście innych, czy może zbliża się ku ZDROWIU i uniwersalnemu szczęściu. Czy mamy do czynienia z regresem i rozpadem, czy może progresją cywilizacji..
Inteligencja i naukowość argumentów prof. Juliana Aleksandrowicza oraz głęboki humanizm jego myśli po dziś dzień wywierają na mnie przemożne wrażenie. Jest więc on dla mnie bardziej autorytetem (zarówno w aspekcie naukowym, jak i moralnym) w rozróżnianiu takich pojęć, jak dobro, prawda i piękno, niż prof. Adam Michnik, prof. Bronisław Geremek, czy prof. Wojcich Sadurski, ktorzy...UWAGA, UWAGA (!) nie skąpią sobie różnych używek...W świetle więc nauki, jaką jest cerebrologia, na wartość ich wytworów myślowych nie ma co zwracać najmniejszej uwagi...
P.S.
Z OSTATNIEJ CHWILI!!!
SENSACYJNE ODKRYCIE BADACZA KULTUR! Oto, co donosi znany antropolog i niezależny bloger zarazem, szacowny Unicorn:
"W skrócie WA. Nie mylić z WWA
Nowe rządy i nowi, starzy ludzie oznaczają powrót do kultu autorytetów. Autorytetów mniej lub bardziej nadmuchanych, o ego wielkości kalafiora...
Kult WA jest kultem rozpowszechnionym w społecznościach o rozrośniętym kciuku i uznającym szkła (mogą być i kontaktowe...) za wyznacznik inteligencji. Kwestia JAKIE szkła i co w środku jest tematem na inną opowieść z krainy mroku.
W ramach kultu należy złożyć ofiarę Wielkiemu Guru. Wielki Guru zjada tylko dobrze przyprawione dziewice polane sosem słodko- kwaśnym.
Ofiary są składane raz w miesiącu w porze suchej. Przygotowuje się specjalny dywan na powitanie Wielkiego Gościa, po czym ceremonia nabiera tempa i kolorów.
Najwyższy kapłan sekty WA, z reguły werbowany spośród obiektywnych i niezależnych dziennikarzy ( w grę wchodzi tylko Polityka i Wyborcza ) intonuje pieśń czarującą gawiedź domagającą się krwawego widowiska.
Kulminacyjnym momentem ceremonii jest rytualne jedzenie mózgu ofiary...
Wypada dodać, że w bardziej prymitywnych kulturach zjedzono by mózgi wymienionych autorytetów
Na szczęście żyjemy w kraju postępowym, w którym każde najgorsze zboczenie tudzież "humanistyczny ciąg ku wieczności" znajdą swoich obrońców.
International Cerebral Society informuje, że niniejszy przypadek zostanie poddany dogłębnej, interdyscyplinarnej analizie przez szacowne grono Towarzystwa Cerebrologicznego. Jednocześnie ogłaszam Szanownego Unicorn'a - antropolga kultur i niezależnego blogera w jednym - honorowym członkiem niniejszego towarzystwa. Serdecznie też zachęcam pozostałych badaczy kultur oraz innych zjawisk ziemskiego globu, do przyłączenia się do szeroko zakrojonego projektu interdyscyplinarnych badań cerebrologicznych nad kondycją umysłu współczesnego yntelygenta!
Dwie wypowiedzi dwóch osób publicznych skłoniły mnie do napisania nowego posta, a mianowicie: dzisiejsza wypowiedź szefa klubu parlamentarnego PO Zbigniewa Chlebowskiego oraz wpis blogowy Bronisława Wildsteina .
Bronisław Wildstein w swym ostatnim wpisie uczynił m.in. dygresję odnośnie natury miłości, jaką w swej polityce wyraża wraz kolegami Donald Tusk wobec Polaków. Autor zauważył:
“Trudno się dziwić, że Donald Tusk wykorzystuje podniecenie, jakie budzi w dziennikarzach płci obojga. Trudno mieć do niego pretensję, że pławi się w bachanaliach miłości powszechnej. Miłość ta ma jednak w sobie coś perwersyjnego, gdyż w medialnym wydaniu odbywa się na zwłokach IV RP, a każdy jej akt wiąże się z wbijaniem kolejnego kołka w, okazuje się, nie tak martwego nieboszczyka”.
