23 lipca 2007

Polemika z Markiem Kęskrawcem

Kilka dni temu niespodziewanie otrzymałam maila od red. Marka Kęskrawca - dziennikarza śledczego z "Newsweeka". Jednym słowem WYŚLEDZIŁ MNIE (!), a dokładnie wyśledził mojego bloga, założonego na niezależnej, zagranicznej platformie blogspot, należącej do kraju, który może poszczycić się jedną z najstarszych, a więc i najbardziej dojrzałych form ustroju demokratycznego (p Stany Zjednoczone). Dotarł do blogu, do którego zagląda niewielu czytelników (miałam takie 100% przeświadczenie, gdy czasami "śledziłam" w ustawieniach bloga liczbę osób odwiedzających mnie w ciągu dnia). Siedzę sobie tu cichutko, skromnie sobie "skrobię", a tu masz! Zawitał do mnie dziennikarz z "Newsweeka"! No, no, nie ma co, mile połechtało to moje EGO:)

Pan Marek wdał się ze mną - skromną blogowiczką, nie mającą nic wspólnego z politykami, czy wszelakiej maści tajnymi służbami śledczymi, ot prowadzącą sobie "codziennie" wirtualny pamiętnik (czasami nawet pisującej w stylu nastoletniej panny) - w polemikę. A właściwie wyraził silne oburzenie w związku z tym, że we wpisie z dnia 17.07.2007 r.: "Jak działa propaganda, czyli współczesna psychuszka" zarzuciłam mu, podobnie zresztą jak dr Murawcowi z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, że wypowiadając się o paranoi obecnie rządzących polityków i zachęcając czytelnika do przeczytania wywiadu z psychiatrą, posługuje się językiem i metodami tygodnika "NIE" Urbana; zarówno pismo Urbana pisało o paranoi Kaczyńskich, jak i tygodnik "Newsweek", jak i pan red. Kęskrawiec w swoim blogu, o chorujących na paranoję politykach, zasiadających obecnie w rządach.

Ale jak okazuje się, nie tylko ja miałam takie skojarzenia. Kolega redakcyjny p. Kęskrawca - Rafał Ziemkiewicz - podobne miał do moich odczucia, z tym że tygodnik "Newsweek" przyrównał do "PRZEGLĄDU".

A oto fragment wypowiedzi red. Ziemkiewicza:

"Panadoktorskie ględołki

(...) W ten poniedziałek także "Newsweka" kupiłem, między innymi zyskując w ten sposób okazję do przeczytania wywiadu z dr Sławomirem Murawcem, psychiatrą. Doktor stwierdza, że wielu polityków to osobowości niedojrzałe, co pewnie jest prawdą - dzisiejsza cywilizacja, cpo najmniej od czasów "kontrkultury" wielbi i hołubi niedojrzałość, więc czemu akurat politycy mieli by być wyjątkiem. Tym, co naprawdę cenne, są panadoktorowe definicje choroby psychicznej. Paranoik na przykład to człowiek, który używa pojęcia "zło". "Nie ma rewolucji bez paranoi... Żeby na nowo obalić stary porządek trzeba na nowo nazwać dobro i zło. Znaleźć wroga" - oznajmia pan doktor. No, no, to niezłe. To pan doktor sam mógłby być niezłym paranoikiem, jak by mu na przykład gwizdnęli samochód, bo idę o zakład, że by natychmiast wtedy "znalazł wroga" w złodzieju, i domagał się, żeby go złapano, ukarano i odebrano skradzione mienie. "Ale przecież czarno białe widzenie świata nie świadczy o paranoi", odważa się zauważyć dziennikarka, co na tle tej rozmowy lśni jak pierwszej wody dyament mądrości. Pan doktor nie daje się jednak zagiąć: "Niebezpiecznie zaczyna się robić, gdy człowiek zaczyna wierzyć, że dobro i prawda leżą po jego stronie", odkrywa. O ja cię... No pewnie, przecież każdy normalny człowiek zdaje sobie sprawę, że dobro i prawda leżą po stronie przeciwnej. Każdy normalny człowiek chce świadomie czynić zło i żyć w kłamstwie. Tylko paranoik chciałby odwrotnie. A "Tacy ludzie u władzy są groźni". Przekładając na język bieżącej polityki, można w tym wyczytać wskazówkę: lepsi cyniczni złodzieje i oligarchowie od Kwacha, niż paranoiczne rojenia o naprawie państwa i ukróceniu korupcji. Zresztą wyłożoną wprost. Za rządów lewicy, kojarzonych ze złodziejstwem, było, zdaniem mędrca "też niemiło, ale jakby mniej groźnie". Jasna sprawa. Dlatego, choć deklaruje on, że ludzi zaburzonych widzi po różnych stronach sceny politycznej, to jakoś poza Józefem Oleksym omawia tylko przypadki jednoznacznie odnoszące się do głównej partii rządzącej. Żeby nadać swym przestrogom intelektualny polor, pan doktor postanawia błysnąć erudycją. I to jest najśmieszniejsze: "Był taki władca we wczesnych wiekach chrześcijańskich. Gdy zdobywał miasto, mordował wszystkich w duchu miłosierdzia. Wysyłał ich na sąd ostateczny: pan Bóg oddzieli dobrych od złych, bo ja nie mogę, mówił z >>pokorą<<" - opowiada doktor Murawiec. Zapewne chodzi mu o sławnego dowódcę tzw. krucjaty przeciwko Katarom, Szymona z Montfort. Wprawdzie było to nie w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, tylko w wieku XIII (wybitny psychiatra nie musi odróżniać antyku od późnego średniowiecza, bo to nie wchodzi w zakres jego specjalności), ale to on właśnie, pytany przez podwładnych, jak mają odróżnić sekciarzy od prawych chrześcijan odpowiedział "zabijajcie wszystkich, Bóg swoich pozna". Tylko że nie miało to nic wspólnego z "duchem miłosierdzia", "pokorą" ani "paranoją", ani nawet, wbrew pozorom, religijnym fanatyzmem. Był to po prostu krańcowy, zbrodniczy cynizm, i sam De Montfort uważał swe słowa za dobry żart (tak też je przyjęli jego podwładni - dopiero publicyści Oświecenia nadali im inny sens). Rzecz w tym, że przywódca krucjaty był Normanem i dowodził wojskami Normańskimi. Normandowie i Prowansalczycy toczyli ze sobą walkę od stuleci, przede wszystkim o dominację nad obszarem dzisiejszej Francji, ale też z narastającej przez pokolenia nienawiści plemiennej. Dla Szymona walka z herezją była więc idealną okazją zadania odwieczenmu wrogowi, przy wykorzystaniu wsparcia reszty Europy i pod auspicjami samego Boga, a co najmniej jego ziemskiego namiestnika, największych strat, jak tylko się dało. I wykorzystał on tę okazję dobrze - Prowansja, bynajmniej nie tylko tereny, na których herezja miała silne poparcie, została spalona do gołej ziemi i wyludniona, a jej potęga została raz na zawsze złamana. Można sobie wyobrazić, że podobnie jak Motfort mógłby sobie poczynać i żartować, dajmy na to, generał Ratko Mladić, gdyby dostał od Rady Bezpieczeństwa glejt na zaprowadzenie siłami serbskimi demokracji w Bośni. Muszę przyznać, że niewiele rzeczy uważam za bardziej żałosne od takich pseudoerudycyjnych popisów - mój Tato uczył mnie, że jak się czegoś nie wie, to lepiej się nie mądrzyć, ale on wyznawał system wartości dziś już uważany za zupełnie anachroniczny. Miałem do kolegów z "Newsweeka" żal, że pismo steruje w kierunku drugiego "Przekroju" - poza tym, że uważam "Przekrój" za gazetę słabą, to nie bardzo widzę sens w kopiowaniu czegoś, co już jest i szczególnego sukcesu rynkowego nie odniosło. Ale teksty takie jak wywiad z doktorem Murawcem czytywałem dotąd już nawet nie w "Przekroju", ale w "Przeglądzie". Jakoś mi przykro na to patrzeć.

