05 kwietnia 2008

Wrażliwość na wolność słowa a wyczucie granic

Są granice, których przekraczać nie wolno.

Granice w szeroko rozumianej twórczości, w tym i pisarskiej, li dziennikarskiej, są niezbędne, bo warunkują autentyczny, a przede wszystkim zdrowy jej rozwój. Są źródłem zdrowego myślenia i zdrowego funkcjonowania umysłu.

Ciekawie na temat znaczenia granic wypowiadają się psychologowie sztuki, którzy twierdzą, iż granice w sztuce, czyli pewne kanony, zasady, normy, są potrzebne chociażby po to, by w ogóle mogła uruchomić się wyobraźnia (zdrowa wyobraźnia, a nie jej postać zdeformowana, czy jej brak) i rzeczywista twórczość. Jeśli zatem nie będzie się wyznaczać pewnych wzorów, choćby w "twórczości" pisarskiej, li dziennikarskiej , to nie będzie mowy o pisarstwie profesjonalnym. Brak odpowiednich standardów i liberalne podejście do słowa, daje przyzwolenie na nieustanne naruszanie granic "twórcy", ale i odbiorcy . Zacieranie ich we wzajemnej komunikacji , nie prowadzi do WOLNOŚCI, lecz do anarchii, choroby, chaosu i przemocy.

Dla mnie wrażliwość na wolność słowa to taka, w której występuje wyczucie granic w aspekcie relacyjnym. Gdy daję przyzwolenie na ich łamanie, sprawiam sobie i innym krzywdę. Prawdziwa wrażliwość na wolność słowa jest tam, gdzie jest wrażliwość na słowo i wrażliwość na człowieka...

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Nic dodać, nic ująć. Mam wrażenie, że mamy jedną duszę niepodzielną... Kilunastoletnie próby zacierania wszelkich granic propagowane przez "wyzwolone" media owocują karykaturalnymi nawoływaniami w stylu "róbta co chceta", straszliwym obniżeniem poprzeczki w kulturze , masówką "dna" itd. To już nie jest bajka o "dwóch takich, co ukradli księżyc", to horror o kilkudziesięciu milionach, który ukradziono rozum... karlejemy.
Krisand

Venissa pisze...

Dokładnie tak Krisandzie, dokładnie tak. Pozdrawiam i zapraszam częściej

Neestix pisze...

Cóż. Nie mogę się nie zgodzić z powyższym postem.
Niestety, świat zmierza ku chaosowi. Ale...Może wszystko musi się rozpaść, może musi nastąpić jakiś punkt kulminacyjny, aby możliwe było stworzenie coś nowego, lepszego? W końcu człowiek uczy się na błędach. Zdaje się jednak, że ta nauka nie ma końca. Przecież życie to nie raj i bezustannie coś zmieniamy. Niekoniecznie jednak my, jako istoty ludzkie, zdajemy sobie sprawę z konsekwencji naszych działań na ogólne życie społeczne. I tak tworzymy coś dobrego, burzymy wszystko wkładając w to cząstki zła, a to po raz kolejny próbujemy poukładać to w całość...
Dałeś mi do myślenia tym postem. Dzięki! ;)
Będę tutaj częściej zaglądać, o ile moja, czasem kiepska, pamięć mnie nie zawiedzie ;)

Neestix pisze...

dałaś*
Przepraszam :D