04 grudnia 2007

"Cud mniemany...?"

"Cud mniemany czyli Krakowiacy i górale", to tytuł opery komicznej, z librettem Wojciecha Bogusławskiego, opisującym historię miłości krakowiaka Stacha i Basi, córki młynarza. Ojciec "młynarzówny" obiecał jej rękę góralowi Bryndasowi. Gdy miało dojść do bitwy w lesie między żądnymi zemsty, przybyłymi na krypach góralami, a krakowiakami chcącymi odbić zagarnięte bydło, do akcji wkroczył student Bardos. Sprawił on "cud", rażąc górali prądem i doprowadził zwaśnione strony do zgody.

Stał się cud, chciałoby się rzec po przeczytaniu i skonfrontowaniu się z opiniami dwóch psychologów, reprezentujących
biegunowe preferencje polityczne: z opinią nieciszącego się moją zbytnią sympatią psychologa społecznego - eksperta od "diagnozy społecznej" - prof. Janusza Czapińskiego oraz opinią Heli z kurnej chaty, psycholożki i jednocześnie prawicowej blogerki, prowadzącej zapiski w Salonie24. Oto, co się okazuje: cała trójka (czyli łącznie ze mną) przewiduje czarny scenariusz dla rządów Tuska.

Prof. Czapiński: "
Przewiduję dla PO dość czarny scenariusz. Kryzys zacznie się od służby zdrowia", Hela z kurnej chaty: "Cud jest zjawiskiem nadprzyrodzonym, możliwym tylko wtedy, gdy ludzie się modlą. Zaufanie zaś można budować wyłącznie na prawdzie i w bliskich życzliwych relacjach.Warto postawić obecnemu Szefowi Rządu pytanie, które dwa tysiące lat temu zadała Maryja Aniołowi Gabrielowi podczas Zwiastowania: jak to się stanie?", a ja pisałam: "Dojście do władzy Tuska uważam za katastrofalne dla naszego kraju, czarno widzę przyszłość Polski i wielu uczciwych Polaków, którzy liczyli, że we własnej ojczyźnie zaznają wreszcie spokoju, poczują się BEZPIECZNIEJ, zaczną żyć na wyższym poziomie, niż to miało miejsce za czasów PRL-u, czy skorumpowanej III RP."

W swojej diagnozie,
"Pozytywne emocje Donalda Tuska", napisanej dla "Rzeczpospolitej" J. Czapiński stwierdził: "Optymistyczne hasła Donalda Tuska o rządach miłości, o wzajemnym zaufaniu, radości, cudzie, uwalnianiu energii Polaków i ogólnym optymizmie narodowym doskonale sprawdziły się w kampanii wyborczej, i być może będą się sprawdzać jeszcze przez kilka miesięcy. Ale do czasu. A ściślej rzecz ujmując – do momentu, gdy zderzą się z odmienną rzeczywistością.Jeśli Polacy – mam na myśli duże grupy społeczne, głównie pracowników budżetówki – którzy otrzymali obietnicę emocjonalnego wzlotu, nie doczekają się jej spełnienia, to wtedy wszystkie te miłe i sympatyczne hasła staną się dla nich puste."

Dalej profesor stara się ustalić przyczynę tego, dlaczego tak wielu Polaków dało sie nabrać na chwytliwe słodkie słówka Tuska w kampanii wyborczej: "Można się oczywiście zastanawiać, dlaczego Polacy z taką łatwością uwierzyli w nieco banalne obietnice Donalda Tuska. Odpowiedź wydaje się jednak prosta. Hasła te świetnie wpasowały się w aktualny stan ducha Polaków i stały się dowodem na to, że ten rząd jest blisko ludzi. Porusza bowiem kwestie bliskie przeciętnemu Polakowi. Wartości tym hasłom dodała końcówka rządów Prawa i Sprawiedliwości, która charakteryzowała się pomnikową wręcz podniosłością. Nieustanne odwoływanie się do takiego trochę męczeńskiego rodzaju patriotyzmu, zbyt mało poczucia humoru i brak elementów życzliwości wobec innych znużyły wyborców. Kiedy zatem do władzy doszedł Donald Tusk, który już na wejściu obiecał likwidację nazbyt patetycznej atmosfery i zapowiedział, że odtąd wszyscy będziemy życzliwi i pozytywnie nastawieni do świata, to znacznej części społeczeństwa – tej, która, jak wynika z badań „Diagnozy społecznej 2007”, czuje się zadowolona z życia – taka zmiana wydała się czymś pożądanym."