PS.

Nie mam czasu cytować obszerniej, ale właściwie każde zdanie doktora M. jest szalenie inspirujące. A już zwłaszcza to "nie ma rewolucji bez paranoi, a mamy przecież rewolucję, symbolicznie nazwaną powołaniem IV Rzeczpospolitej". No, ale przecież powołanie III RP też było symbolem rewolucji. Może by tam pan doktor pokusił się o fachowy wykład, jaka TAMTEJ rewolucji przyświacała paranoja? I kto ją uosabiał? Wałęsa? Mazowiecki, który symbolicznie obalał stary porządek, odkreślając przeszłość grubą linią? Balcerowicz, "znajdujący wroga" w księżycowej ekonomice peerelu, inflacji i braku dyscypliny finansowej? A może (horribile dictu...) profesor Geremek i jego krąg przyjaciół, próbujący tu zbudować "rzeczpospolitą samorządną", czyli "coś co pójdzie o krok dalej niż zachodnia demokracja"? Więcej, panie doktorze, więcej - także o Sierpniu'80, jak to wtedy paranoicy, przekonani, że dobro i prawda są po ich stronie, "na nowo nazwali dobro i zło"? Wszak jeśli nie ma rewolucji bez paranoi, a paranoja jest zawsze gorsza niż rządy oligarchii, nawet bandyckiej... Ach, ileż ciekawych treści może z tego wyniknać! Nie mogę się doczekać!"

http://rafalziemkiewicz.salon24.pl/16961,index.html

Panie Marku! Mamy WOLNĄ POLSKĘ, MAMY WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI, MAMY KRAJ DEMOKRATYCZNY! NARESZCIE!!! I będę pisać sobie na mojej niezależnej platformie co żywnie mi się podoba, czyli: o emocjach, odczuciach, spostrzeżeniach, refleksjach, przemyśleniach, nie czekając na niczyją zgodę. Czasami sobie popłaczę, czasami pozłoszczę, a czasami pośmieję z otaczającej mnie rzeczywistości. Podobno cenzury u nas już nie masz, a więc nie zmusi mnie Pan do wycięcia wpisu z wirtualnego pamiętnika. A dopóki będę świadkiem etykietyzowania osób publicznych, uprawiania medialnej psychuszki przez osoby, wykonujące zawód publicznego zaufania, dopóty będę o tym pisać i przypominać o "pokrewieństwach" z "NIE" Urbana.

Z wyrazami szacunku
Venissa

16 komentarzy:

Andrzej.A pisze...

Z większością z tego co pisze Ziemkiewicz się zgadzam. Ale oczywiście nie ze wszystkim. Tu akurat jest wywód o psychologi i tego typu klockach na czym ja się nie wyznaję, a przynajmniej nie na tyle abym mógł wchodzić w polemikę.
Czytałem książki RAZ-a i mogę powiedzieć, że są sensowne aczkolwiek nie do końca się zgadzam z diagnozą, ale o tym za chwilę.
Tutaj RAZ wytyka Murawcowowi jednostronność w postrzeganiu sceny politycznej i zasadniczo trudno się nie zgodzić, ale jak się nie zna całości tego wywiadu z Murawcem to też jest to trudno oceniać czy dla odmiany Ziemkiewicz się nie zapędził z nadinterpretacją tego co Murawiec mówił.

Moje refleksje nt. twórczości RAZ-a przekaże później bo niestety muszę odejść od kompa.

Andrzej.A pisze...

O twórczości Ziemkiewicza.
W swoim czasie przeczytałem "Polactwo" i ze smutkiem stwierdziłem, że facet ma racje.
A potem przeczytałem "Michnikowszczyznę ..." i stwierdzam, że według mnie tezy zawarte i udowodnione w "Polactwie" są co najmniej wątpliwe.
Bo albo jesteśmy tym "Polactwem" albo zostaliśmy zmanipulowani.
(Te generalizacje "jesteśmy", "zostaliśmy" odnoszą się do
pewnej średniej, pewnego przeciętnego człowieka).
Ta druga książka w sposób ewidentny przeczy tezie i poprawności zawartego w pierwszej z tych książek dowodu. Czego zresztą sam Ziemkiewicz jak gdyby nie zauważa, posługując się w "Michnikowszczyźnie ..." pewnymi zaczerpnięciami z "Polactwa".
Bo albo społeczeństwo jest i było ogłupiałe, żądne taniej wódy, video (teraz to już raczej DVD), talerza satelitarnego i chęci "pokazania się" przed sąsiadem i literalnie więcej kogoś takiego nic nie interesuje. Albo jednak ten stereotyp został w pewien sposób zaszczepiony dużej części społeczeństwa poprzez różne techniki socjologiczno - marketingowo - medialne.
Jeszcze jeden błąd Ziemkiewicza występuje w obu tych książkach. Jest to pochwała Balcerowicza. Tu niestety RAZ myli się w sposób horendalny, a racje ma Łysiak.
Ja ze względu na wykonywaną pracę miałem dostęp do danych finansowych. Wystarczyło sprawdzić ile dolarów było sprzedawane i kupowane w Polsce w pewnych okresach czasu aby móc twierdzić z dużą dozą pewności, że Łysiak ma rację wieszając na Balcerowiczu psy.

To tyle na temat Ziemkiewicza. Można by jeszcze długo i przewlekle analizować obie te książki, ale wtedy to powstałaby kolejna książka a to chyba większego sensu nie ma.

Venissa pisze...

Andrzeju, nie zapędził się. Uważam, że trafnie zauważył. To był tekst czysto propagandowy - jednym słowem OPLUWANIE - DOWALANIE rządowi w "białych rękawiczkach". Czytałam cały wywiad z Murawcem i było tam bardzo wiele naciąganych tez. No i co najważniejsze, nie poparte żadnymi badaniami psychometrycznymi, a więc nic innego ten lekarz nie zrobił, jak po prostu przyklejał etykietki. I co by na to powiedział prof. Antoni Kępiński, który w "Psychopatologii nerwic" przestrzegał przed tego rodzaju etykietyzowaniem, m.in. nauczycieli,rodziców, ale i samych lekarzy (!).

Jednym słowem, to były czysto subiektywne opinie, nie poparte żadnymi wiarygodnymi i rzetelnymi badaniami, a więc mocno zniekształcone strukturą osobowości samego autora takiej "diagnozy"; tu głównie dominowała PROJEKCJA; można powiedzieć, że psychiatra opowiadał o swoich skłonnościach paranoidanych, które częściowo sobie uświadamia, boi się ich strasznie, wypiera do podświadomości, a następnie rzutuje na zewnątrz.