Z kolei z dzisiejszych wiadomości dowiadujemy się, jaki ma zwyczaj wyrażania miłości poseł Chlebowski. Swe uczucie do Jarosława Kaczyńskiego wyraził w następujący sposób: " prezes PiS Jarosław Kaczyński nie wyleczył się z "traumy powyborczej" i wciąż ma "problemy emocjonalne".
Co do tego, że Chlebowski swoimi wypowiedziami dostarcza dla specjalistów bogaty materiał diagnostyczny, nie ma najmniejszych wątpliwości. Że mamy tu do czynienia nie tyle z przypadkiem etykietyzowania przez człowieka pozbawionego dobrych manier, co z klasycznym przypadkiem rzutowania własnych, nieuświadomionych emocji polityka na "obiekt", jakim jest Jarosław Kaczyńskich. O prawdzie Chlebowskiego nie może być mowy, bo toż zwykły człowiek, który nic wspólnego z psychologią kliniczną i etyką zawodu psychologa nie ma wspólnego.
Biada jednak politykom, gdy wśród odbiorców ich wypowiedzi rzeczywiście znajdą się specjaliści i potrafią ocenić nie tylko wypowiedź, ale i na jej podstawie strukturę osobowości nadawcy komunikatu. Jeszcze gorzej, gdy i oni dysponują środkami masowego przekazu, a przy ich użyciu dzielą się swoimi uwagami...
Jaki jest więc obraz miłości deklarowanej przez Tuska i jego towarzyszy? Idąc dalej za wątkiem poruszonym przez Bronisława Wildsteina, nasuwa się wniosek, iż perwersja Tuska przejawia się nie tylko w tym, że wbija kołki w nie tak martwego nieboszczyka, lecz przede wszystkim w tym, że jest wynikiem braku ukształtowanej tożsamościu premiera. Ponieważ polityk utożsamia się z obojgiem płci, to podniecenie wywołują u niego zarówno kobiety, jak mężczyźni. Stąd podświadomie prowokuje podniecenie u dziennikarzy - kobiet i dziennikarzy - mężczyzn.
Przedstawiony wyżej fragmentaryczny wycinek* osobowości Tuska jest przyczyną nie tylko takich, a nie innych jego reakcji na dziennikarzy płci obojga i reakcji tychże dziennikarzy na jego reakcje, ale także perwersyjnej formy wyrażania miłości do obywateli polskich w ogóle. Miłość i nienawiść, słodycz i zadawanie bólu widoczne na pierwszym planie w wyrażaniu siebie Tuska może być wyrazem jego neurotycznej walki dwóch obecnych w nim przeciwstawnych tendencji, czyli wyrazem ambiwalencji i ambitendecji. Widoczna tu jest szczególna podwójność, dwoistość, rozdwojenie, a nawet i rozszczepienie: Tusk kocha i nienawidzi zarazem (zwracam uwagę na symboliczną podwójność "obiektu", na który kieruje swoje uczucia polityk - bracia bliźniacy...). Swą miłość wyraża, zadając ból i cierpienie.
Taki człowiek zaspokojenia doznaje dopiero wówczas, gdy pochłonie w całości obiekt swojego pożądania, gdy całkowicie nim zawładnie i podporządkuje sobie. Tylko wtedy poczuje się bezpiecznie w tej perwersyjnej miłości. I pomyśleć, że polityk wszystko to czyni pod wpływem lęku, nierozładowanej agresji, niezaspokojonych potrzeb seksualnych (z obojgiem płci) oraz nieskończonej potrzeby władzy absolutnej.
P.S.
PODSUMOWANIE, czyli przykłady dwoistości w zachowaniach Tuska:
utożsamianie się z obojgiem płci
wywoływanie zachwytu i pożądania u dziennikarzy obojga płci
męskość agresji werbalnej i miękkość kobiety - lalki
deklarowanie miłości do obywateli, a zarazem zadawanie im bólu
podwójny obiekt miłości - dziennikarze - kobiety i dziennikarze - mężczyźni
podwójny obiekt rzutowania nienawiści - bracia bliźniacy
* DLA JASNOŚCI: używając języka klinicysty, jest to zaledwie tzw. diagnoza cząstkowa, która stanowi wycinek diagnozy całościowej, stawianej pacjentowi pod koniec I etapu terapii, tj. przed dokonaniem reparacji struktury JA diagnozowanego
Moi Drodzy, wielu z Was zaprotestowało, gdy zapoznało się z moimi wnioskami, dotyczącymi tego, kto głosował na polityków PO. Padły zarzuty, że zbyt uogólniam, że przytaczam krzywdzące dla zwolenników PO oceny.