Z powyższego tekstu wyraźnie widać, że autor dostrzegł już wcześniej, na jakiej zasadzie odbywała się dotychczasowa kampania przeważającej części mediów przed zbliżającymi sie wyborami - zasadzie kontrastu. Zresztą chyba autor sam jest wyćwiczony w tego typu technikach manipulacyjnych, skoro napisał w tonie zbliżonym do PO-wskiej kampanii: "Wartości tym hasłom dodała końcówka rządów Prawa i Sprawiedliwości, która charakteryzowała się pomnikową wręcz podniosłością. Nieustanne odwoływanie się do takiego trochę męczeńskiego rodzaju patriotyzmu, zbyt mało poczucia humoru i brak elementów życzliwości wobec innych znużyły wyborców."

Ja oczywiście z tą ostatnią częścią tekstu nie zgadzam
się, gdyż jak już pisałam u Heli z kurnej chaty, uważam, iż PR, stosowany przez partię Tuska oraz będące na jego usługach media, opierał sie na zasadzie kontrastu, polegającej na tym, iż: "Tusk z de Barbaro cały czas pracowali nad tym, żeby sztucznie wywoływać podział w społeczeństwie i go utrwalać, oraz pracowali nad tym, żeby grać na lękach społeczeństwa, roztaczając wokół Kaczyńskiego obraz POTWORA. Później ni stąd, ni zowąd zaczął mówić o DOBRU, MIłOŚCI, POKOJU I CUDACH. A ostatnio słowami Chlebowskiego mówi, iż: prezes PiS Jarosław Kaczyński wciąż ma "problemy emocjonalne". To jest język miłości? A ostatnie zagrywki Tuska wobec prezydenta, to nastawienie na komunikację, współpracę i realizację wspólnych celów? To wciąż socjotechniczne podkreślanie różnić przez odwołanie się do kontrastu : Tusk jest super, Kaczyński - POTWOREM, TYRANEM."

Hela odpowiedziała: "To o czym teraz napisałaś jest określane jako gra skryptami pozytywnymi i negatywnymi. Bardzo ostatnio modna technika w kampaniach wyborczych oraz budowaniu dobrego i złego pijaru różnych polityków. Manipulowaniem zajmują się nie tylko psychologowie społeczni, ale i specjaliści z innych dziedzin. Oczywiście, że jest to działanie nieetyczne. Niestety, obecnie zarzut, że coś jest niemoralne nie spotyka się z należytym zrozumieniem, ale jest przeważnie ośmieszany lub kwalifikowany jako fundamentalistyczny. Jako dobre jest oceniane wyłącznie to, co przynosi spodziewane wyniki."

Dalej Czapiński pisze: "Nawiasem mówiąc, język i hasła używane przez Donalda Tuska pochodzą z repertuaru modnego ostatnio kierunku zwanego psychologią pozytywną, wedle której w dużym uproszczeniu zdrowie to nie tylko brak choroby. Można nie chorować, a być bardziej lub mniej zdrowym, bardziej lub mniej szczęśliwym. Zgodnie z tą teorią rząd Jarosława Kaczyńskiego skupiał się wyłącznie na zwalczaniu słabości i patologii, podczas gdy gabinet Tuska odwołuje się przede wszystkim do pozytywnych emocji, choć nie rezygnuje z walki ze słabościami. To dwie skrajnie odmienne filozofie. Polacy zaś przekroczyli już pewien poziom krzywdy i patologii, czują się coraz lepiej i są coraz bardziej zadowoleni, lecz nadal chcą to poczucie wzmacniać. Obietnica, że nie tylko będziemy zwalczać zło, ale także chcemy inwestować w dobro, jest więc obietnicą, która do tych oczekiwań pasuje."

Hela te chwyty opisała następująco: "Badania z dziedziny marketingu politycznego ujawniają, iż Polacy w trakcie wyborów kierują się bardziej emocjami niż rozsądkiem. Okazuje się, że ciepły wizerunek polityka lub nawet kobiece łzy mają większy wpływ na ostateczny wynik kampanii niż realna koncepcja rządzenia państwem. Mimo nieustannych medialnych debat o polityce, przeciętny obywatel niewiele wie na temat istotnych dla kraju wydarzeń. Winę za ten stan rzeczy ponoszą przede wszystkim politycy. Szczególnie ci, którzy przemawiają w taki sposób, by każdy mógł zinterpretować ich słowa po swojemu. Wolność wypowiedzi łączy się tutaj z wolnością rozumienia czegokolwiek się chce - oto szczyt demokratycznej dyplomacji (...)! Premier, który zapewnia, że jego rząd doprowadzi do nastania czasu miłości, cudu i zaufania, musi mieć świadomość, że jego program dotyczy sfery uczuć i relacji. Te obietnice chwytają za serce i niewątpliwie prowokują do oddania głosu."