Nie czytałam "Polactwa", ale domyślam się, że przedstawił ich jako neurotyków, a pewną grupą neurotyków czasami łatwo jest manipulować.

"Jeszcze jeden błąd Ziemkiewicza występuje w obu tych książkach. Jest to pochwała Balcerowicza. Tu niestety RAZ myli się w sposób horendalny, a racje ma Łysiak.
Ja ze względu na wykonywaną pracę miałem dostęp do danych finansowych. Wystarczyło sprawdzić ile dolarów było sprzedawane i kupowane w Polsce w pewnych okresach czasu aby móc twierdzić z dużą dozą pewności, że Łysiak ma rację wieszając na Balcerowiczu psy."

Na temat Balcerowicza nie będę się wypowiadać, choć z innych względów także go nie popierałam. Moja mama - ekonomistka- bankowczyni swego czasu chwaliła faceta i właściwie do tej pory uważa, że wiele dobrego zrobił. Mój ojciec natomiast -nie ekonomista - krytykuje.

A z Ziemkiewiczem nie zawsze się zgadzam.Kiedyś nawet mocno się poprztykaliśmy z powodu tomografu pozytonowego, który dzięki Gosiewskiemu przyznano naszemu miastu...On uważał, że to głupota i jak zwykle zrobił z Gosiewskiego debila!

Andrzej.A pisze...

Manipulować to można prawie każdym. Ludzie jako zbiorowość są wobec czegoś takiego praktycznie bezbronni. Ewentualnie pojedynczy człowiek, dobrze przeszkolony i przygotowany może się manipulacji oprzeć.

Venissa pisze...

Przede Wszystkim Andrzeju musimy sobie wszyscy uświadomić, że wielu Polaków, czyli wielu z nas ma w sobie dużo cech zależności, tendencji do stapiania się z innymi, z myślami innych i przez to przejmuje cudze opinie za własne. Te cechy, które tu wymieniłam sprzyjają temu, że wielu ludzi tak łatwo poddaje się manipulacji...Trzeba jak najwięcej czytać, słuchać, poznawać różne stanowiska, by w jak najmniejszym stopniu podlegać złym wpływom. Potrzebna tu jest świadomość, samoświadomość, no i poczucie własnej odrębności.

To jednak często praca na kilka lat, ale trzeba wciąż i wciąż próbować.

Może kiedyś zeskanuję całość wywiadu i spróbuję odnieść się do tych fragm. wywiadu, które budzą moje szczególne zastrzeżenia.

Gdyby porównać tekst tego psychiatry z tekstem Kilara,to w pierwszym jest agresja i wrogi stosunek do rządzących (w domyśle Kaczynskich), a w drugim - harmonia, spokój i sympatia do rządu.

Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Droga Venisso. To, co uprawia Pani na blogu, jest dość żenujące. Dziś zajrzałem na Pani stronę i widzę, że pisze Pani o tym, iż przysłałem polemikę, po czym ją Pani wykpiwa, ale - oczywiście - bez przytoczenia treści tego, co napisałem. Ani w całości, ani w choćby we fragmencie. Czyli po prostu uprawia Pani wzorcową manipulację (pamiętam ją jeszcze z czasów słynnych konferencji prasowych Urbana). Na koniec stroi się Pani w piórka bojowniczki o wolność słowa. A czy ja Pani bronię pisania tego, co Pani chce? Czy groziłem Pani procesem za opublikowanie wpisu na mój temat? Wreszcie, w którym miejscu moich dwóch maili domagałem się wycięcia wpisu na mój temat, co sugeruje Pani w swoim blogu? Proszę przedstawić odpowiedni cytat.
Dobrze Pani wie, że nie napisałem do Pani dlatego, że poczułem się tak strasznie dotknięty opiniami Venissy, ale dlatego, że nie mogłem zrozumieć, jak to możliwe, że jeszcze niedawno wpisywała się Pani na moim newsweekowym blogu z pochlebnymi opiniami na mój temat, a teraz nagle tak bardzo Pani nie odpowiada to, co piszę. Szczerze powiedziawszy, nie budzą mojego zaufania ludzie, którzy o osobach, których tak naprawdę nie znają, wypowiadają się raz skrajnie dobrze, a raz skrajnie źle.
Kończąc. Może sobie Pani publikować, co tylko jej przyjdzie do głowy. Prawdę mówiąc, zaczyna mnie to bawić.
Pozdrawiam i życzę miłej zabawy.

Szczerze oddany czytelnik bloga Venissy

Marek Kęskrawiec

PS. Zauważyłem, że uwielbia Pani poszukiwać w cudzych wypowiedziach ukrytej głębi. Zazwyczaj znajduje Pani jakieś cechy świadczące o problemach psychicznych swoich adwersarzy. Np. ja jestem według Pani pełen sprzeczności i niespójności, co nie najlepiej ma świadczyć o mojej kondycji. Zapewne chodzi Pani o moją kondycję psychiczną, bo raczej z perspektywy obejrzenia mojego zdjęcia na blogu w Newsweeku nie jest Pani w stanie ocenić mojej kondycji fizycznej (a może się mylę? Pani przecież jest taka przenikliwa...)

Anonimowy pisze...

Droga Venisso. To, co uprawia Pani na blogu, jest dość żenujące. Dziś zajrzałem na Pani stronę i widzę, że pisze Pani o tym, iż przysłałem polemikę, po czym ją Pani wykpiwa, ale - oczywiście - bez przytoczenia treści tego, co napisałem. Ani w całości, ani w choćby we fragmencie. Czyli po prostu uprawia Pani wzorcową manipulację (pamiętam ją jeszcze z czasów słynnych konferencji prasowych Urbana). Na koniec stroi się Pani w piórka bojowniczki o wolność słowa. A czy ja Pani bronię pisania tego, co Pani chce? Czy groziłem Pani procesem za opublikowanie wpisu na mój temat? Wreszcie, w którym miejscu moich dwóch maili domagałem się wycięcia wpisu na mój temat, co sugeruje Pani w swoim blogu? Proszę przedstawić odpowiedni cytat.
Dobrze Pani wie, że nie napisałem do Pani dlatego, że poczułem się tak strasznie dotknięty opiniami Venissy, ale dlatego, że nie mogłem zrozumieć, jak to możliwe, że jeszcze niedawno wpisywała się Pani na moim newsweekowym blogu z pochlebnymi opiniami na mój temat, a teraz nagle tak bardzo Pani nie odpowiada to, co piszę. Szczerze powiedziawszy, nie budzą mojego zaufania ludzie, którzy o osobach, których tak naprawdę nie znają, wypowiadają się raz skrajnie dobrze, a raz skrajnie źle.
Kończąc. Może sobie Pani publikować, co tylko jej przyjdzie do głowy. Prawdę mówiąc, zaczyna mnie to bawić.
Pozdrawiam i życzę miłej zabawy.

Szczerze oddany czytelnik bloga Venissy

Marek Kęskrawiec

PS. Zauważyłem, że uwielbia Pani poszukiwać w cudzych wypowiedziach ukrytej głębi. Zazwyczaj znajduje Pani jakieś cechy świadczące o problemach psychicznych swoich adwersarzy. Np. ja jestem według Pani pełen sprzeczności i niespójności, co nie najlepiej ma świadczyć o mojej kondycji. Zapewne chodzi Pani o moją kondycję psychiczną, bo raczej z perspektywy obejrzenia mojego zdjęcia na blogu w Newsweeku nie jest Pani w stanie ocenić mojej kondycji fizycznej (a może się mylę? Pani przecież jest taka przenikliwa...)