Moi Drodzy, ja nie mam żadnych wątpliwości, że na Tuska głosowała większa, bądź mniejsza hołota i chamstwo. Mało tego, jak okazuje się, tę zalewającą nasze społeczeństwo łobuzerię, prostactwo i chamstwo można dostrzec nie tylko wśród więźniów, rzezimieszków, złodziei, przestępców seksualnych, czy morderców, wspierających w trakcie ostatnich wyborach DONALDA TUSKA, ale także wśród tzw. młodej, dobrze wykształconej (?), postępowej, otwartej na świat i na ludzi młodzieży, wśród biznesmenów, dziennikarzy, psychologów, socjologów, lekarzy, prawników i różnego autoramentu „artystów”, profesorków itd. itp. Wszyscy, bez względu na zajmowany status społeczny mają jedną wspólną cechę, a mianowicie podobnie ukształtowaną strukturę osobowości, system norm i wyznawanych wartości. Stopień i natężenie dysfunkcji natury psychologiczno – społecznej może być różny, ale istnieje i uwarunkowany jest niewłaściwymi oddziaływaniami wychowawczymi rodziców, nauczycieli, a potem tzw. autorytetów, choćby takich, jak Bartoszewski, Wałęsa, Tusk, Niesiołowski itp.
Zalewające chamstwo nasze życie publiczne szczególnie było wyraźne wśród polityków dotychczasowej opozycji politycznej oraz wspierających ją dziennikarzy i wszystkich tych, którzy się z nimi IDENTYFIKOWALI SIĘ i na nich głosowali… Bo czyż inteligentny, kulturalny i dobrze wychowany człowiek, pochodzący z dobrego domu będzie głosował na polityków - CHAMÓW? Czy kulturalnym ludziom będzie podobać się zachowanie Tuska wobec Kaczyńskich? Chyba tylko pozbawiony rozumu i krytycyzmu człowiek tego nie dostrzega i dalej nazywa kulturalnym i opanowanym emocjonalnie tegoż polityka. Z takim przykładem można było zapoznać się całkiem niedawno w Rzeczpospolitej, gdzie niezwykle wnikliwe i prawdziwie „obiektywne” portrety psychologiczne Tuska i Kaczyńskiego odmalowała pewna pani dr politologii z Uniwersytetu Warszawskiego (cha, cha, a co politolog ma wspólnego ze specjalnością psychologa? Ta pani nie miała żadnych zahamowań, by bawić się w drugiego Santorskiego; dziwiło mnie tylko bardzo, dlaczego redakcja Rzepy zgodziła się opublikować tak dyletanckie teksty?). O tym, że w samych superlatywach wypowiadała się o Tusku, a w Kaczyńskim upatrywała się samym patologii CUN, chyba nikt nie ma wątpliwości. Jako osoba zbliżona swą profesją do psychologów, pragnę zaznaczyć, że za tak nędznie i tendencyjnie przeprowadzone oceny osobowości obu polityków wystawiłabym tej pani dr DWÓJĘ.
Swój do swego ciągnie i żadne tu tytuły, czy dyplomy nie decydują o tym, czy ktoś jest chamem, czy nim nie jest, czy jest potencjalnym przestępcą, czy nim na razie nie jest, ale nosi w sobie ukryte zalążki zachowań asocjalnych.
Na zakończenie proponuję sobie poczytać wypowiedzi Marka Konrata oraz szarych obserwatorów nt. zalewającej Polskę fali hołoty!