A co ja na to? Ależ proszę bardzo: "Tajemnica oddziaływania Tuska i jego doradczyni Natalii de Barbaro tkwi w tym, że premier ma przyjmować taki rodzaj ekspresji, który charakterystyczny jest dla impresjonizmu w sztuce, czy technik projekcyjnych z plamami atramentowymi. Wiadomo bowiem, iż słabo zarysowana kreska, zatarcie konturów figury, niejednoznaczny i mglisty komunikat (w tym werbalny), bardzo uruchamia wyobraźnię,która z kolei jest odzwierciedleniem jego osobowości,uczuć, emocji oraz jego potrzeb. Ponadto nadawany desygnat, zawarty w przekazie werbalnym, może być nacechowany emocjami, tak jak sama muzyka jest przekaźnikiem nastrojów, która porusza emocje, zwłaszcza te nieuświadomione. Oczywiście, tak jak jakość poruszonych nastrojów istnieje w ścisłej korelacji z nastrojowością i strukturą muzyki, tak również stopień emocjonalności odbioru jest w ścisłym związku z jakością znaczeń, zawartych w mowie. Słowa, nacechowane uczuciowością i emocjonalnością będą uruchamiać te sfery psychiki odbiorcy, o których mowa powyżej. W przypadku 3 - godzinnej przemowy Tuska,ale i wcześniejszych mów w czasie kampanii przedwyborczych, mamy do czynienia z taką ogromną i nieregularną plamą atramentową, w której brak jest konkretów, czyli wyraźnej kreski w postaci programu, natomiast mnóstwo znaczeń o zabarwieniu emocjonalnym. Czego więc można spodziewać się u odbiorcy? Uruchomienia samych uczuć, emocji i niezaspokojonych potrzeb. Stąd też decyzje wyborców nie były podyktowane precyzyjną analizą, syntezą i uogólnianiem, tylko właśnie silnym impulsem emocjonalnym. Warto jednak zwrócić uwagę, że jak każdy wytwór człowieka jest nacechowany projekcją wnętrza i potrzeb jego wykonawcy, tak i słowa Tuska wiele mówią o nim samym. Częste odwoływanie się do uczuć, miłości, cudów itd. itp. może sugerować, że sam Tusk nosi w sobie niezaspokojoną w dzieciństwie potrzebę miłości, rwie się do władzy, niczem do piersi karmiącej matki. Niedokarmiony i niedożywiony w dzieciństwie, wygłodniały i z niskim poczuciem wartości, szuka jej potwierdzenia w walce o tekę premiera i w walce o prezydenturę. Człowiek dokarmiony właściwie za młodu potrafi się nasycić od razu tym co ma, Tuskowi natomiast wciąż mało i jeszcze mało. Wyborcy o podobnej strukturze osobowości do Tuska, będą więc wyjątkowo wrażliwi i podatni na jego przekaz. Zawiera on bowiem te same "desygnaty", które sami w sobie noszą. Jednym słowem, Tusk mówi językiem podświadomości własnej i podświadomości mu podobnych."

Ciekawie to dopełniła Hela :): "Do Twoich psychologicznych analiz dodałabym jeszcze tą, że zwykle wszelcy "cudotwórcy" i "szamani" podporządkowują sobie ludzi poprzez odwoływanie się do sił i mocy, nad którymi zwykły człowiek nie panuje. Oni zaś z racji swojej wyjątkowości mają do tych tajemnic dostęp."


No i cóż z tą obietnicą Tuska cudnego? Prof.Czapiński, podobnie jak Hela pyta się: "Pytanie tylko: czy zostanie spełniona?". Po czym dodaje: "W tej kwestii jestem jednak pesymistą. Przewiduję dla Platformy dość czarny scenariusz, który zacznie się realizować w najbliższym półroczu. A im dalej, tym będzie gorzej. Myślę, że kryzys rozpocznie się od służby zdrowia i strajków lekarzy, czego już zresztą mamy sygnały. Minister zdrowia Ewa Kopacz nawet gdyby była dobrym negocjatorem – a takim nie jest – nie dojdzie do porozumienia z lekarzami, którzy tak wiele razy sparzyli się na pustych obietnicach, że teraz oczekują konkretnych, pisemnych deklaracji. To lekarze zatem mogą być pierwszą barierą na drodze ku powszechnej szczęśliwości obiecanej przez rząd. Za lekarzami pójdą zaś kolejne grupy, w pierwszym rzędzie nauczyciele, ale także kolejarze i górnicy.Prawdą jest, że pozytywny język Donalda Tuska dobrze działa, a być może nadal będzie działać na tych Polaków, którzy dobrze sobie radzą w życiu i niczego od państwa nie potrzebują. To, że tak wielu ludzi, w tym bardzo młodych, głosowało na Platformę, nie wynikało z ich wygórowanych oczekiwań płacowych związanych z rządami PO.Oni chcieli po prostu zmiany atmosfery w kraju. To się stało. Jeden cud już się dopełnił. "

W końcówce, co do motywów poparcia dla PO przez młodzież nie był niestety do końca profesor szczery, bo z moich obserwacji oraz doświadczeń moich znajomych wynika, że: "bardzo dużo jest jeszcze zależności w naszym społeczeństwie (uleganie autorytetom) oraz systematycznie spadający IQ, zwłaszcza wśród młodych ludzi, co kiedyś udowodniła w ramach swojej pracy dr moja znajoma - psycholożka - jakiś czas temu (bad. wyk. już po wprowadzeniu do szkolnictwa reformy Handkego).