Venissa pisze...

Panie Marku!

Po pierwsze: nie odpowiedział Pan do tej pory,jak to się stało, że dotarł Pan do mojego bloga? Czyżby jakiś "życzliwy" kolega - dziennikarz Panu o tym doniósł, czy może jakiś "życzliwy" internauta, który nie może ścierpieć moich tekstów - "antidotum" na etykietki -pseudo diagnozy tzw. autorytetow?


Po drugie: nie cytowałam żadnej Pańskiej wypowiedzi mailowych, ponieważ uznaję zasadę,że prywatnej korespondencji, bez zgody autora nie wyjawia się na światło dzienne oraz dlatego, że wolałam poświęcić swój cenny czas mojej unieruchomionej matce,po złamaniu szyjki kości udowej niż Pańskim wpisom.

O tym, że chciał Pan mi zamknąć usta i wymusić na mnie, żebym nie zestawiała w jednym rzędzie z Urbanem i nie posądzała Pana o uprawianie PSYCHUSZKI (bo to co zrobiliście z Murawcem, to jest odmianą psychuszki) może świadczyć Pańska silna reakcja na post w moim blogu i choćby następujące słowa, zamieszczone w Pańskim pierwszym mailu:

"Życzę na przyszłość mniej żółci i pogardy dla świata"

oraz

"BYŁBYM WDZIĘCZNY, GDYBY NIE POŚWIĘCAŁA MI PANI JUŻ WIĘCEJ
SWOJEGO CENNEGO CZASU."

A co to było, jak nie próba "zamknięcia mi ust i próba szantażu, przez niegrzeczny, że nie powiem agresywny tekst, skierowany do mojej osoby (p. cytat 1)?


Muszę przyznać, że po Panu,który kreował się na osobę EMPATYCZNĄ ( ubolewał Pan przecież nad losami niesłusznie posądzonego o chorobę psychiczną Henryka Onaka), zdanie to było niezwykle nieempatyczne, i raczej mówiące o Pańskiej pogardzie do świata, w tym do mojej osoby i Pańskim jadzie. Gdyby Pan rzeczywiście ukończył jakieś kursy komunikacji interpersonalnej, to by Pan wiedział,że to nie był tekst asertywny, lecz AGRESYWNY!

Niech mi Pan nie zarzuca manipulacji, bo w zdaniu: "Czyli po prostu uprawia Pani wzorcową manipulację (pamiętam ją jeszcze z czasów słynnych konferencji prasowych Urbana)" odbija pan piłeczkę. Łatwo Pan przypisuje innym manipulację, nie znając wszystkich faktów, ani autentycznych motywów posądzanego "obiektu". Santorski wiele pisał swego czasu nt. ludzi, którzy chętnie i często nadużywają tego terminu (projekcja, projekcja się kłania).To zdanie, to nic innego jak mechanizm obronny,intelektualizacja, czyli np. klasyczne "odwracanie kota ogonem", gdy ktoś zaczyna nam uświadamiać autentyczne JA. Poza tym, z tego, co zdążyłam ostatnio przeczytać, to Pana posądzono o manipulację i to w dodatku miało miejsce w Sejmie...

"Na koniec stroi się Pani w piórka bojowniczki o wolność słowa."= niegrzeczny i agresywny tekst; gdyby Pan ukończył kursy komunikacji interpersonalnej, to by Pan natychmiast wyłapał, że nie ma tu ani krzty asertywności.Wręcz stawia się Pan wyżej od mojej osoby.

"Dobrze Pani wie, że nie napisałem do Pani dlatego, że poczułem się tak strasznie dotknięty opiniami Venissy"

Dobrze Pan wie, że w mailu napisałam Panu, że poczuł się pan dotknięty moim wpisem blogowym, że uświadomiłam panu oraz dr. Murawcowi, iż swoimi wypowiedziami dołączyliście się do chórku "etykietyzujących", czyli uprawiających psychuszkę w stylu brukowego "NIE" Urbana.

"ale dlatego, że nie mogłem zrozumieć, jak to możliwe, że jeszcze niedawno wpisywała się Pani na moim newsweekowym blogu z pochlebnymi opiniami na mój temat, a teraz nagle tak bardzo Pani nie odpowiada to, co piszę."

Napisał to Pan w 2-gim mailu, a nie 1-ym; a ja w swojej 1-j odpowiedzi,napisałam następujące zdanie:

"Wypowiedź dr. Murawca była wybitnie nieprofesjonalna i nacechowana jego
strukturą osobowości; za takim przekonaniem przemawia fakt, że nie dokonał
żadnych pomiarów przy pomocy testów psychometrycznych osobowości
polityków, a więc jego komentarze miały nieprofesjonalny i czysto subiektywny
charakter. Każdy inny specjalista, a zwłaszcza NAUKOWIEC, podważyłby jego
wiarygodność i nazwałby je AGRESYWNYM etykietyzowaniem.Bo przyklejanie komuś
etykietki chorego psychicznie, jest PRZEMOCĄ i niczym nie różni się od
tego, co uprawiali UB-cy, SB-cy, czy mobberzy. Zmieniła się nieco forma, ale
CEL jest ten sam - zniszczenie człowieka. Zdziwiło mnie więc bardzo, to co
napisał Pan w swoim blogu, zwłaszcza w kontekście niesłusznie
posądzanego o chorobę psychiczną Henryka Onaka... ".

Te zdania chyba wszystko wyjaśniają, a Pan się nadal dziwił?
A Pan w 2-im mailu napisał:

"NAPISAŁEM LIST, BO TROCHĘ ZDZIWIŁEM SIĘ, ŻE ZAATAKOWAŁA MNIE
WŁAŚNIE PANI. TAK SIĘ SKŁADA, ŻE PAMIĘTAM PANI NIEDAWNE,
POCHLEBNE WPISY NA MÓJ TEMAT NA STRONIE NEWSWEEKA. ALE, JAK WIDZĘ,
ZOSTAŁEM JUŻ ZAKWALIFIKOWANY DO "SZAREJ SIECI", W ZWIĄZKU Z CZYM
ROZUMIEM, ŻE MA PANI PRAWO DO OBECNEGO LEKCEWAŻENIA I OBRAŻANIA
MOJEJ OSOBY."

Ciekawe, ciekawe. A Pan co zrobił, pisząc o obecnie rządzących politykach, zresztą BEZPODSTAWNIE, że są paranoikami? Czy mam także przytoczyć pański wpis,w którym obrażał Pan ministra Ziobrę?

"27.02.2007 17:57
Ziobro to pic i fotomontaż
Od dwóch dni panowie Ziobro z Kaczmarkiem odwracają kota ogonem. O ile jednak pan Kaczmarek stara się pozostać kulturalnym człowiekiem, o tyle Ziobro raczej wystawia sobie (po raz kolejny) świadectwo kiepskiego wychowania."


"Szczerze powiedziawszy, nie budzą mojego zaufania ludzie, którzy o osobach, których tak naprawdę nie znają, wypowiadają się raz skrajnie dobrze, a raz skrajnie źle"

Oooooo, to jednak jest Pan podejrzliwy? A podobno to politycy obecnie rządzący są podejrzliwi!:)))

Wypowiedzi odbiorców na podstawie tekstów nadawców, co zostało już Panu wyjaśnione w mailu. A Pan się wciąż dziwi i jest nieufny....