Marek Konrat:znany aktor dla dziennika
2007-10-24 23:41 Aktualizacja: 2007-10-25 10:00
Kondrat:Mam dość wszechobecnego chamstwa
Inteligent ma w życiu krzywo i pod górę. Dziś odczuwam to nieporównanie silniej niż kilkanaście i kilkadziesiąt lat temu. Być może dlatego, że wraz z upływającym czasem moja pogoda ducha jest mniejsza i drażni mnie więcej spraw niż kiedyś. Ale także dlatego, że codziennie muszę zmierzyć się z zalewającą nas falą chamstwa - pisze w DZIENNIKU znany aktor, Marek Kondrat. Chamstwo, tak jak ja je rozumiem, to brak pewnych ludzkich cech. Chamem jest więc ten, kto jakby nie dostrzega innych wokół siebie; widzi jedynie koniec swojego nosa i swoją doraźną potrzebę. I w dążeniu do jej zaspokojenia nie waha się krzywdzić innych, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Czy można mu czynić z tego zarzut? Wątpię, skoro jego kondycja wynika z niedostatku ludzkiego wychowania. Należy go raczej traktować jako poszkodowanego, któremu odebrano szansę nabycia ogłady i kindersztuby. Czy jednak trzeba go z tej przyczyny promować?Dopóki telewizja nie była tak agresywna jak teraz, ludzie chamscy mieli jakąś świadomość swojej ułomności. Z telewizji dowiadywali się, że są na świecie tacy, którzy zachowują się inaczej, mówią inaczej i o innych sprawach. To mogło budzić szacunek i chęć dorównania wyższym standardom. Dziś jednak telewizja daje szansę zaistnienia ludziom bez wrażliwości, talentu i ogłady. To na nich i dla nich buduje się wszelkiej maści reality show, dając tym samym sygnał: jesteś świetny, taki jaki jesteś; bądź na luzie, nie zważaj na zasady. To się świetnie sprzedaje i utwierdza ludzi w przekonaniu, że wystarczy być byle kim i byle jak, by być sławnym.Oglądalność wzrasta. Chamstwo rośnie w siłę. Jest jak niekontrolowana torpeda, która z hukiem przecina ciche dotąd jezioro, tylko dlatego że jest potężna. Rzeczywistość dała jej prawo postawić własne zachcianki nad potrzebami wszystkich innych. Jest uwolniona. Całe nieszczęście człowieka wrażliwego, który wbrew zniechęceniu w kółko usiłuje dociec swego miejsca na ziemi, polega na bezradności wobec tej torpedy. Jego wrażliwość w konfrontacji z tamtą usłyszy tylko: a chcesz w ryj? Odpowiedzi brak. Brak narzędzi i broni. Z potyczki chamstwa z wrażliwością ta ostatnia wychodzi pokonana.Te potyczki, których nie da się uniknąć, bywają całkiem namacalne. Na co dzień przeżywam fizyczny kontakt z chamstwem, kiedy w miejscu publicznym ktoś mnie przesuwa, dotyka, popycha w dążeniu do swego celu. W „Dniu świra” mój bohater spotyka kobietę, która w sklepie popycha go koszykiem, bo chce coś zobaczyć na ladzie. Adaś Miauczyński jest na jej drodze jedynie przeszkodą, więc "spypopycha" go palcem.Tego chamstwa jest pełno wszędzie i bardzo mnie ono przygnębia. Mam poczucie, że przeważa wokół mnie. To przewaga siły, na którą ja nie mam siły. Sam czuję się człowiekiem, który dostrzega innych ludzi. Mam w sobie gen, który każe mi przebywać wśród bliźnich zgodnie z pewnymi zasadami. Jeśli jednak po drugiej stronie nie widzę wzajemności poszanowania tych zasad, mam dojmujące poczucie obcowania z chamem.Państwa demokratyczne, do których aspirujemy, wykształciły rodzaj demokratycznej hierarchii. Schemat zasad, który powoduje, że każdy mniej więcej zna swoje miejsce. Dojrzałe demokracje potrafią bronić tego schematu, nawet jeśli muszą sięgnąć po przemoc. Od czasu do czasu napotykają kryzys: zdarzają się krwawe rozruchy, zwłaszcza w dzielnicach biedoty czy zamieszkałych przez ludność napływową. Dochodzi do gwałtu na prawach ustanowionych przez właścicieli tej ziemi. Ale są to chwilowe zmarszczki na powierzchni. Demokracja umie się obronić i w głębi pozostaje ta sama, z niezachwianą hierarchią.W Polsce wciąż nie mam poczucia, że jesteśmy demokracją uporządkowaną. Na razie jestem tu świadkiem zupełnie przerażającej siły chamstwa, wobec której czuję się bezbronny. Po raz pierwszy w życiu zupełnie zatraciłem poczucie idei i wspólnoty, do której niegdyś należałem: wspólnoty ludzkich spraw, obywatelskich, społecznych wartości. Po raz pierwszy poszedłem do wyborów z makiawelicznym planem głosowania na "nie", bez nadziei na "tak". Bardzo źle to znoszę. I u podłoża tego zjawiska leży chamstwo właśnie.Jego eskalacją napawa się telewizja, która siedem dni w tygodniu przekazuje nam treści pozbawione treści; słowa pozbawione znaczeń; tym bardziej rozdmuchane, im głośniejsze; tym głośniejsze, im bardziej nadmuchane. Ja rozumiem państwo jako coś, co ma nam przynieść ulgę w istnieniu - tylko tyle. Spowodować, by łatwiej było przejść te 80 lat, które mamy do przeżycia. Jednak kolejni cyniczni gracze chcą nas przekonać, że oni wiedzą jak żyć i powiedzą nam, co robić; bo są dobrzy i uczciwi. A potem jadą na brydża rządową limuzyną i do czwartej rano każą w niej czekać rządowemu kierowcy, jakby nie stać ich było na taksówkę. To też jest chamstwo, okropne chamstwo.Nawet jeślibym chciał się stąd wyrwać i zamieszkać gdzieś, gdzie więcej jest słońca, łagodniejszy klimat i temperatura życia nieco przyjemniejsza, to wiem, że nie zdołam. Mam w sobie skazę tej ziemi. Dziwnej ziemi, w której wciąż jakiś duch skrzydlaty wkłada wszystkim w usta słowa pełne godności, honoru i patriotyzmu. Lecz kiedy ów duch zaśnie zapity pod płotem, do głosu dochodzi ciało: chropawe, niedomyte, z brudem za paznokciami. Nie przestaje powoływać się na ducha. Zaczyna rozprawiać o patriotyzmie i honorze. A ja bardzo nie lubię takich rozmów, poruszają sprawy intymne jak życie seksualne. To nie są tematy do wódki i zakąski. One są podskórne i dosercowe. Nie można ich wypluwać przez usta pełne kiełbasy, bo to jest chamstwo właśnie.
Wypowiedź forumowicza:
Chamstwo na górze!Intencje tekstu p. Marka Kondrata nie są tak do końca czytelne, ale w gruncie rzeczy zgadzam się z nim niemal w stu procentach. Nie wiem, czy trafnie odczytuję jego myśli, ale mam wrażenie, chyba podobnie jak on, iż jednym z głównych dzis rozsadników chamstwa są polskie telewizje, zwłaszcza komercyjne. Groźne, bo one różne przejawy chamstwa nobilitują, a ich żurnaliści wręcz domagają się chamstwa od tych, z którymi rozmawiają. Kiedyś chamstwo było domeną ciemniactwa i marginesu, dziś - odnoszę wrażenie - jest domeną wielu osób wykształconych, a zwłaszcza polityków różnej maści, także tych z najwyższej półki. To przecież głównie politycy PO (tak, bardziej niż owi nieudacznicy z Samoobrony) wprowadzili do języka polityki chamstwo i to chamstwo było powszechnie tolerowane, akceptowane, ba - stało się "trendy". Chamstwo - bo adresowane peronalnie, w przeciwieństwie do kompletnie niewłaściwych, ale skierowanych anonimowo: "wykształciuchów" czy "zomo". Sami Państwo odpowiedzcie sobie, czy Niesiołowski ze swoim językiem inwektyw powinien znaleźć miejsce w przyzwoitym salonie, w gronie ludzie, którzy mają pretensje, aby utrzymywać jakis poziom? Przecież to był poziom językowego hultajstwa. Ale Niesiołowski to nie przysłowiowy szewc, ale poseł. Ale czy stanowisko posła do czegoś dzis zobowiązuje? A czy język Tuska, Komorowskiego czy Kutza był (jest) inny? Wcale się, o dziwo, nie zmienił. Dziś słyszę, że "elegancki" Komorowski nie mówi o Fotydze, że nie ma racji, tylko, że plecie dyrdymały. Kutz w TVN 24 (także dziś) po rozmowie Gosiewskiego ze Zdrojewskim mówi (mając na myśli Gosiewskiego) o "bełkotnikach" z PiS. Czy taki ma być oficjalno-telewizyjny język senatora, a teraz posła? (Nota bene Zdrojewski przy swoich wymienionych wyżej kolegach z PO wypada jak hrabia przy lokajach). A więc chamstwo kwitnie na górze, chamstwo od dwóch lat - nade wszystko w wykonaniu polskich, pożal się Boże, polityków - chamstwo, które jest upubliczniane i ma być wykładnikiem wysokiego poziomu i europejskich standardów. Żaden jeszcze dziennikarz telewizyjny nie zwrócił nigdy uwagi politykowi (z jakiejkolwiek opcji), że na wizji zachowuje się niewłaściwie, że obraża innych, że obniża przyjęte standardy. GWARANTUJĘ, ŻE DWIE-TRZY TAKIE UWAGI POD ADRESEM POLITYKÓW WYPOWIEDZIANE NA WIZJI, A WIĘC ZAWSTYDZENIE CHAMÓW NA OCZACH CAŁEJ POLSKI, SKUTKOWAŁOBY WNET ZACHOWANIAMI POPRAWNYMI. DLACZEGO TEGO NIE CZYNICIE, ZURANLIŚCI?! Partie polityczne to firmy, którym z konieczności oddajemy "rząd dusz". Coraz częściej mam wrażenie, że to firmy szewców (mentalnych i językowych), pomimo pozorów ogłady i kompetencji.