Bardzo ważne są tu słowa dopowiadające Heli: "Zgadzam się, że J. Kaczyński był programowo przedstawiany jako tyran.
To jednak pokazuje jeszcze jedno zjawisko, na którym bazują niemal wszyscy specjaliści od propagandy. Polega ono na tym, że ludzie (wyborcy) nie sprawdzają informacji, które do nich docierają i (lub) nie poddają ich krytycznej analizie.
Wynika to najczęściej z:
1) uleganiu autorytetom,
2) uleganiu społecznemu dowodowi słuszności,
c) lenistwa poznawczego."

Na zakończenie swojej diagnozy społecznej profesor przewiduje: "Nie zmienia to jednak faktu, że na ich nastroje będzie wpływać ogólny nastrój, a także niezadowolenie innych dużych grup społecznych, na przykład pielęgniarek, lekarzy czy nauczycieli. Bo gdy zostanie zburzony powszechny spokój w Polsce, odbije się to na stanie ducha wszystkich. A wiadomo, że gdy zaczyna iść źle, to człowiek zaczyna popełniać coraz więcej błędów, i wtedy także ten rząd ujawni swoje gorsze oblicze. Zacznie się potykać, pokaże sporą dozę nieumiejętności rządzenia i nieustępliwości.To z kolei wywoła zmianę nastawienia zarówno wewnątrz rządu, jak i wewnątrz Platformy. Wówczas młodzi wyborcy zobaczą swoich bohaterów w bitwie, która zwycięstwa nie rokuje. Przede wszystkim zaś zobaczą inne, niż oczekiwali, zachowania czy decyzje swoich bohaterów. Wtedy dla PiS zacznie się czas odrabiania strat."

I oby się stało!

Do akcji wkroczył "student Bardos" i rażąc nas prądem, czyli dwa krańcowe obozy światka psychologicznego i doń pokrewnego, doprowadził "zwaśnione strony" do zgody .

Cud się wydarzył z nadejściem Tuska Wielkiego! Polacy zamiast Barbaro Natalii, zaczęli słuchać Bogusławskiego...*

*Szczególne znaczenie w twórczości Bogusławskiego odgrywa opera komiczna z muzyką J. Stefaniego pt. Krakowiacy i górale, powstała w latach 1793-1794, ponoć z inicjatywy spisku, poprzedzającego powstanie kościuszkowskie. Sam autor,w roku 1794 należał do sprzysiężenia kościuszkowskiego; wystawienie Krakowiaków i górali 1 marca odegrało ważną rolę agitacyjną.


3 komentarze:

Andrzej.A pisze...

Rozumiem, że jest to "rozkład na czynniki pierwsze" tego co jest serwowane w mediach i nie tylko. Szkoda jednakże, że tego typu analiz nie można znaleźć w tychże samych mediach, które karmią ludzi codzienną porcją bełkotu. Ale to wiadomo dlaczego tak jest.
Dobra i potrzebna robota.

Venissa pisze...

Naprawdę Andrzeju? Really? Dzięki

Michał Bąkowski pisze...

Droga Pani,
Czy odeszła Pani w końcu z Salonu? Jeśli tak, to gratuluję. Czytałem te wymiany (zwłaszcza namowy, żeby Pani nie odchodziła) z ciężkim sercem i celowo nie zabierałem głosu, bo niewiele wiem o salonie, ale wiem wystarczająco dużo o cenzurze, żeby Pani pogratulować.
Moje stanowisko w tej kwestii jest tyć paradoksalne, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Otóż wydaje mi się, że właściciele czy też gospodarze salonu mają pełne prawo nie życzyć sobie czegoś i usunąć (bądź raczej prosić o usunięcie!) komentarz, tak jak np. tu na swoim poletku ma Pani pełne prawo usunąć mój komentarz, jeśli się Pani tak spodoba. Natomiast autor ma obowiązek bronić swej niezawisłości i w takiej sytuacji Pani postawa jest jedyną słuszną.
Jeszcze raz, gratulacje!
Co Pani teraz zrobi z tak pięknie wywalczoną wolnością?