Pan też zapewne żywił biegunowe :) odczucia wobec Andrzeja Samsona - począwszy od zachwytu jego osobą, kończywszy pewnie na wściekłości, oburzeniu i sądach potępiających!

"Kończąc. Może sobie Pani publikować, co tylko jej przyjdzie do głowy."

Serio? Pozwala mi Pan? A ja myślałam, że mi nie wolno, zwłaszcza w kontekście tego zdania:
"BYŁBYM WDZIĘCZNY, GDYBY NIE POŚWIĘCAŁA MI PANI JUŻ WIĘCEJ
SWOJEGO CENNEGO CZASU."

"Prawdę mówiąc, zaczyna mnie to bawić."

Mnie to już dawno ubawiło, bo polemizował Pan ze mną niczem Michnik z Ziemkiewiczem :))

"Pozdrawiam i życzę miłej zabawy."
Ja też Pana pozdrawiam i życzę miłej zabawy oraz solidnego i regeneracyjnego snu:)
Pan wie, co mam na myśli...

"Szczerze oddany czytelnik bloga Venissy"

Taaaaaaaak? A to od kiedy? Mój licznik blogowy nie wskazuje na to...

odp. do P.S

"Zauważyłem, że uwielbia Pani poszukiwać w cudzych wypowiedziach ukrytej głębi."

Niech Pan się zapyta Murawca, skąd to się bierze...Co to jest psychologia głębi i na czym polega psychoanaliza psychoanalityka...

"Zazwyczaj znajduje Pani jakieś cechy świadczące o problemach psychicznych swoich adwersarzy."

A gdzież padły takie słowa? Ale fakt, czepiam się tych, co posądzają innych o choroby psychiczne, nie mając do tego odpowiednich kompetencji.Wtedy mamy zazwyczaj do czynienia z PROJEKCJĄ nieempatyczną, czyli rzutowaniem własnego wnętrza na "obiekt", przed czym przestrzegał Santorski i inni specjaliści. Szkoda tylko, że zapomniał o tym Murawiec, który nawiasem mówiąc jest już doktorem, a zapomina o czymś takim, jak zmienne pośredniczące w "diagnozozowaniu".

"Np. ja jestem według Pani pełen sprzeczności i niespójności, co nie najlepiej ma świadczyć o mojej kondycji."

No właśnie, jakiej kondycji? Co Panu podpowiada wyobraźnia?

A żeby Pan wiedział, że z twarzy też można wiele wyczytać.... Tym zajmuje się somatoanaliza, ale w tym trzeba być bardzo dobrym, bo nawet terapeuta może projektować nieempatycznie...Ciekawa jestem, w jakiej kondycji znajdował się sam Murawiec, gdy wystawiał rządzącym te pseudo diagnozy na odległość.Czemu na koniec wywiadu nie wspomniał o czymś, o czym powinien wiedzieć specjlista, czyli o projekcji. Jakoś Santorski ciagle o tym przypomina, a Murawiec? Czyży neurotyczna duma nie pozwoliła mu o tym wspomnieć? Obawa przed tym, ze sam może być posądzony o skłonności paranoidalne ?

I widzi Pan, życzył Pan sobie,żeby więcej nie poświęcać Panu swojej uwagi, a wyszło to co wyszło...

Anonimowy pisze...

Z Pani wpisu "Polemika z Markiem Kęskrawcem" wynika, że w mailu do Pani domagałem się usunięcia wpisu, który ukazał się na mój temat 17 lipca. Jest to oczywiste kłamstwo, ale nie potrafi Pani tego nawet teraz przyznać, tylko dalej uprawia manipulację wklejając jako "dowód" mój cytat, w którym proszę, by nie poświęcała mi Pani więcej (czyli w przyszłości) swojego cennego czasu. Każdy może ocenić, jaki jest sens tego zdania.
Pomijam już dość  dziwne tłumaczenie, że nie cytowała mnie Pani na blogu, bo była to nasza prywatna korespondencja. Skoro tak Pani szanuje prywatność mojego listu, to jakim prawem publicznie, na blogu, na który każdy może wejść, w ogóle komentowała Pani to, co do Pani napisałem? Przecież już wysłaliśmy do siebie po dwa maile i sprawa została zamknięta. A jednak Pani wolała nie uszanować prywatności moich listów i wyszła z komentowaniem ich na bloga. Na dodatek komentowała je Pani, nie pozwalając, by czytelnicy sami ocenili ich wartość np. poprzez zaprezentowanie cytatu.
Teraz Pani to nadrabia. Efekt jest taki, że cytat z mojego maila, który ma udowadniać Pani tezę, dotyczy zupełnie innej sprawy.

Nie rozumiem też, co ma tu do rzeczy osoba ministra Ziobry. Jeśli jest Pani tak wrażliwa na niesprawiedliwe oceny, to co Pani powie na słowa ministra Ziobry, który podczas konferencji prasowej machał obficie rękami (jak po kursie u pana Tymochowicza) i krzyczał pod moim adresem, że mój tekst to pic na wodę, fotomontaż, bzdury i kłamstwa. Potem minister Ziobro powołał specjalną komisję, która miała obnażyć te moje kłamstwa i ten mój haniebny atak na ministra Kaczmarka, którego to Ziobro wziął swoim występem w obronę. Minęło od tego czasu 5 miesięcy, a ja nie doczekałem się:
- sprostowania
- pozwu
- zakończenia prac komisji ministerialnej, choć miała ona rozstrzygnąć sprawę moich kłamstw w kilka tygodni
- zakończenia prac komisji sejmowej (złożonej z samych posłów PiS, sic!), kierowanej przez posła Lipińskiego. To znaczy komisja powołany do "afery białostockiej" zakończyła prace, ale odmówiła publicznego zaprezentowania swych wyników.
Jak Pani oceni taką manipulację? Czyli zastąpienie rzeczowego ustosunkowania się do zarzutów zawartych w artykule, wrzawą, darciem szat przez ministra i obrzucaniem dziennikarza błotem?

Wracając do meritum, sprawa Ziobry nie ma nic wspólnego z naszą polemiką. Ja pana ministra znam osobiście od 1999 r., więc miałem czas, by wyrobić sobie na jego temat zdanie. A przede wszystkim zaobserwować, jak szlachetny człowiek zmienia się pod wpływem polityki. Pani natomiast zna mnie z kilku publikacji i ze zdjęcia (ale Pani to wystarcza do ocen).
Nie rozumiem też, co ma wspólnego z naszą sprawą historia pana Samsona. Że żywiłem wobec niego biegunowe uczucia? A kiedyż to się np. nim zachwycałem? Poproszę o jakiś cytat z mojego tekstu.
Rozmawiałem z Samsonem zaledwie dwa razy i raczej nie były to zbyt dobre rozmowy. Pan Samson wydał mi się za każdym razem zniecierpliwiony, uznałem więc, że pewnie ma już dość wydzwaniających do niego tłumów reporterów i nie chce mu się wychodzić poza komunały. Nigdy więcej już do niego nie dzwoniłem. Ani się więc nim nie zdążyłem zachwycić, ani go znienawidzić, bo rozumiałem, że jak dziennikarze uprą się na jakiegoś specjalistę w danej dziedzinie, to potrafią wydzwaniać do niego w dzień i w nocy.