Dawno nie zabierałam głosu, bo różne okoliczności życiowe nie sprzyjały moim blogowym ekspresjom. Znajomi dobrze wiedzą dlaczego, więc nie będę tego szerzej wyjaśniać... Najwyższy jednak czas, by w końcu podzielić się refleksajmi nt. ostatnich wydarzeń politycznych, jakie miały miejsce w naszym kraju - p. wyniki wyborów.
Nie ukrywam, że bardzo czuję się nimi zawiedziona. Dojście do władzy Tuska uważam za katastrofalne dla naszego kraju, czarno widzę przyszłość Polski i wielu uczciwych Polaków, którzy liczyli, że we własnej ojczyźnie zaznają wreszcie spokoju, poczują się BEZPIECZNIEJ, zaczną żyć na wyższym poziomie, niż to miało miejsce za czasów PRL-u, czy skorumpowanej III RP. Jeśli ktoś łudzi się, że za rządów PO będzie lepiej, to jest w wielkim błędzie! Do władz dostały się jednostki, co tu dużo mówić - PATOLOGICZNE i ASPOŁECZNE (p. awanturnictwo, CHAMSTWO, PROSTACTWO i obsesje wykształciucha Tuska, który dobrze znany jest z braku elementarnych manier i ogłady w stosunkach międzyludzkich, który nie potrafi zachowywać się stosownie do okoliczności, zachować dystansu i należytego szacunku wobec stojących od niego wyżej w hierarchii społecznej osób). Mało tego, wybrane zostały przez równie, a może jeszcze bardziej patologiczne środowiska. Oto czego dowiadujemy się z ostatnich wiadomości onetu:
Głosowanie zakończone! PAP, PU / 23.10.2007 14:53
W więzieniach PiS pod progiem wyborczym
76,2 proc. osadzonych w aresztach i zakładach karnych w całym kraju zagłosowało na PO, a 7,6 proc. na LiD; PiS z wynikiem 2,8 proc. znalazło się pod progiem wyborczym - podała rzeczniczka Centralnego Zarządu Służby Więziennej Luiza Sałapa. Uprawnionych do głosowania w zamkniętych obwodach więziennych było 87 447 osób. Zagłosowało 61 688 uprawnionych, czyli 70,5 proc.Najwyższe poparcie wśród więźniów uzyskała PO (76,2 proc.) na którą zagłosowało 46 978 osób. Na LiD zagłosowało 7,6 proc. uprawnionych, czyli 4679 osób. Tylko te dwie partie przekroczyły próg wyborczy.Poniżej niego znalazło się PiS, które poparło 1711 aresztowanych i skazanych (2,8 proc.), Samoobronę 1372 osób (2,2 proc.). Polska Partia Pracy uzyskała 1,5 proc. poparcia w więziennych komisjach wyborczych, a Liga Prawicy Rzeczypospolitej - 1,4 proc.W aresztach śledczych i zakładach karnych służba więzienna przygotowała 160 obwodowych komisji wyborczych. Większość z ponad 89 tysięcy osadzonych ma prawo głosować (...).
Ot, wyszło szydło z worka! Wiadomo, jacy ludzie, jakie środowiska, jakie warstwy społeczne głosowały na PO. Swój do swego ciągnie! Teraz tylko patrzeć, jak opustoszeją wszystkie więzienia i zaczną się LIBERALNE zwyczaje. Libacje, kradzieże, dewastacje majątku narodowego będzie można uraczyć wszędzie i gdzie się da, a pan Tusk wraz z jego świtą przy każdej nowej ustawie z nieukrywaną radością będą wznosić toasty "Mordo ty moja"!