A teraz zaspokoję Pani ciekawość dotyczącą nurtującej Pani kwestii: jak trafiłem na bloga Venissy?! Otóż sprawa jest prosta i nie ma nic wspólnego ze spiskiem wymierzonym w Pani wolność wypowiedzi. Otóż, pisałem kiedyś o katolickiej szkole, z której odwołano księdza dyrektora, ponieważ odkrył różne grzechy stowarzyszenia, które prowadziło szkołę. Dziś zastanawiam się nad powrotem do tej sprawy, potrzebowałem więc przypomnieć sobie dyskusję na pewnym forum, gdzie komentowano mój tekst. Pamiętałem, że pod adresem kardynała Macharskiego ktoś użył tam słowa "niejaki", co zdziwiło mnie, bo forum to prowadzą ludzie szanujący hierarchię kościelną. Wpisałem więc w przeglądarkę hasła: Kęskrawiec i niejaki, no i wyszło mi nie tylko katolickie forum, ale również Pani blog, gdzie "niejaki" użyła Pani pod moim adresem. Ot i cała wielka tajemnica.

Marek Kęskrawiec

Venissa pisze...

Ależ Pan lawiruje słowem, ależ Pan robi wszystko, żeby tylko podważyć sens mojego pierwszego wpisu, w którym m.in. zarzucam Panu, że pan etykietyzuje osoby publiczne i wpisał się tym sposobem do grona naśladowców Urbana. Wymyśla Pan teraz 1000 różnych powodów,czepia się każdego zdania, sformułowania blogowego, żeby tylko podważyć sens zasadniczego PROBLEMU. A ja wiem, że to ja mam rację, kiedy mówię o tzw. psychuszce medialnej, czyli paskudnym etykietyzowaniu ludzi publicznych.

"Z Pani wpisu "Polemika z Markiem Kęskrawcem" wynika, że w mailu do Pani domagałem się usunięcia wpisu, który ukazał się na mój temat 17 lipca."

Z mojego wpisu "Polemika z..."nie wynika, że Pan mi kazał w sensie dosłownym usunąć wpis, ale wyraźnie wynika, żebym już więcej nie poddawała Pańskiej osoby krytyce i żebym więcej nie pisała na temat Pańskiej osoby. Gwałtowna, a wręcz niegrzeczna treść Pańskiego maila świadczyła o tym, że Pan chce wywrzeć na mnie nacisk i po prostu zamknąć mi usta. Uznałam to, za próbę dokonywania przez Pana swoistej cenzury na moich wpisach, zarówno tych obecnych, jak i przyszłych. Atak słowny jest niczym innym, jak próbą zakneblowania ust nadawcy wobec niewygodnego komunikatu.

Uprawia Pan teraz wymyślne gierki słowne, zarzucając mi kłamstwo, oszukiwanie moich czytelników, tylko dlatego, że przeczytał Pan na swój temat niepochlebną ocenę. Wie Pan co? Po przeszło rocznym wirtualnym kontakcie z wieloma dziennikarzami, doszłam do wniosku, że można wskazać zaledwie kilku dziennikarzy z prawdziwego zdarzenia - ludzi wypowiadających się merytorycznie, przy jednocześnie wysokim poziomie kultury osobistej. Reszta poznanych osób pozostawia wiele do życzenia, a wręcz scyzoryk w kieszeni mi się otwiera, gdy widzę jakie umiejętności komunikacji posiadają w kontakcie z politykami, czy zwykłymi czytelnikami. Szczególnie to dobrze zdążyłam poznać w Salonie24. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że dziennikarze często w żenujący sposób wypowiadają się nt. polityków, a i zwolenników obecnego rządu,czyli zwykłych wyborców, a sami nie dają nic złego powiedzieć na swój temat, czy zwrócić sobie uwagi o NIESTOSOWNYM zachowaniu. Jakież święte oburzenie jest, gdy skrytykuje się ich osobę,nierzadko w tym samym stylu, co sami uprawiają.

"Jest to oczywiste kłamstwo, ale nie potrafi Pani tego nawet teraz przyznać, tylko dalej uprawia manipulację wklejając jako "dowód" mój cytat, w którym proszę, by nie poświęcała mi Pani więcej (czyli w przyszłości) swojego cennego czasu. Każdy może ocenić, jaki jest sens tego zdania."

Żenujące, żenujące: WYPRASZAM SOBIE O POSĄDZANIE MNIE O KŁAMASTWO i MANIPULACJĘ.Celowo używa Pan takich zwrotów, żeby w oczach czytelników ukazać mnie jako osobę niewiarugodną, nieuczciwą i wydającą niekomptenten oceny na temat Pańskiej osoby.Kto jak kto, ale to wy dziennikarze jesteście wyspecjalizowani w posługiwaniu się słowem i to wy najlepiej potraficie nim manipulować.

Co ma oznaczać wyrażenie "dziwne"?
Czy ten zwrot jest dla Pana podejrzany?
Dla mnie to nie jest dziwne, a jeśli dla pana tak, to znaczy, że oboje odebraliśmy różne wychowanie.

"Pomijam już dość dziwne tłumaczenie, że nie cytowała mnie Pani na blogu, bo była to nasza prywatna korespondencja. Skoro tak Pani szanuje prywatność mojego listu, to jakim prawem publicznie, na blogu, na który każdy może wejść, w ogóle komentowała Pani to, co do Pani napisałem?"

Już wyjaśniłam wyżej, dlaczego nie cytowałam całego listu i tłumaczyć więcej się nie mam zamiaru. Moi znajomi mi wierzą, mają do mnie zaufanie i wiedzą, że NIE KłAMIĘ!

Poza tym, wymaga Pan ode mnie neurotycznego PERFEKCJONIZMU na zwykłym blogu, czyli PERFEKCJONIZMU publicysty. A ja nie piszę tutaj żadnych felietonów do gazety, tylko prowadzę luźny blog. Śmieszą mnie Pańskie perfekcjonistyczne wymagania...

"Przecież już wysłaliśmy do siebie po dwa maile i sprawa została zamknięta."

Nie wiem, czy została zamkniętą, bo Pan nie odpowiedział na mojego ostatniego maila.Nie wysłał Pan do mnie wiadomości, z której jednoznacznie by wynikało, że sprawa została zamknięta, a już w każdym razie w jaki sposób zamknięta?

"A jednak Pani wolała nie uszanować prywatności moich listów i wyszła z komentowaniem ich na bloga."

Z szacunku dla Pana, nie wydrukowałam całej korespondencji, bo dopiero byłby KRZYK i OBURZENIE, że drukuję prywatną korespondencję.
A streszczenie listu, który nie odbiegał od faktów, nie jest niczym niegodnym.Niech już Pan skończy te gierki słowne.

"Na dodatek komentowała je Pani, nie pozwalając, by czytelnicy sami ocenili ich wartość np. poprzez zaprezentowanie cytatu."

Jak to nie ma cytowań? Są przecież w moich odpowiedziach pod wpisem.Cały czas czytelnicy mogą oceniać, tylko im się nie chce zawracać głowy Pańską osobą.

"Teraz Pani to nadrabia. Efekt jest taki, że cytat z mojego maila, który ma udowadniać Pani tezę, dotyczy zupełnie innej sprawy."

Zupełnie innej sprawy????? A jakiejż to sprawy, jak nie tej dotyczącej mojego komentarza odnośnie porównania Pana i Murawca do Urbana?

"Nie rozumiem też, co ma tu do rzeczy osoba ministra Ziobry."

A to, ze zarzucał mi Pan, że dokonuję oceny Pańskiej osoby, a Pan sam ciągle dokonuje ocen i to w nie najlepszym stylu- zarzuca Pan Ziobrze BRAK WYCHOWANIA, bez podawania dokładnych dowodów; podobnie jak zresztą posądzając polityków o chorobę/zaburzenia osobowości bez wyraźnego udokumentowania tej choroby; czyli rzuca pan jakieś ogólniki, żeby wywołać wobec rządzących odpowiednie emocje - w tym przypadku pogardę i wstręt; BO CZYŻ MOŻNA SZANOWAĆ OSOBY CHORE PSYCHICZNIE???
Dość często używa Pan zwrotów, JAK POLITYCY Z OPOZYCJI!!! Aż czasami ma się wrażenie, że niektórzy dziennikarze pracują dla pewnej grupy polityków, którzy chcą odsunąć od władzy swoich rywali.

"Jeśli jest Pani tak wrażliwa na niesprawiedliwe oceny, to co Pani powie na słowa ministra Ziobry, który podczas konferencji prasowej machał obficie rękami (jak po kursie u pana Tymochowicza)"
i krzyczał pod moim adresem, że mój tekst to pic na wodę, fotomontaż, bzdury i kłamstwa. Potem minister Ziobro powołał specjalną komisję, która miała obnażyć te moje kłamstwa i ten mój haniebny atak na ministra Kaczmarka, którego to Ziobro wziął swoim występem w obronę."

Nic nie mogę powiedzieć, bo to tylko są Pańskie subiektywne relacje; ani nie oglądałam relacji z tej konferencji, ani nie czytałam Pańskiego artykułu, dot. sprawy, o której Pan pisze. Widziałam tylko Pański wpis na blogu, w którym Pan używa niestosownego, oceniającego sformułowania pod adresem MINISTRA!Nie wiem też, czy Ziobro krzyczał, bo to mógł Pan wewnętrznie krzyczeć, znajdować się w silnym stanie wzburzenia, lęku przed oceną kolegów - dziennikarzy, dodatkowo Pańskie emocje mogły byc nakręcone przez tychże kolegów, bo co do tego,że wzajemnie się nakręcacie nie mam najmniejszych wątpliwości; wręcz z tego co widzę, wyrażanie świętego oburzenia wobec polityków PiS-u i przedstawianie ich szerokiej publiczności, jako CHAMÓW i LUDZI, KTóRZY OKłAMUJĄ SPOŁECZEŃSTWO (jeszcze gorzej niż SLD-wcy), jest w "dobrym tonie", a wręcz wskazane i ma miejsce już od 2005 roku!!!! Gadacie tak,jakby Wam się zacięła płyta gramofonowa.
W końcu to Ziobro i inni członkowie rządu siedzą głębiej w sprawach, które i Pan bada, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że Pańskie informacje będą niedokładne i zniekształcone. Od wielu miesięcy "Newsweek" wypisuje różne artykuły, które podważają wiarygodność rządu, często są to wypowiedzi wyolbrzymione i mocno zniekształcone, bardziej odowłujące się do emocji odbiorcy, niż do jego rozumu.Stąd też przestałam czytać to pismo, podobnie, jak wielu dotychczasowych czytelników to uczyniło. A jeśli wzburzenie Ziobry na Pański artykuł było rzeczywiście bardzo silne, to należy wziąć jeszcze pod uwagę fakt, że były tu pewnie emocje, żywione nie tylko do Pana, ale także do Pańskich kolegów i nagromadziły się od wielu misięcy.

Z materiałów, do których dotarłam w internecie (sprawozdanie 38 z posiedzenia Sejmu, z obrad, które miały miejsce 29 marca 2007 r. wynika), że w pańskich artykułach pojawiały się zafałszowane dane, co było wyjaśniane w trakcie obrad; ponadto zarzuca się Panu, że napisał Pan artykuł bez dokładnych danych, zanim otrzymał Pan odpowiedź na pismo, wystosowane do Ministerstwa.

"Minęło od tego czasu 5 miesięcy, a ja nie doczekałem się:
- sprostowania
- pozwu
- zakończenia prac komisji ministerialnej, choć miała ona rozstrzygnąć sprawę moich kłamstw w kilka tygodni
- zakończenia prac komisji sejmowej (złożonej z samych posłów PiS, sic!), kierowanej przez posła Lipińskiego. To znaczy komisja powołany do "afery białostockiej" zakończyła prace, ale odmówiła publicznego zaprezentowania swych wyników. Jak Pani oceni taką manipulację?"

Nie uznaję tego za manipulację, bo nie znam szczegółów, żeby to tak nazwać. To Pan to nazywa manipulacją, a władze rządowe mogły miec jakiś ważny powód, żeby wyników jeszcze nie udostępniać

"Czyli zastąpienie rzeczowego ustosunkowania się do zarzutów zawartych w artykule, wrzawą, darciem szat przez ministra i obrzucaniem dziennikarza błotem?"

Ale też ciekawie brzmiały zarzuty pod Pańskim adresem ze strony prok. Kaczmarka i można prześledzić także sposób odnoszenia się przez Pana do prokuratora na tej stronie:

http://www.polskieradio.pl/trojka/salon/default.aspx?id=2810
"

Kaczyńskich, Ziobrę można obrzucać błotem od 2005 roku a dziennikarze nie podlegają krytyce?

"Wracając do meritum, sprawa Ziobry nie ma nic wspólnego z naszą polemiką. Ja pana ministra znam osobiście od 1999 r., więc miałem czas, by wyrobić sobie na jego temat zdanie. A przede wszystkim zaobserwować, jak szlachetny człowiek zmienia się pod wpływem polityki."
To jak w końcu jest, Ziobro został źle wychowany przez swoich rodziców, czy zmienił się pod wpływem polityki? W Pańskim blogu tego nie ma, tylko umieścił Pan następujące zdanie:

"O ile jednak pan Kaczmarek stara się pozostać kulturalnym człowiekiem, o tyle Ziobro raczej wystawia sobie (po raz kolejny) świadectwo kiepskiego wychowania."

A może zmienia się pod wpływem dziennikarzy i nierzadko ich chamskich komentarzy w ogóle? Czego jestem świadkiem od 2005 roku!

"Pani natomiast zna mnie z kilku publikacji i ze zdjęcia (ale Pani to wystarcza do ocen)."

MANIPULACJA! NIGDZIE NIE DOKONYWAłAM PAŃSKIEJ OCENY NA PODSTAWIE ZDJĘCIA! Uwaga, albo pan manipuluje,wciska do "moich ust" coś czego NIGDZIE NIE POWIEDZIAłAM, albo Pan sobie coś... wyobraził !!!!!!!
I znów Pan próbuje podważyć moją ocenę, gdy porównuję jakość pańskich komentarzy do tygodnika "NIE", bo wyzywa Pan polityków od PARANOIKÓW. Nie trzeba latami poznawać człowieka, żeby wyrobić sobie o nim jakieś zdanie. Np. lekarze/terapeuci,żeby ocenić podopiecznego muszą obcować z nim przez kilka lat? I nie mogą postawić też pewnej wstępnej diagnozy na podstawie sylwetki ciała? Będzie Pan im zarzucał,że na jakiej podstaie to czynią? Ano na podstawie wiedzy, która zdobyli na wieloletnich szkoleniach! Ale ja tylko zrobiłam dygresję do somatoanalizy, a Pan mi przypisuje mi coś czego NIE UCZYNIŁAM!

"Nie rozumiem też, co ma wspólnego z naszą sprawą historia pana Samsona. Że żywiłem wobec niego biegunowe uczucia?
A kiedyż to się np. nim zachwycałem? Poproszę o jakiś cytat z mojego tekstu.
Rozmawiałem z Samsonem zaledwie dwa razy i raczej nie były to zbyt dobre rozmowy. Pan Samson wydał mi się za każdym razem zniecierpliwiony, uznałem więc, że pewnie ma już dość wydzwaniających do niego tłumów reporterów i nie chce mu się wychodzić poza komunały. Nigdy więcej już do niego nie dzwoniłem. Ani się więc nim nie zdążyłem zachwycić, ani go znienawidzić, bo rozumiałem, że jak dziennikarze uprą się na jakiegoś specjalistę w danej dziedzinie, to potrafią wydzwaniać do niego w dzień i w nocy."

Jak Pan tak nic nie rozumie, to już pański problem... Nie żywił pan do niego zachwytu???? To po kie licho W OGóLE pan do niego dzwonił, a nie np. innego,nieznanego psychologa?Jeszcze na dodatek wypisywaliście ciągle, że to psychoterapeuta, a on NIGDY NIM NIE BYŁ!

"Otóż sprawa jest prosta i nie ma nic wspólnego ze spiskiem wymierzonym w Pani wolność wypowiedzi."

AGRESYWNY TEKST, w którym rzuca pan podejrzenie na moją osobę, że doszukuję się jakiegoś spisku! Pan używa słów - wytrychów, jak WYTRAWNY MANIPULATOR!

Niczym nie różnicie się dziennikarze,od zwykłych zjadaczy chlebów i od polityków i jestem mocno zawiedziona poziomem waszego dyskursu! Polityk nie musi mieć (choć wskazane,żeby miał)wysokich kompetencji językowych z zakresu komunikacji interpersonalnej, ale kto jak kto - dziennikarze??? OBOWIĄZKOWO!

Przyznam się, że trudno jest prowadzić spokojną polemikę, gdy dziennikarz używa tylu AGRESYWNYCH zwrotów w stosunku do swojego rozmówcy :(( A wydawałoby się, ze przykład powinien iść z góry, czyli w tym wypadku od dziennikarza, który na co dzień zajmuje się komunikowaniem...

Anonimowy pisze...

Droga Pani. Nasza dyskusja zamienia się w konkurs pt. "Kto ma większe ego". Tak więc powstrzymam się od napisania kolejnego długiego komentarza, na który Pani odpisze jeszcze dłuższym, potem znowu ja, potem znowu Pani.
Życzę Pani szczęśliwego życia. Do zobaczenia na internetowym szlaku, oby w bardziej przyjemnych okolicznościach.
Marek Kęskrawiec

Venissa pisze...

No cóż Drogi Panie Marku, nie sposób nie było się odnieść szczegółowo do Pańskich komentarzy, w których były zawarte komunikaty dezawuujące moją osobę i mój komentarz o "psychuszce medialnej". Ja doskonale rozumiałam Pańską reakcję - obrona przez atak, czyli przez próbę podważenia wartości i wiarygodności mojej osoby. A podobno nie tak powinna wyglądać obrona...

Ale! Kończąc nasze dysputy, pozwolę sobie uczynić jeszcze jedną dygresję: ponoć rozpoczynanie znajomości (ba! nawet związków miłosnych :))od impasu, wróży happy na przyszłość :

"Okazuje się, że związki oparte na zakochaniu mają trzydzieści, czterdzieści procent mniejsze prawdopodobieństwo przetrwania, niż te oparte na jakiś rozterkach, konflikcie i kłopotach na początku...(...)nauczyłem się, że jeżeli zależy mi na trwałej więzi z klientem biznesowym, z partnerem, z którym uprawiam doradztwo, czy nie wiem - może jakaś nowa przyjaźń się kroi, to nie powinienem unikać impasów na początku. Mam poczucie, że te impasy przyspieszają ostateczną decyzję o zaangażowaniu w trwałą relację. Warto mieć ideały, lecz idealizowanie ludzi prowadzi tylko do bolesnych rozczarowań" (J. Santorski, Ludzie przeciwko ludziom? Jak żyć we współczesnej Polsce, s.131) :))))

Czyli Panie Marku nie jest i nie musi być źle i "nie taki diabeł straszny, jak go malują":)

A więc do zobaczenia na internetowym, a może i realnym szlaku. Ostatecznie dzieli nas zaledwie 90-pare kilometrów:))

Pozdrawiam
V.


P.S.
A życzyć Panu niczego nie będę, bo podobno życzenia, które składamy innym, tak naprawdę wyrażają nasze potrzeby,czyli życzenia dla siebie:))

Anonimowy pisze...

W najnowszym "Dzienniku" (17.08.07) opublikowano kilka artykułów na temat psychozy strachu wśród polityków rządowych. Pojawia się nawet kilkakrotnie słowo: paranoja. O zgrozo, o paranoiczne myślenie podejrzewa rządzących również Jacek Santorski, wielki autorytet Venissy. Czyżby dołączył do układu, do Kęskrawca i innych pseudoautorytetów medialnych?
No cóż, Kaczyński wziął Kaczmarka do rządu, ale tak naprawdę wcisnął go mu tam układ. Co za koszmarne rozczarowanie... A teraz jeszcze ten sam układ podsunął Venissie Santorskiego. Droga Venisso, błagam, daj odpór Santorskiemu na blogu!!!
Marek Kęskrawiec

Venissa pisze...

Drogi Panie Marku, widzę, że nie może Pan się doczekać mojej odpowiedzi.Nie zaglądał Pan do blogu Santorskiego? Tam jest moja z nim polemika.A póki co,idąc w ślad za J.S., czyli w trosce o właściwe zarządzanie moimi zasobami energetycznymi i czasowymi na razie wyłączam kompa.
P.S.
Z tego, co pamiętam, to bardzo Pan wychwalał Kaczmarka i podziwiał jego kulturę osobistą, a chamstwo przypisywał Ziobrze.Ale jak widać Pański,być może nadmierny stosunek uczuciowy do obu polityków nieco zbił Pana z tropu. Jak okazuje się, to Kaczmarek jest be, a Ziobro wporzo. Pozdr

Venissa pisze...

Zapomniałabym dodać, sporo moich wypowiedzi odnośnie poruszanych przez Pana wątków znajdzie Pan w blogach Rzepy. Mam nadzieję, że nie myśli Pan o swoich kolegach tak, jak o Kaczyńskich i Ziobrze...

Lechita pisze...

Newsweeka czytywałem w Anglii, tutejszej odmiany nie używam, może dlatego nigdy nie słyszałem o panu Kęskrawcu. Jak widać jest to osoba, która broni zażarcie swojego stanowiska, czy może różnych stanowisk w tej samej sprawie. Nie rozumiem dlaczego sprawia Ci taką przyjemność polemika z tym panem. Jest to dziennikarz, który ciężko pracuje na swoje dochody, równocześnie pracując na opinię o świecie dziennikarskim w ogóle.